Zdrowy rozsądek

Sortuj: kategoriami | alfabetycznie
Tygodniuffki to audycje, które zdobyły największą popularność w ubiegłym tygodniu. Ranking audycji tworzony jest automatycznie na podstawie zainteresowania użytkowników
Opis: Jak zastosować logikę w dyskusji albo zdrowy rozsądek w życiu.
Data dodania: 2018-01-17 10:19:22
Data aktualizacji: 2018-08-20 07:20:02
Audycji w katalogu: 45
Stan: Aktywny :-)
opublikowany 6 dni temu
43 - Association fallacy (sofizmat związku)
Association fallacy jest błędem logicznym oparty na związkach. Angielską nazwę czyli “association fallacy” można by przetłumaczyć jako sofizmat związku, albo błąd logiczny oparty na związku. Może od razu zaznaczę, że chodzi o słaby związek. Np. w podkaście 23 mówiłem o Hitler fallacy czyli porównaniu kogoś do Hitlera. Gdyby ktoś nienawidził Żydów i organizował obozy zagłady nazwanie go Hitlerem byłoby jak najbardziej na miejscu. Gdy jednak ktoś np. sprzeciwia się imigracji nazwanie go Hitlerem jest hiperbolą słowną czyli jest przesadą. Podobnie jest z błędem logicznym znanym jako “association fallacy”, chodzi o związek kogoś z czymś, ale słaby związek, który jednak ktoś wykorzystuje jako argument. Np. dziennikarz znajduje rasistę z którym przeprowadza wywiad. Rasista twierdzi, że w wyborach będzie głosował na polityka X. Dziennikarz wyciąga wniosek, że polityk X jest rasistą. Nie twierdzę, że to niemożliwe. Polityk X rzeczywiście może być złym człowiekiem, ale wywiad z jednym rasistą jest niewystarczającym dowodem na poglądy polityka X. Z takim zastosowaniem można się spotkać często w polityce. Często wtedy używa się też innej nazwy tego sofizmatu, brzmi ona “bad company fallacy” czyli sofizmat złego towarzystwa. Np. twoim znajomym jest przestępca, a więc ty też musisz być przestępcą. Jednak “association fallacy” niekoniecznie musi być negatywnym sofizmatem. Może być także pozytywnym i również wtedy jest błędem logicznym. Np. Martin Luter King był dobrym człowikiem. Był on też baptystą. Polityk X jest baptystą, a więc także jest dobrym człowiekiem. Może parę przykładów z polityki: David Duke czyli były przywódca KKK popierał Donalda Trumpa, a więc Trump jest rasistą. Dziadek Donalda Tuska był w Wermachcie, a więc Tusk jest faszystą. Podsumowując association fallacy czyli sofizmat związku opiera się nikłych połączeniach danej osoby z jakąś grupą bądź osobą. Ten błąd logiczny może być negatywny lub pozytywny, ale w obu wypadkach jest niedostatecznym argumentem. Najczęściej można spotkać negatywną wersję, która często jest nazywana też “bad company fallacy” czyli sofizmatem złego towarzystwa. Gdy w ten sposób jest atakowana druga strona w dyskusji jest to “ad hominem” czyli porzucenie właściwego sporu aby zaatakować oponenta. Jak przeciwdziałać temu argumentowi? Zauważmy, że najczęściej jest to próba odwrócenia uwagi od właściwej dyskusji. Np. polityk X mówi o ekonomii, a jego przeciwnik zmienia temat pytając go czy to prawda, że popierają go rasiści. Co może zrobić polityk X? Może wskazać, że jest to próba zmiany tematu dyskusji i kontynuować poprzedni temat.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 13 dni temu
42 - No true Scotsman
