Kwarantanna - Powieść w podcastach

Sortuj: kategoriami | alfabetycznie
Najpopularniejsze w tygodniu
Opis: Nieodległa przyszłość. Opustoszała stacja radiowa w dużej metropolii i opuszczony dom na odludziu. Emma i Dawid. Ona – niegdyś gwiazda muzyki i autorka hitów, zamknięta w domu swojego ojca, pasjonata ekologii. On – dawniej słynny radiowy DJ, ukrywa się w mieszkaniu swojego przyjaciela, nieopodal budynku stacji radiowej, w której kiedyś pracował. Dlaczego ci dwoje nie zapadli na chorobę Covid-4 U2 spowodowaną przez śmiertelnie groźnego, zmutowanego wirusa? Czy jest więcej takich jak oni? Czy kiedykolwiek się usłyszą lub spotkają? Tego wszystkiego dowiecie się słuchając „Kwarantanny” – pierwszej powieści dystopijnej w podcastach.
Data dodania: 2020-04-02 13:00:55
Data aktualizacji: 2020-10-21 11:25:15
Audycji w katalogu: 10
Stan:
Wciąż na fali (aktywny)
opublikowany 27 dni temu
KWARANTANNA 09. Emma i Dawid w powieści do słuchania.
Posłuchaj piosenki Warszawa od Giny LINK: [link] ______________________ Włącza się… Wciąż jeszcze się włącza. Na szczęście, czy niestety? Kurwa, dam radę jeszcze trochę. Ale nie obiecuję, że mnie znów usłyszycie. Do koga ja mówię, ja pier… OK. Posłuchajcie… Dziennik Kwarantanny – dzień tysiąc pięćset chyba 11 –sty… ______________________ Emma- Gina Damalfi / Dawid- Daniel Kondraciuk / Scenariusz- Joe Kasander / Realizacja i sound design- Kamil Sołdacki / Muzyka oryginalna- Gina Damalfi //// ______________________ Wirusa H5N1 namierzono po raz pierwszy w 1997 roku w Hong Kongu. Ten szczep zaczął ewoluować, ze względu na potężne zagęszczenie drobiu i syf z tym związany. Mówię syf, bo trudno to nazwać warunkami sanitarnymi. W 2003 mieliśmy powtórkę w Kambodży, Chinach, Japonii i Korei. Z powodu tzw. ptasiej grypy zginęło wtedy 100 milionów ptaków. Tak, tak, nie przesłyszeliście się 100 pieprzonych milionów. Ale ten sygnał też przegapiliśmy. Bo kto by się tam ptaszyskami przejmował. A poza tym w Kambodży? Kambodża jest daleko, he, he, he…a KFC bliziutko. Głos mądrości mówiący, że to właśnie zatłoczone kurze fermy doprowadzą do prawdziwej pandemii przebrzmiał niezauważenie. A koleś mówił wyraźnie… to nie jest kwestia „czy”… tylko „kiedy”!!! „Kiedy” przyszło jak zwykle niespodziewanie. Skoncentrowani na walce z CoronaŚwirusem, nie zauważyliśmy co nadciąga. No bo jak to tak… załatwił nas głupi ptak? Nieeeee… sami się prosiliśmy. Zamawiając namiętnie kurczaczka z rożna, czy pikantne skrzydełka nie wiedzieliśmy, że zamawiamy naprawdę ostrą jazdę. I ściągamy pandemię apokaliptycznych rozmiarów. Dzisiaj 100 milionów ptaków brzmi śmiesznie w porównaniu z ilością ludzi, którzy padali dużo szybciej. Po co wam to opowiadam. Bo warto wiedzieć co się stało… resztę chyba znacie… a jeśli nie, to znaczy, że i tak nie rozumiecie co do was gadam. Jeżeli jeszcze tu przyjdę, to po raz ostatni. Jeśli zdołam. EMMA Dzisiaj się przestraszyłam. Ale nie wilków… nie żadnego wirusa… nie śmierci… Przestraszyłam się bo ten głos z radia powiedział: „Jeżeli jeszcze