Podkast 59 - Wielki marsz

Sortuj: kategoriami | alfabetycznie
Tygodniuffki to audycje, które zdobyły największą popularność w ubiegłym tygodniu. Ranking audycji tworzony jest automatycznie na podstawie zainteresowania użytkowników
Audycja: Ksiazki.audio
Tytuł: Podkast 59 - Wielki marsz
Opis: Stephen King to jeden z moich ulubionych autorów. Niestety ostatnie jego książki są bardzo słabe. A przecież nie tak dawno czytałem “Pod kopułą” oraz “Dallas 63”. To były arcydzieła. To co szczególnie lubię u Kinga do postacie. Powieść “Pod kopułą” to po prostu historia zamkniętych ludzi, ale King potrafił zbudować tak świetne postacie, że słuchałem tego z zapartym tchem. Podobnie jest z książką o której chciałbym wam dzisiaj trochę opowiedzieć. Ciekawe dlaczego King pisał pod pseudonimem. Na pewno nie powinien wstydzić się tej książki. Co ciekawe właśnie “Wielki marsz” jest pierwszą książką, którą King napisał. Oczywiście nie jest pierwszą książką, którą wydał. Według autora napisał “Wielki marsz” na przełomie 1966 i 67. Jednak jego pierwszą opublikowaną powieścią była Carrie w 1974, a “Wielki marsz” opublikował dopiero w 1979 i to pod pseudonimem. Tym bardziej jestem pod wrażeniem. “Wielki marsz” to debiut literacki! I to jaki debiut! Jest to historia 100 chłopców, którzy idą w tytułowym “Wielkim marszu”. Zwycięzcą zostaje ostatni żywy uczestnik. Reguły są dość proste - należy utrzymać stałą prędkość. Gdy ktoś zwolni, lub się zatrzyma dostaje trzy upomnienia i potem zostaje zabity. Głównym bohaterem jest Garraty. Przywozi go matka. Od samego początku autor dawkuje nam informacje. Nie wiemy wiele o Garratym. Niewiele też wiemy o świecie, w którym chłopcy biorą udział w takim marszu. Przy okazji znalazłem tutaj błąd w nagraniu audiobooka. Ray mówi do matki: “To mój pomysł, mamo, nie twój”, w audiobooku jednak słychać: “To twój pomysł, mamo, nie twój”. Oczywiście był to pomysł syna, od którego matka chciała go odwieźć, ale się jej nie udało. Nad całym marszem czuwa Major. Co jakiś czas słyszymy różne wskazówki, które dostali uczestnicy. Np. aby nie marnować niepotrzebnie energii. Podstawowa zasada to iść 6 kilometrów na godzinę. Garraty ma najwięcej kibiców, bo przechodzą przez jego strony. Osobnym tematem są kibice. Uczestnicy marszu ich potępiają, za obserwowanie śmierci. Sami jednak też kiedyś byli widzami. Myślę, że tutaj autor wskazuje na nas czytelników. Bo przecież krytyka ludzi obserwujących taki marsz to też subtelna krytyka czytelników, którzy o tym czytają. Powoli poznajemy innych uczestników marszu. Z jednej strony trochę sobie pomagają, ale z drugiej strony zwycięzcą będzie ostatni z nich, a więc pomaganie raczej nie jest w interesie nikogo. Mimo wszystko chłopcy współpracują ze sobą. Tworzą grupy. Poznają się. Z czasem dowiadujemy się o nich coraz więcej. Coraz więcej też wiemy o świecie. Jest to świat podobny do naszego, a jednak inny. Świat, w którym żyją ci chłopcy to dystopia. Jednak dla nas najważniejszy jest marsz i jego uczestnicy i na tym koncentruje się autor. Chłopcy rozmawiają ze sobą, przekazują sobie wieści. Obserwują się nawzajem. Powstają przyjaźnie, dochodzi też do wrogości. Historia jest prosta wyrusza stu, dochodzi tylko jeden. Jednak King wtrąca opowiadania o przeszłości, marzenia, przemyślenia itd. Ja przebiegłem już trzy razy maraton. Gdy słuchałem tej książki przypominały mi się własne momenty walki z sobą. Także te momenty, kiedy człowiek czuje, że coś się dzieje z jakąś częścią ciała i skupia się na niej. Wszystko to mamy także tutaj. Oczywiście w maratonie jest łatwiej, bo biegacze sobie pomagają, w wielkim marszu też trochę, ale wygrać może tylko jeden, a więc pomoc innym raczej nie pomaga, a wręcz przeciwnie wydłuża wyścig. Odnajdywałem w tej książce znane mi momenty z własnego biegania. Wprawdzie chodzenie nie wydaje się tak trudne, a jednak. Gdy, któryś z chłopców dostaje ostrzeżenie napięcie rośnie, gdy dostał już trzecie sięga zenitu. Audiobook trwa prawie 10 godzin i z trudnością się od niego odrywałem. Gdy pojawiła się w audiotece zapytałem znajomych z Readers Initiative czy warto przeczytać. Sebastian napisał mi: “Czytałem dawno temu. Jedyne co pamiętam, to okrucieństwo przedstawiane w tej książce. Z tego co pamiętam ksiażka była dosyć krótka i szybko się czytało, więc nawet z tego względu możesz siegnąć”. Audioteka daje możliwość posłuchania godzinki bez kupowania. Tak więc zrobiłem. Po tej godzinie jednak musiałem kupić audiobooka tak mnie wciągnęło. Tak jak napisał mi Sebastian, książka jest krótka i czyta się ją, albo słucha bardzo szybko. Mam wrażenie, że King swoje najlepsze dzieła napisał w przeszłości, a to właśnie jedna z nich. Jest to raczej męska książka. Bohaterami są sami chłopcy. Zaczynają bieg i w pewnym sensie dorastają szybko podczas jego trwania. Tak więc jest to także powieść o dorastaniu, młodzieńczych wyborach, relacjach damsko-męskich itd. Język jest momentami dość wulgarny, ale bez przesady. Za to przemyślenia bohaterów trzymały się mnie długi czas. Ten marsz jest swego rodzaju alegorią życia. I stawia pytania: czy warto się wysilać? A może lepiej się poddać? Czy nagroda jest rzeczywiście tego warta? Każdy z nas jest w takim wyścigu, każdy z nas kiedyś upadnie i nie wstanie. Póki to jednak nie nastąpi idziemy dalej opowiadając sobie historyjki, które umilą nam tą drogę. Tak robili chłopcy z “Wielkiego marszu”. Czymś takim jest też ta książka - jest historyjką, która umili nam nasz własny marsz w kierunku końca. Czy my zostaniemy tym “Last Man Standing” okaże się na końcu. Dziękuję wam za wysłuchanie do końca. Powieść oczywiście polecam. Szczególnie w formie audiobooka. Na dzisiaj to by było na tyle, a więc od usłyszenia w następnym odcinku.
Popularność: 0 odsłuchań
Opublikowana: 2018-12-06 11:27:48
miodek