Dziś chciałbym omówić sofizmat “No True Scotsman”. Polskie tłumaczenie brzmiałoby pewnie: “Żaden prawdziwy Szkot”. Jak wygląda ten błąd w praktyce? Ktoś mówi: “Wszyscy Szkoci grają na dudach”, na co jego rozmówca stwierdza: “Ja jestem Szkotem i nie umiem grać na dudach”. Wtedy właśnie pada zwykle ten sofizmat w słowach: “A więc nie jesteś prawdziwym Szkotem”. Błąd ten często jest podawany jako obrona przed krytyką członka jakiejś grupy. Np. ktoś mówi do katolika, że jakiś ksiądz dopuścił się jakiegoś grzechu. Na co katolik może odpowiedzieć, on nie był prawdziwym katolikiem. Często tego typu użycie widać w dyskusjach o tym czy lepszym ustrojem jest kapitalizm czy komunizm. Zwolennicy kapitalizmu przytaczają przykłady komunizmu wprowadzonego w przeszłości jako dowód, że ten ustrój czyli komunizm nie działa, a wtedy zwolennicy komunizmu twierdzą, że tamto to nie był prawdziwy komunizm. Taka obrona pada gdy ktoś krytykuje komunizm w Rosji, Chinach, na Kubie czy ostatnio w Wenezueli. Wróćmy do mojego przykładu z katolikiem i kimś kto krytykuje członków kościoła katolickiego. Czy w tym kościele są sami święci? Nie, krytykant zawsze znajdzie coś do czego może się przyczepić, bo nie ma idealnych ludzi. Tak więc katolik nie może się bronić twierdząc, że tamten to nie był prawdziwy katolik, bo ideałów nie ma. Tak samo jest w kwestii wprowadzania jakiegoś ustroju. Czy jest możliwe wprowadzenie prawdziwego komunizmu, takiego idealnego? Odpowiedź brzmi nie. A więc krytyka przeszłych prób wprowadzenia komunizmu jest jak najbardziej poprawną krytyką. Zauważmy też, że stosowanie takiej obrony wobec idei komunizmu może być zastosowane także przez zwolenników kapitalizmu. Zwolennicy tego ustroju najczęściej są także zwolennikami wolnego handlu i braku ingerencji rządów w rynek. Czy gdziekolwiek istnieje taki system? Nie, a więc zwolennicy kapitalizmu na krytykę komunistów także mogliby odpowiedzieć, że prawdziwy, taki idealny kapitalizm z wolnym rynkiem nigdy nie istniał. I mieliby rację. Powiedzmy, że w jakimś kraju np. w USA w jakimś okresie był kapitalizm wprowadzony np. na 80%. Nie był idealny, bo np. wolny rynek był w mały sposób regulowany przez państwo. W tym samym czasie w Rosji komunizm był wprowadzony na 70%, bo pozostała jeszcze jakaś własność prywatna. Zauważmy, że żaden z tych ustrojów nie był wprowadzony do końca. Możemy tylko zgadywać jak by wyglądał 100% kapitalizm oraz jak by się żyło w 100% komunizmie. Tak więc oceniając możemy ocenić tylko te próby wprowadzenia danego ustroju, które zostały wprowadzone. Nie jesteśmy w stanie ocenić jakby wyglądało 100% wprowadzenie jakiejś idei, bo to się nigdy nie zdarzyło. Gdzie jest błąd w rozumowaniu typu: “no true Scotsman”? Zauważmy, że wysuwający ten sofizmat stawia siebie na pozycji kogoś, kto ma prawo definiować kto jest prawdziwym Szkotem, prawdziwym katolikiem czy który komunizm jest prawdziwy, a który nie. W ten sposób może obalić każdy kontrargument. Np. komunizm wprowadzono w Rosji i doprowadziło to do ludobójstwa, głodu itd. Ale to nie był prawdziwy komunizm. No to Chiny, tam też wprowadzono komunizm i doprowadziło to do głodu itd. Itd. itp. Jak obalić ten błędny argument? Gdy ktoś twierdzi, że np. komunizm w Rosji nie był prawdziwy można go zapytać gdzie zatem wprowadzono taki prawdziwy komunizm? Gdy odpowie, że nigdzie to następnym pytaniem może być: to na jakiej podstawie twierdzisz, że komunizm jest lepszy od kapitalizmu? Gdy argument dotyczy Szkotów, można sprawdzić w statystykach ilu z nich umie grać na dudach i uświadomić kogoś twierdzącego, że wszyscy prawdziwi Szkoci wg niego stanowią tylko np. 1% populacji Szkocji. Inną strategią jest zagranie tej samej karty. Ktoś twierdzi, że tamto to nie był prawdziwy komunizm, można w odpowiedzi stwierdzić, że kapitalizm w USA to też nie jest prawdziwy kapitalizm, bo ten prawdziwy byłby idealny. W ten sposób na przykładzie można komuś wykazać