tu przyjdę, to po raz ostatni”… Nie chcę go stracić. Zbyt wielu już straciłam. Uzmysłowiłam sobie, że w ostatnich dnia to czekanie na jego głos dawało mi siłę. On brzmi jak ci, którzy tak błyskawicznie gaśli w moim otoczeniu… a nawet na moich rękach. I ma rację. Przegapiliśmy wszystkie sygnały. Daliśmy się omamić fałszywym lękom podsycanym przez żądnych zysku i kontroli. A zapomnieliśmy o tym, że każdą zmianę musimy zacząć od siebie. Od tego jak żyjemy… jak się odżywiamy. Inaczej jesteśmy tylko hodowani… na konsumentów, a później na pacjentów. Ja nie oddałam swojej wolności… choć w kwarantannie straciłam możliwość pracy… zwłaszcza koncertów. Tak długo zabraniali nam koncertować jednocześnie pozwalając się ludziom gromadzić na wiecach… nawet na stadionach. Może początkiem końca była chwila, w której okazało się, że kultura jest zbędna… Że ważniejsze jest dopłacanie do górnictwa, które w dużej mierze powodowało jedynie zatruwanie i degradacje środowiska, niż zadbanie o inną energię. Tę płynącą z dźwięków. Z instrumentów i gardeł… a przede wszystkim z serc… Właśnie serce mi podpowiada, że muszę mu pomóc… Miałam więcej szczęścia niż inni. Miałam miejsce, w którym mogłam się ukryć. Przetrwać. Ale jak długo mam tu siedzieć sama…? Może to wszystko jest po coś… może powinnam się stąd ruszyć… może ten zanikający głos z oddali mówi do mnie… przede wszystkim do mnie… Tylko czy mam w sobie tyle odwagi? Tej, którą czuję, gdy śpiewam… Ta bardzo chcę znów śpiewać dla innych. A na pewno chcę kiedyś zaśpiewać dla niego… Niech mój głos doda mu sił. Nawet jeśli nie może mnie usłyszeć… jeszcze…
pobierz 7.8 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
Kwarantanna 08 Serial sezon I. Bohaterowie Emma i Dawid. Powieść w podcastach do słuchania.
DAWID Znowu się udało… ale jestem już coraz słabszy… brakuje wody… nie jadłem od dwóch dni. Chyba od dwóch, bo coraz trudniej mi je liczyć… Dziennik Kwarantanny – dzień 1480 –ty… któryś… Za każdym razem, kiedy tu przychodzę ryzykuję życiem… i chyba mam coraz większą nadzieję na koniec. Serio… samotność to nie dla mnie… zamknięcie to nie dla mnie… Strach… chyba nawet nie mam już siły się bać. He, he… pamiętam jak powstał taki śmieszny termin njusfobia – ludzie w pewnym momencie bali się już nawet czytać newsy, włączać telewizję, czy radio. Spadała nam już i tak kiepska słuchalność. Obcięto nam pensje, bo przecież każdy pretekst jest dobry, żeby docisnąć maluczkich. Ja na szczęście robiłem to bardziej hobbystycznie, ale wielu moich znajomych znalazło się bardzo szybko na skraju biedy. Prawdziwa bieda była dopiero przed nami, chociaż ten drugi – naprawdę groźny wirus - zadział tak szybko, że niewielu zdążyło odczuć skutki masakry jaką sprowadził… Gdy jeszcze wszędzie był prąd i siedziałem sam w domu, też przestałem słuchać i szukać njusów. Zabijałem czas oglądając filmy. Najbardziej wchodziły mi te o katastrofach, pandemiach i innych zarazach… Utkwiło mi w pamięci zdanie, które padło w jednym z nich… brzmiało jakoś tak: „Matka natura to