jak głupim jest stosowanie tego sofizmatu. Na koniec może jeszcze przykład. Wyobraź sobie, że dyskusja dotyczy tego jaka zupa jest najlepsza na świecie. Temat dyskusji wydaje się absurdalny, bo jak to sprawdzić, ale zauważcie, że podobnie jest z ustrojem. Są ludzie, którzy lubią pomidorówkę, a inni lubią ogórkową. Tak samo są ludzie, którzy chcą prawie absolutnej wolności i w związku z tym chcą aby rządy miały jak najmniej władzy. Są też tacy, którzy chcą czegoś odwrotnego czyli rządów, które będą miały prawie nieograniczoną władzę i będą się opiekować obywatelami nawet wbrew ich woli. Każdy powinien wybrać zupę jaka mu odpowiada i to samo dotyczy ustroju. Wyobraź sobie jednak, że ktoś się upiera, że jego zupa jest najsmaczniejsza na świecie. Nazywa się ona zupa “cud”. Zaciekawił cię. Szukasz więc w internecie i znajdujesz informację, że kucharz we włoszech zrobił tą zupę i nikomu nie smakowała, a wręcz wiele osób się otruło. Twój rozmówca twierdzi jednak, że ten kucharz źle przygotował zupę i że to nie była prawdziwa. Szukasz więc dalej i znajdujesz informację, że także kucharz z Chin przygotował tą zupę, ale po niej wszyscy wymiotowali i mieli rozwolnienie. Twój rozmówca dalej twierdzi, że to nie była prawdziwa zupa “cud”. Zauważ, że nijak nie da się sprawdzić czy ta zupa jest najlepsza, bo nikt jej jeszcze dobrze nie przygotował. Tak właśnie jest z komunizmem. Podobno jest cudownym ustrojem, ale nikt nie umie go wprowadzić w życie bez głodu, mordowania przeciwników politycznych itd. Podsumowując: błąd logiczny sofizmatu No True Scotsman polega na tym, że ktoś odrzuca przypadki, które nie pasują do jego definicji. Czasami jak w przypadku twierdzenia “To nie był prawdziwy komunizm” prowadzi to do odrzucenia wszystkich istniejących przypadków, co stawia teorię o wspaniałości komunizmu wśród utopii, których nie da się wprowadzić. Dziękuję wam za wysłuchanie. Dziś w podkaście “Zdrowy Rozsądek” omówiłem sofizmat “No True Scotsman”, a szczególnie jego przypadek w formie “To nie był prawdziwy komunizm”. Zapraszam do komentowania.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 20 dni temu
41 - Dobroczynność i zdrowy rozsądek
Dziś chciałbym poruszyć kwestię dobroczynności oraz logiki. Dobroczynność to dość szeroki termin, ale ja skupię się dzisiaj na pomaganiu biednym. Tak więc gdy w tej audycji będę mówił o dobroczynności będę miał na myśli działalność charytatywną, na którą Anglicy mają jedno słowo - “charity”. Może najpierw historia z mojego życia. Poznałem kiedyś księdza, który był misjonarzem w Afryce. Ludzie byli tam tak biedni, że on oddawał im swoje posiłki. W ten sposób nie tylko pozbawiał się swojego pożywienia, ale także powodował, że zdrowie mu się pogarszało. Nie jest moim celem krytykowanie go. Każdy z nas podejmuje decyzje i każdy z nas ponosi konsekwencje swoich decyzji. Nigdy nie byłem w kraju, w którym ludzie nie mają co jeść. Być może na jego miejscu postąpiłbym tak samo. Zachęcam w tych audycjach do stosowania zdrowego rozsądku, ale czasami emocje biorą górę. Tak jest właśnie w wypadku dobroczynności, którą chrześcijanie nazwaliby pewnie miłosierdziem. Niestety pewni ludzie wykorzystują tą naszą skłonność. W Anglii, gdzie mieszkam odkryto jakich rzeczy dopuszczały się organizacje charytatywne. Nie tylko sprzeniewierzali zebrane od ludzi pieniądze, ale jeszcze wykorzystywali seksualnie tych, którym mieli pomagać. Czy takie skandale zniechęcają dobroczyńców? Nie, widok biednych ludzi, którzy cierpią sprawia, że ludzie zapominają o takich skandalach i dają