seryjny morderca… najlepszy z najlepszych…”. O tak. Matka natura długo znosiła nasze harce… ale kiedy naprawdę postanowiła zareagować, to jej reakcja była zajebiście spektakularna. I pozamiatała równiutko. Nawet ci, którzy zdążyli się dorobić potężnej kasy na „coronie” nie przeżyli… wszyscy padali jak muchy… tu zapanowała prawdziwa równość, bo przyroda jakoś nie chciała brać pod uwagę grubości portfela… i była nieprzekupna. Śmieje się jeszcze czasem na wspomnienie tego jak WHO ogłosiła stan pandemii, który pozwalał wprowadzać leki i szczepionki bez badań bezpieczeństwa… A cały nasz świat zatrzymał się na podstawie komputerowej symulacji, która prorokowała, że na skutek tamtego wirusa umrze 100 milionów ludzi… i zrobiła to ta sama firma, wg. obliczeń której lodowców na Antarktydzie już nie ma. Nie ma niczego… he, he… A lodowce wciąż są tam, gdzie były. . Dzisiaj, kiedy ulicami mojego miasta rządzą watahy potężnych, zmutowanych bestii mam do nich coraz większy szacun. Jak to mają w zwyczaju od wieków… wprowadzają porządek. I my już nie bardzo do tego porządku pasujemy. Pieprzyć to czekanie… muszę stąd uciec… w ten czy inny sposób… EMMA Śpiew i taniec… to mnie nadal trzyma przy zdrowych zmysłach. No i mój piękny ogród. Jak to dobrze, że już dawno zostałam wegetarianką… szkoda, że miałam tak niewielu naśladowców. A raczej, że pojawili się zbyt późno... Ten głos… znów go dzisiaj słyszałam. Mam tę częstotliwość ustawioną już na stałe! I włączam radio co godzinę. Dzisiaj trafiłam. Wyraźnie słychać, że ten mężczyzna jest samotny… jest tam sam. I jest zmęczony… a nawet zdesperowany. Mówił coś o braku jedzenia i pitnej wody. Gdybym tylko wiedziała jak nawiązać kontakt… jak dać mu znać, że są tacy jak ja… choć nie wiem ilu nas jest. Naprawdę zdaje mi się, że go znam…, że słyszałam go wielokrotnie. Był chyba redaktorem albo DJ-em w największym radiu w mieście. Zawsze zdystansowany i zabawnie ironiczny, a to dla mnie dowód inteligencji. Martwię się o niego… ale z drugiej strony trochę się cieszę… to niesamowite jak potrzebuję czuć troskę… troskę o drugiego człowieka. Choćby obcego. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mi tego brakowało, dopóki znów tego nie poczułam. Obudziło się też inne pragnienie… bliskości. Zwykłej, codziennej… właśnie tej najważniejszej. Dziś w nocy znów śnił mi się mój mąż… ten sen był tak realny… niemal namacalny. Tak wiarygodny, że gdy się obudziłam i nie zobaczyłam go obok siebie łzy same napłynęły mi do oczu. Będę dzisiaj śpiewać jego ulubione piosenki. Te, które on mi puszczał i te, które ja dla niego napisałam. Ale będę też myślami przy tamtym męskim głosie płynącym z głośnika starego radia. Chcę mu wysłać siłę i wiarę… i nie mogę przestać myśleć o tym jak znaleźć sposób by mu pomóc. Tymczasem niech jego głos spotka gdzieś w przestrzeni między nami mój głos...
pobierz 9.4 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 5 miesięcy temu
Kwarantanna 07 Serial sezon I. Bohaterowie Emma i Dawid. Powieść w podcastach do słuchania.
DAWID Kurrrwa! Coś nie łączy… nie łączy mnie… nie łączy… he, he… tak, nie łączy mnie już nic z tym światem. Chyba tylko te transmisje mnie jeszcze trzymają przy życiu. Nie jestem już człowiekiem… nie rzucam cienia… Tak… Jestem cieniem, który porzucił człowieka… Nie mogę tak dłużej. Dziennik kwarantanny – Dzień 1417. Walka o przetrwanie… tylko po co. Wciąż przypominają mi się moi bliscy. Dzisiaj śniło mi się, że jestem nad morzem z przyjaciółmi… szum fal… skrzypienie gorącego pisku pod stopami… niemal to poczułem, usłyszałem, przeżyłem. Wolałbym już nie śnić. Bo przebudzenie jest kurewsko bolesne. Gdy wróciłem do miasta po pierwszej „pandemii” szukałem sensu. Szukałem sobie miejsca. Przyjaciel, który przyjął mnie na chatę powiedział, że mogę u niego siedzieć tak długo aż stanę na nogi. Jemu się udało… żył z alkoholu. Był jednym z lepszych sommelierów w kraju i miał niesamowity zapas w domu. Nie tylko wina. Ze swojego sklepu przynosił czasem coś do degustacji… a to szkocką whisky, a to rum z Barbados… ech, jak my się potrafiliśmy pięknie zdegustować. Przy winie żartował, że nasze wspólne picie to jak podział na dwa rodzaje degustacji… zawsze zaczynamy pionowo… a kończymy w poziomie. He, he… Co za gość… Jego sklep zaczął iść w czasie lockdownu jak zły. Ludzie pozamykani w domach wychodzili tylko po jedzenie… i procenty. Bo co tu robić, gdy nie ma nic do roboty… My też przepijaliśmy gorycz utraty wolności… Zabawne, że jego mieszkanie znajdujące się dwie przecznice od radia, w którym pracowałem znajdowało się przy ulicy nazwanej na cześć tych bestii, przed którymi muszę się teraz bronić… Pamiętam… pamiętam jak już zaczynało być naprawdę źle… on wciąż nadrabiał humorem… tęgą miną… nawet tego dnia kiedy wyszedł ostatni raz… żegnając się powiedział, że niedługo wróci tylko znajdzie coś do jedzenia… szukałem go miesiącami. Ale tak jak inni przepadł bez śladu… już straciłem nadzieję, że kogoś znajdę… Przychodzę tu jeszcze tylko po to by posłuchać muzy… nawet to, że gadam do tego pieprzonego mikrofonu wydaje mi się coraz bardziej bezsensowne… przecież nie wierzę, że ktoś mnie usłyszy… po cholerę się oszukuję? Po co ryzykuję? Może mam nadzieję…, że ktoś…, że coś to za mnie skończy…? EMMA Dzisiaj bawiąc się starym radiem mojego coś usłyszałam… Przez trzask i przez szum usłyszałam głos… Męski, głęboki… jakby znajomy. Przestraszyłam się, wiesz…? To pierwszy raz, kiedy znów pomyślałam o mężczyźnie… nie tylko o człowieku. A właśnie o mężczyźnie… Jego głos przypomniał mi mojego męża. Pamiętam, jak działał na mnie jego głęboki baryton. Jak jedno słowo potrafiło mnie rozbudzić… Tak… brakuje mi męskości. Dotyku… zapachu skóry. Wiesz? Brakuje mi miłości. To przedziwne, że w najbardziej ekstremalnej sytuacji wciąż potrzebuję kochać… Ale dziś mogę kochać tylko wspomnienia… Podczas tamtej kwarantanny byliśmy rozdzieleni przez trzy miesiące… dokładnie 89 dni i16 godzin… policzyłam każdą. Mąż został w kraju, a ja byłam w trasie po Europie. Zatrzymało mnie w małej mieścince na obrzeżach Porto. Nienajgorsze miejsce na odosobnienie. Moi znajomi mieli tam domek nad samym oceanem. Jego spokojny szum kołysał mnie do snu, a wzburzone sztormem fale rozpalały namiętność… Ocean działał na mnie dokładnie tak jak mężczyzna mojego życia… dzięki obu przetrwałam wtedy ten trudny czas. Dzwoniliśmy do siebie po kilka razy dziennie… odrywając się od powtarzalnej codzienności… albo dzieląc się nią. Wtedy zrozumiałam, że obecność nie jest fizyczna… ktoś jest obecny w Twoim życiu bez względu na dzielący was dystans… jeśli kochasz i jesteś kochana. Dlatego ten głos… ten męski głos obudził nostalgię jak portugalskie saudade… Zastanawiam się czy to jakieś nagranie, które ktoś włącza, czy jednak ktoś ocalał w moim dawnym mieście… częstotliwość wskazywałaby na moje dawniej ulubione radio… Spróbuję oszczędzać akumulatory… i trzymać włączoną stację… codziennie. Coraz częściej odważam się na dłuższe spacery. I chociaż wciąż noszę ze sobą pistolet ojca znaleziony na strychu, to chyba nie mogłabym się zdobyć na to by go użyć. Chyba jedynie po to by je odstraszyć… Naprawdę coraz bardziej czuję, że jestem już tylko gościem tej odzyskanej przez zwierzęta krainy… I choć śpiewam tylko dla niej… i dla nich… to dziś zaśpiewam dla tego męskiego głosu…
pobierz 10.9 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 5 miesięcy temu
Kwarantanna 06 Serial sezon I. Bohaterowie Emma i Dawid. Powieść w podcastach do słuchania.