dary miłosierdzia. Oczywiście nie wszystkie organizacje charytatywne sprzeniewierzają pieniądze darczyńców. Warto więc dowiedzieć się czegoś o takiej organizacji zanim wesprzemy ją datkiem. Dziś nawet wielu polityków pod wpływem emocji zamienia swoje państwa w organizacje charytatywne. Np. właśnie pod wpływem emocji Angela Merkel gdy zobaczyła zwłoki chłopca, który utonął podczas przeprawy przez morze zaprosiła wszystkich imigrantów do Niemczech i jak wiemy popłynęły później strumienie ludzi idących przez Europę do Niemiec. Decyzja kanclerz Merkel była na pewno miłosierna, ale czy była mądra? Kierowała się ona na pewno uczuciami, ale czy nie zabrakło jej zdrowego rozsądku? Może posłużę się przykładem. Wyobraź sobie dom, a w nim małżeństwo z dwójką dzieci. Rodzice zarabiają pieniądze, które przeznaczają także na swoje dzieci. Zapewniają im także edukację, rozrywkę itd. Powiedzmy, że giną ich sąsiedzi, a ich dzieci zostają sierotami. Nasze małżeństwo może zadecydować, że zaadoptuje te sieroty i wychowa je. Co to jednak będzie oznaczać dla ich własnych dzieci? Ich dzieci być może będą musiały zrezygnować z rzeczy, które miały przedtem. Państwa to w pewnym sensie rodziny. Rządy to rodzice, a obywatele to ich dzieci. Gdy rządy decydują się na przyjęcie imigrantów oczywistym jest, że będą miały mniej pieniędzy dla swoich obywateli. Ale pójdźmy z naszym przykładem jeszcze dalej. Powiedzmy, że nie tylko zginęli rodzice z sąsiedniego domu, ale wręcz z całej ulicy. Powiedzmy, że jest setka sierot, którymi nie ma się kto zająć. Czy nasza rodzina powinna ich wszystkich zaprosić? Być może serce podpowiadało by to zrobić, ale czy byłoby to rozsądne? Czy rodzice powinni podjąć taką decyzję o adopcji bez pytania swoich dzieci o zdanie? Co powinni zrobić gdyby ich dzieci nie chciały takiego rodzeństwa? Czy powinni ukarać swoje dzieci, bo nie mają tyle miłosierdzia co rodzice? Zauważmy, że decyzja księdza, który oddawał swoje jedzenie głodującym miała wpływ na jego życie. Decyzja rodzica o adopcji wpływa na jego własne dzieci, a decyzja polityka wpływa na obywateli. Gdy niektórzy obywatele buntują się, to politycy oskarżają ich o brak serca. Podobnie krytykują inne kraje, które nie chcą przyjąć nadmiaru uchodźców, którzy nie mieszczą się już u nich. Problemem jest tutaj wymuszanie swojego poglądu na innych. Jeżeli jeden ksiądz odda w Afryce całe swoje jedzenie głodującym, drugi odda połowę, a trzeci nic to każdy postąpił według swojego sumienia. Czy ten, który oddał wszystko ma prawo krytykować pozostałych? Jeżeli by to zrobił oznaczałoby, że uważa się za swego rodzaju wyrocznię, a wszyscy powinni postępować tak jak on. W dzisiejszym odcinku zadałem dużo pytań. Nie znam na nie odpowiedzi. Nie potrafię odpowiedzieć do jakiego stopnia powinniśmy się angażować w dobroczynność. Na pewno jednak nikt nie powinien zmuszać innych, aby robili dokładnie tyle co on. Każdy z nas ma prawo sam zdecydować ile chce przeznaczyć na ten cel. Audycja moja jednak zachęca do stosowania zdrowego rozsądku i nie chodzi mi tylko o to, że rozsądnie przemyślisz sprawę i nie będziesz przejmować się tymi, którym nie jesteś w stanie pomóc. Zastosowanie zdrowego rozsądku może pomóc w okazywaniu dobroczynności, a nie przeszkodzić w tym. Np. życie w krajach europejskich jest stosunkowo drogie, a życie w krajach trzeciego świata tanie. Np. utrzymanie jednego imigranta w Niemczech może kosztować powiedzmy 1000 euro. Ile osób dałoby się za tą sumę utrzymać w jakimś Afrykańskim kraju? Więcej o skandalu, o którym wspomniałem w audycji można przeczytać na stronie BBC: [link]