Ja pier… znowu tylko trzaski… Kiedy tu byłem ostatni raz? Dwa…trzy tygodnie temu… tyle mniej więcej się zbierałem… Na szczęście ostatnim razem to były małe wilczki…he,he.. kurrrwa prawie się posrałem ze strachu! Śmieszne szczeniaki… ale spieprzałem jak zły, zanim przyszła ich matka. Na nieszczęście znów znalazłem w mieszkaniu kilka butelek szkockiej… co było robić skoro coraz trudniej znaleźć wodę. Deszczówka mi się skończyła… Może jutro trochę popada… Dziennik Kwarantanny – Dzień tysiąctrzystaktóryśtam… łeb mnie nadal napieprza chociaż od dwóch dni nie piję. Szkocka wychodzi dużo boleśniej niż wchodzi. Ale przynajmniej na jakiś czas znieczula… i zniechęca do myślenia. Tylka chyba coraz słabszy jestem… Próbuję sobie przypomnieć, kiedy pierwszy raz zabrakło prądu…? Nie pamiętam. Wcześniej zaczęła się kończyć woda, bo nasi umysłowo zacofani mocarze z rządu nadal woleli wydawać kasę na węgiel niż na odnawialne źródła energii czy retencję. A sygnałów ostrzegawczych przybywało… Najlepiej, że pozwolili nam wychodzić do lasów i parków akurat wtedy, gdy susza była już w pełni. Nawet maskę wolno było w lesie zdjąć… No dzięki… dobry pan, dobry… Pierwsze pożary jeszcze niewielu dały do myślenia. Ale już jak przestało kapać z kranów to paru się obudziło. Ale kto by się przejmował tygodniowym brakiem wody. Wszyscy i tak byli szczęśliwi, że mogą wychodzić … niektórzy nawet wrócili do pracy, jeśli było do czego wracać. Te wszystkie wcześniejsze dylematy dnia codziennego zweryfikował kryzys… nagle skończyło się rumakowanie… Piątek, piąteczek, piątunio… to dokąd dziś idziemy? A wy gdzie na wakacje lecicie? Bo my na weekend do Barcelony… Ci którzy myśleli, że świat wróci do siebie po tym całym pierdolniku grubo się przeliczyli. Jak bieda zaczyna zaglądać w oczy to pilnujesz każdego grosza… chociaż wtedy grosze już zdążyły się zmienić w złotówki. Bo w kolejce była już pandemia inflacji. Takie trudne słowo, które zazwyczaj bierze się stąd, że rządzący zamiast zajmować się tym do czego zostali powołani wolą dodrukować trochę kasy i luz… No luz... Patrzyłem jak padają firmy moich przyjaciół… jak knajpy, salony fryzjerskie, bary, teatry po kolei się zamykały. Pierwszy samobój był jeszcze wstrząsem… potem już przestały dziwić… Jak patrzę wstecz, na to co przyszło później… na to gdzie teraz żyję, zaczynam zazdrościć tym, którzy mieli odwagę powiedzieć temu światu sayonara… Dobra… naprawdę nie mam dziś siły… i mam już dość tych trzasków…!!! EMMA My funny quarantine, Sweet comic quarantine You make me smile with my heart… Wiesz, jestem tu już tak długo sama… w domu mojego ojca, który zawsze wydawał się wszystkim dziwakiem. Kiedy zakładał panele na dachu ludzie stukali się w czoło… Gdy stawiał wiatrak na swojej łące, z okolicznej wioski przychodzili ludzie strasząc, że go spalą, bo od tego ich krowy przestaną dawać mleko, a dzieciom wodogłowie zagrozi… Kiedy kazał wykopać studnię głębinową ja sama nie rozumiałam tego pędu do bycia niezależnym… a w zasadzie samowystarczalnym… Dzisiaj dzięki niemu jeszcze żyję. Tata, jak wielu mu podobnych nie dożył chwili, w której to, czego uczył własnym przykładem okazało się jedynie słuszne. Dzisiaj umiem magazynować deszczówkę, oszczędzać energię, hodować warzywa i robić przetwory dzięki niemu. Dzisiaj jestem jedną z nielicznych, którzy przeżyli… i już się nie boję. Wczoraj pierwszy raz od tygodni wyszłam na zewnątrz… otworzyłam też okiennice i zdjęłam deski, którymi miałam zabite okna. Jestem pogodzona z losem. Z życiem… i z dziką naturą, która przejęła władzę na tej zmęczonej planecie. Odżyła… i jeśli mnie zaakceptuje ja też odżyję. Nawet nie wiesz jak cudownie jest znów popracować w ogrodzie… Widziałam stado jeleni uciekające przed watahą wilków… na chwile mój wzrok skrzyżował się ze wzrokiem jednego z nich… niesamowite uczucie… strach pomieszany z podziwem… Pamiętam, czytałam kiedyś, że to właśnie wilki swoim wpływem na środowisko potrafiły zmieniać nawet bieg rzek w parkach narodowych… kiedy jeszcze mieliśmy coś takiego jak parki. To one przejęły teraz władzę… dzięki nim przyroda wraca do równowagi. Mogę mieć tylko nadzieję, że ja już nie jestem w stanie jej naruszyć… Dziś chodzi za mną przez cały dzień ta zabawna wersja jednej z moich ulubionych piosenek… …don’t change your hair for me, Not if you care for me… Stay little quarantine, stay… Each day is quarantine day…
pobierz 8.7 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 6 miesięcy temu
KWARANTANNA 05
Dziennik Kwarantanny – Dzień 1340… dzisiaj środa, czwartek, czy lipiec? Dowcipy z przed lat są najlepsze… na każdy dzień. Nawet na taki, który ledwie przeżyłeś. Wczoraj wyszedłem prosto na watahę… te wilki są ogromne jak byki… i piękne skurwiele. Potężne łby osadzone na grubych od sierści karkach… łapska jak sprężyny… wielkie zębiska… na szczęście właśnie coś, a może kogoś żarły. Nie marnowałem czasu na przyglądanie się. To ciekawe, że najpierw do miasta wchodziły niegroźne jelenie, zające, dziki… tak, nawet dziki były spoko. Te drapieżne gatunki pojawiły się nieco później. I dokończyły dzieła, które rozpoczął wirus. Kupowaliśmy rzeczy, których nie potrzebowaliśmy, za pieniądze, których nie posiadaliśmy, aby zaimponować ludziom, których nie lubiliśmy… Nie znosiłam tego. Chociaż później, był taki czas w izolacji, kiedy zaczęłam kompulsywnie zbierać, by zaraz pożałować czasu, pieniędzy, sensu… Tak, w tym sensie to co się stało przy pierwszej pandemii przyniosło dobre skutki. Potem… w tym krótkim okresie powrotu do tak zwanej normalności – tej którą znaliśmy – już nie umiałam żyć jak dawniej. Szybko pozbyłam się samochodu i mieszkania, choć wiedziałam, że tracę na tym majątek, bo ceny nieruchomości poleciały na łeb. Ale zyskałam wolność. A w zasadzie odzyskałam ją. Sprzedałam, oddałam, rozdałam mnóstwo ciuchów, mebli, sprzętu… nawet moje ukochane gitary. To piękne w swej prostocie uczucie, gdy uzmysławiasz sobie, że choć możesz nagrywać na wiele ścieżek, to nadal nie dasz rady zagrać na kilku instrumentach jednocześnie… a zatem po co je trzymać. To jak z samochodami, pralkami, domami… ilu ich tak naprawdę potrzebujemy?