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 25 dni temu
40 - Bezpodstawne oskarżenia w propagandzie
Jednym z narzędzi propagandy są bezpodstawne oskarżenia. Prawo wymaga stosowania domniemania niewinności. Jednak jeżeli zostanie oskarżony ktoś kogo lubisz lub ktoś z twojej grupy to nie uwierzysz w oskarżenia. Gdy jednak będzie to dotyczyć nielubianej osoby bądź kogoś z przeciwnej grupy łatwiej ci będzie uwierzyć. Powinieneś jednak stosować domniemanie niewinności w obu wypadkach. Jeżeli są dowody przyjmij oskarżenia za fakt. Ale gdy nie ma dowodów, a oskarżenia wysuwa przeciwna strona jest wielce prawdopodobne że jest to propaganda. Propaganda stosująca bezpodstawne oskarżenie jako swoje narzędzie.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
39 - Chess-pieces fallacy (błąd pionków szachowych)
Dziś powiem krótko o “chess-pieces fallacy”, co można by przetłumaczyć na polski jako sofizmat pionków szachowych. Ten błąd logiczny polega na tym, że ludzie są traktowani jak pionki w szachach. Najczęściej ten błąd popełniają politycy, którzy mają władzę, aby potraktować ludzi w ten sposób. Nie będę tutaj omawiał kwestii moralnej takiego podejścia do ludzi. Politykowi może się wydawać, że przestawi ludzi z jednego miejsca na drugie, a oni będą posłuszni jak pionki w szachach. Oczywiście ludzie nie są pionkami i gdy się ich przestawi zmieniają swoje zachowanie. Np. polityk może wprowadzić 90% podatek dla milionerów, bo chciałby dostać więcej do budżetu państwa. Jednak tak wysoki podatek sprawi, że milionerzy prawdopodobnie przeprowadzą się do rajów podatkowych. Tak więc akcja polityka, która miała spowodować większe wpływy do budżetu spowoduje odpływ. Może jeszcze jeden przykład. W pewnym mieście politycy postanowili chronić starsze osoby wynajmujące mieszkania. Wprowadzono prawo, które miało zacząć obowiązywać od stycznia, że właściciele mieszkań nie będą mogli wyrzucać ani zwiększać opłaty za mieszkania dla osób w starszym wieku. Prawo ogłoszono w grudniu, miało zacząć obowiązywać od stycznia, a doprowadziło ono do tego, że w połowie grudnia większość starszych osób znalazła się na bruku. Właściciele mieszkań postanowili wyrzucić najemnców powyżej pewnego wieku. Tak więc bezmyślna polityka, która miała chronić starszych najemców spowodowała, że wielu z nich straciło miejsce do mieszkania. Podsumujmy. Chess-pieces fallacy, czyli sofizmat pionków szachowych to traktowanie ludzi jak pionków. Błąd w takim rozumowaniu jest taki, że przestawiony pionek posłusznie stoi tam, gdzie się go położy, ale zmiana prawa dotyczącego jakiejś grupy ludzi prowadzi do zmiany zachowania tej grupy ludzi. Np. większe opodatkowanie może sprawić, że ktoś przestanie pracować lub wyjedzie i wpływów z podatków będzie mniej. Wprowadzenie ochrony starszych najemców sprawi, że nikt nie będzie chciał im wynajmować mieszkań. Więcej o tym sofizmacie możecie poczytać w książce “Economic Facts and Fallacies” Thomasa Sowella. [link]
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
38 - Mary Sue i feminizm
W czasach wojującego feminizmu każda krytyka kobiety jest odbierana jako męski szowinizm i spotyka się z potępieniem feministek. Wykorzystują to wytwórnie filmowe, które ostatnio odniosły kilka porażek z feministycznymi filmami, ale każdy taki przypadek można dzisiaj zrzucić na męski szowinizm, który nie może znieść silnych kobiet w filmach. Niestety wiele kobiet pod wpływem czegoś co po angielsku nazywa się tribalism, a tłumaczy na polski jako przynależność plemienna zaczyna przyjmować takie tłumaczenie bez sprawdzenia. Aby zilustrować problem posłużę się fragmentami audycji podkastu Czytu Czytu. [link] Najsłabiej wypada tutaj porównanie Rey z Luke Skywalker. Dlaczego najsłabiej? Dlatego, że wykazuje braki w ich wiedzy w tym temacie. Przypomnijmy może, że Luke dostaje się na Sokoła, ale pilotuje go Han Solo. Rey dostaje się na ten sam statek i zna go lepiej po pięciu minutach niż Han Solo. Luke nie potrafi walczyć mieczem, w pierwszym filmie mamy scenę gdy robot treningowy potrafi go trafić, a w drugim filmie Luke traci rękę bo był zbyt pewny siebie. Za to Rey w pierwszym filmie pokonuje Kylo Ren, a w drugim samego Luke’a. Te postacie nie są identyczne - Luke nic nie potrafi na początku i uczy się przez całą trylogię podczas gdy Rey umie wszystko od samego początku i właśnie dlatego jest określana jako Mary Sue. W literaturze istnieje pełno przykładów takich męskich postaci, które powstały na długo przed rozpowszechnieniem terminu Gary Stu. Najlepszym przykładem będzie chyba Conan, czyli postać barbarzyńcy z opowiadań Roberta Howarda. Innym przykładem Gary Stu jest Old Shatterhand, czyli bohater z którym utożsamia się autor. Pojawia się on na dzikim zachodzie i od razu okazuje się, że jest silniejszy i sprytniejszy niż westmani, którzy zjedli tam swoje zęby. Dodatkowo jest od razu lubiany przez wszystkich dobrych bohaterów. Męskich postaci tego typu jest bez liku, a większość z nich powstała zanim zaczęto używać tego terminu. Taką postacią jest zresztą także w pewnym stopniu Superman. Chłopcy w pewnym wieku lubują się w takich postaciach. Ja np. zaczytywałem się w książkach o Old Shatterhandzie, a gdy spróbowałem do nich wrócić po latach nie mogłem tego czytać. Tak kiepska jest to literatura. Niestety dziewczyny nigdy nie przechodzą do konkretów omawiają wszystkie inne postacie np. Harrego Pottera pod tym kontem, ale nigdy nie przechodzą do omówienia postaci Rey czy Luke’a. Z tego faktu wnioskuję, że świetnie znają się na postaciach, które dokładnie omawiają, ale brakuje im wiedzy w kwestii Gwiezdnych Wojen. Omawianych postaci pod kątem bycia Mary Sue czy Gary Stu jest pełno. Mijają minuty, a nie pojawia się żaden argument w kwestii Rey. Zarzucają, że panowie czują się zagrożeni główną kobiecą postacią. Mieliśmy wiele ciekawych kobiecych postaci. Np. w Expanded Universe mamy żonę Luke’a Skywalkera czyli Marę Jade. Jest też córka Hana Solo czyli Jaina Solo, która jest nazywana mieczem Jedi. Nie mówiąc już o postaciach kobiecy z filmów takich jak Leia czy Ahsoka Tano. Męscy fani Star Wars uwielbiają te silne kobiety takie jak Mara Jade, Jaina Solo, Leia czy Ahsoka. Tak więc zarzucanie, że nie lubią Rey z powodu szowinizmu jest seksizmem. Zauważmy, że dziewczyny, nie podały żadnego argumentu czy kontrargumentu poza tym, że krytykujący są mężczyznami i krytykują z tego powodu, że są mężczyznami. Ustosunkujemy się do tego. Po pierwsze to prawda, że większość krytykujących to mężczyźni, ale jak już wspomniałem ci sami mężczyźni nie mają problemu z innymi silnymi kobiecymi postaciami w uniwesum Star Wars. Poza tym także kobiety krytykowały postać Rey. Po drugie zauważmy, że taki argument jest sofizmatem. Zamiast obalić jakiś argument wysuwany przez tych mężczyzn dziewczyny twierdzą, że ich argumenty są błędne dlatego, że są oni mężczyznami. Podsumowując. Dziewczyny od samego początku były przekonane, że męska widownia nie może znieść kobiecej bohaterki w Star Wars i z tego powodu nazywa ją Mary Sue. Taką tezę miały od