pobierz 7.7 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 6 miesięcy temu
KWARANTANNA 04
Emma. Ciągle wracam myślami do Włochów. Choć okazali się najbardziej podatni na śmiertelne skutki zarażenia, głównie z racji średniej wieku i choć wielu oceniało – tych oceniających nigdy nie brakuje - że to ich niefrasobliwość spowodowała tak dużą liczbę zachorowań… właśnie ci Włosi jednocześnie pokazali reszcie świata jak w izolacji być razem. Dawid. Do dziś mam bliznę w miejscu, w którym wszczepiano nam chipy. Nie, nie, nikt nie protestował. Przecież to było dla naszego „dobra”. System oprócz łatwej identyfikacji miał też pomagać w segregowaniu tych, którzy już chorowali, od tych, którzy mieli to jeszcze przed sobą. „Segregacja”… dlaczego to słowo nie wzbudziło niczyich protestów?
pobierz 7.3 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 6 miesięcy temu
KWARANTANNA 03
Emma. Wiesz, nie mam pojęcia, czy ktoś tam przetrwał… żyję tu sama na odludziu i jedyne co widzę, to to co stało się z przyrodą za moimi oknami… a raczej za szparami między deskami, którymi je zabiłam. Dawid. W sumie nie obchodzi mnie to, czy ktoś to usłyszy. Chyba robię to już tylko dla siebie. Ryzyko przemieszczania się raz na parę dni. To zawsze jakaś odmiana. Adrenalina wali wiadrami. A potem kilka chwil w studiu…
pobierz 8.0 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 7 miesięcy temu
KWARANTANNA 02
Emma. W stanie prawdziwego zagrożenia odpuszczasz. Wszystkie siły zabiera ci próba przetrwania. Uczysz się poruszać w zamknięciu, które jeszcze daje ci ułudę bezpieczeństwa. I uczysz się selekcjonować… zaczynając od jedzenia, a kończąc na własnych emocjach. Tak, te też musisz mieć posegregowane. Dawid. W codziennych dziennikach trwała wyliczanka ilości zakażonych i zmarłych… Jakby ludzie przestali chorować na inne choroby i umierać z innych powodów. Co powodowaliśmy? Niepokoje w domach, panikę na giełdach, masakrę w szpitalach… coraz silniejszy strach…
pobierz 7.2 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 7 miesięcy temu
KWARANTANNA 01
Dawid. Dziennik Kwarantanny – dzień 1272… plus minus dwa tygodnie. Od czego zacząć? Może od początku… końca. Ci, którzy przeżyli (diabeł wie ilu nas zostało) powinni poznać prawdę. Ci, którzy przyjdą po nas… kimkolwiek będą… powinni wiedzieć jak to się wszystko zaczęło. Jestem Emma… tak, TA Emma, której kiedyś słuchały miliony… Dzisiaj nagrywam to z nadzieją, że usłyszy mnie choć jedna osoba… i może odpowie… Dlatego będę mówić „Ty”… zawsze lubiłam intymne rozmowy. Kiedyś, gdy występowałam przed tysiącami ludzi wydawało mi się, że po to właśnie jestem. By dzielić się ze światem swoją muzyką. Ale tego świata już nie ma. A ja próbuję przetrwać
pobierz 7.3 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 7 miesięcy temu
KWARANTANNA - prolog
Opuszczona stacja radiowa w dużej metropolii i osamotniony dom gdzieś na odludziu. Emma i Dawid. Ona niegdyś gwiazda muzyki, autorka hitów, dziś ocalała dzięki swojemu ojcu, który miał zajawkę na punkcie ekologii. On - dawniej słynny radiowy DJ, ukrywa się w mieszkaniu swojego przyjaciela, nieopodal budynku stacji radiowej, w której kiedyś pracował. Dlaczego ci dwoje nie zapadli na chorobę Covid-4 U2 spowodowaną przez śmiertelnie groźnego, zmutowanego wirusa? Czy jest więcej takich jak oni? Czy kiedykolwiek się usłyszą lub spotkają? Tego wszystkiego dowiecie się słuchając „Kwarantanny” - pierwszej powieści dystopijnej w podcastach.
pobierz 1.4 MB odcinki RSS iTunes www
miodek