samego początku. Problem polega na tym, że w żadnym miejscu nie udowodniły tej tezy. Nie podały żadnych argumentów za, nie obaliły żadnych argumentów strony przeciwnej czyli nie podały kontrargumentów. Po prostu od samego początku były pewne swojej tezy i nawet nie zadały sobie trudu, aby sprawdzić czy jest prawdziwa. Mam też wrażenie, że choć znają dobrze literaturę to mają słabe pojęcie o Star Wars. Świadczy o tym fakt, że świetnie omówiły inne postacie z książek, a o postaciach ze Star Wars wspomniały zaledwie kilkakrotnie. Ich błąd polegał na tym, że przeczytały gdzieś o męskim szowinizmie atakującym Rey ze Star Wars i przyjęły to za fakt nie zadając sobie trudu sprawdzenia faktów. Dziewczyny z Czytu Czytu świetnie rozumieją jak działa taka postać jak Mary Sue. Niestety zabrakło im wiedzy o Star Wars. Dały się też złapać w Tribalism. To był 38 audycja podkastu “Zdrowy rozsądek”, w której poruszyłem temat feminizmu, Mary Sue, tribalizmu, czyli przynależności plemiennej oraz uprzedzenia wobec płci przeciwnej. Dziękuję wam za wysłuchanie.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
37 - Ocenianie
Ocenianie ludzi, krajów, idei itd. Aby wprowadzić was w temat opowiem historię z mojego życia. Miałem 13 lat gdy w Polskich kinach pojawiło się “Wejście Smoka”. Oczywiście postanowiliśmy ćwiczyć, ale ponieważ nie było wielkiego wyboru poszliśmy wszyscy na judo. Pierwszy kolega odpadł po miesiącu, potem kolejno inni, a na końcu ja zostałem sam i też w końcu przestałem chodzić. Judo nauczyło mnie jednak bezpiecznego przewracania się. Potem było karate Shotokan. Zaczęło się podobnie poszliśmy całą grupą, prawie wszyscy koledzy z mojej klasy, po roku zostałem tylko ja sam z tamtej grupy i ponownie po jakimś czasie i ja przestałem chodzić. Na koniec była wietnamska sztuka walki zwana Vo-Quyen. Pochodzę z Bydgoszczy i tam można to było ćwiczyć. Ponownie powtórzył się ten sam schemat poszliśmy całą grupą, a potem ponownie zostałem tylko ja, bo wszyscy moi koledzy ponownie odpadli. We wszystkich tych wypadkach ja wytrwałem około dwóch lat w każdej z tych sztuk walki. Po co to wszystko mówię - chodzi mi o ocenę. Jeżeli ktoś chciałby oceniać moją wytrwałość to łatwo dojść do wniosku, że jej mi brakuje, bo nie wytrwałem. Jednak gdyby porównać mnie do moich przyjaciół ze szkoły to ja miałem najwięcej wytrwałości. Tak więc można mnie ocenić bezwzględnie - nie wytrwałem, można ocenić mnie też względnie czyli względem moich kolegów, a wtedy wypadam dobrze, bo wytrwałem najdłużej. Przejdźmy teraz do rzeczy, które chcielibyśmy ocenić. Np. USA to kraj, który ma wiele problemów, jednak jest to również miejsce, gdzie chce wyemigrować najwięcej ludzi na świecie. Tak więc w oczach tych wszystkich ludzi USA są lepszym krajem niż ich obecne miejsca zamieszkania. Inaczej mówiąc bezwzględnie USA nie jest dobrym krajem, ale względnie jest najlepszym. Tak samo można ocenić ustroje np. kapitalizm ma swoje wady, a więc jego ocena bezwzględna jest zła. Ale jeżeli ocenimy go względem feudalizmu, komunizmu to wypada całkiem nieźle. Pamiętaj, że ocena bezwzględna to porównanie do ideału, który nie istnieje, a ocena względna do ocena względem innych niedoskonałych ludzi. Np. najszybszy biegacz mógł pobiec bardzo słabo, ale jeżeli inni pobiegli jeszcze gorzej to on dostanie medal. Oby cały ten wywód podsumować jednym zdaniem posłużę się starym przysłowiem: “W krainie ślepców jednooki jest królem”. Kiedy więc oceniasz ludzi czy rządy zwróć uwagę czy oceniasz bezwzględnie czy względnie. Ocena bezwzględna jest bardzo surowa, bo oceniasz względem ideału. Lepiej jest oceniać względnie, bo to daje ci możliwość wybrania najlepszej możliwości, albo jakby ktoś powiedział najmniejszego zła.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
36 - Narracja w mediach
Witam w 36 odcinku podkastu Zdrowy Rozsądek. Zachęcam tutaj do stosowania logiki zwanej z polska zdrowym rozsądkiem. W poprzednim odcinku (35) poruszyłem temat propagandy. Dziś będzie o narracji, która jest jedną z metod propagandy. Jak może pamiętacie propaganda posługuje się półprawdami. Czym jest propaganda w narracji? Może posłużę się przykładem. Po zastrzeleniu czarnego przez policję rozpoczęły się rozruchy w czarnych dzielnicach i zaczęto palić sklepy. Media nadały wypowiedź żony zabitego, która nawoływała do zaprzestania tego palenia. Narracja w mediach polegała na tym, że przedstawiono tą kobietę, która straciła męża jako tą, która nawołuje do zaprzestania rozruchów. Jednak media przycięły jej wypowiedź. W dalszych słowach kobieta, wyjaśnia, że chodzi jej o to, aby zaprzestano palenia sklepów w czarnych dzielnicach, ale aby to robić w dzielnicach białych. Było to kłamstwo, bo z wycięto wypowiedź tej kobiety, aby zrobić lepsze wrażenie. Wprawdzie takie kłamstwo to też rodzaj narracji, ale narracji kłamliwej. To o czym ja chciałbym dzisiaj powiedzieć to narracja, która posługuje się prawdą, ale mimo wszystko wprowadza w błąd. Media w opozycji do prezydenta Trumpa nie skupiają się oczywiście na jego sukcesach ekonomicznych i politycznych, do tych można zaliczyć wzrost GDP czy rozmowy z Koreą Północną. Media opozycyjne skupiają się na historii dzieci nielegalnych imigrantów, które oddziela się od ich rodziców. Narracja jest tutaj prawdziwa, bo tak się rzeczywiście dzieje. Od października 2017 roku do maja 2018 roku przynajmniej 2700 dzieci zostało odłączonych od rodziców. Większość tej liczby bo prawie 2000 zostało wziętych w ostatnich dwóch miesiącach, czyli obecnie około 45 dzieci dziennie jest odbieranych nielegalnym imigrantom. Pewien mężczyzna z Hondurasu po zabraniu jego dzieci popełnił samobójstwo. Odpowiedzią prezydenta Trumpa było wytknięcie faktu, że to prawo wprowadzili jego przeciwnicy polityczni, czyli demokraci (Trump jest republikaninem) oraz, że to prawo obowiązywało za poprzednich prezydentów, w tym Baraka Obamy. Media mimo wszystko nazywają to oddzielanie dzieci “polityką Trumpa”, co już jest przekłamaniem, bo równie dobrze można by to nazwać polityką Obamy. Po odpowiedzi prezydenta myślałem, że sprawa jest zamknięta. Media twierdzą, że Trump jest bez serca, bo oddziela dzieci od rodziców, Trump odpowiada, że to prawo istnieje od dawna i było równie skutecznie wprowadzana za kadencji Baraka Obamy. Tak więc w moich oczach sprawa jest wyjaśniona i zamknęta. Tym bardziej, że Trump, a później także jego żona nawołują do zmiany tego prawa. Okazuje się jednak, że to nie koniec, a to z powodu siły narracji. Uczę się hiszpańskiego, a mieszkam w Anglii. Jakże zdziwiłem się gdy parę dni po tym jak myślałem, że sprawa jest załatwiona znalazłem w hiszpańskich mediach artykuły o bezlitosnej polityce Trumpa w kwestii oddzielania rodziców i dzieci. To samo dotyczy BBC, które również potępia prezydenta USA z tego samego powodu. Myślę, że i w polskich mediach znalazły się gazety, które dalej podtrzymują tą narrację o “bezlitosnej polityce Trumpa”. Dlaczego ta metoda propagandy ma taką siłę? Narracja to krótka historia, którą da się opowiedzieć często w jednym zdaniu. Z kolei udowodnienie, że jest nieprawdziwa wymaga sprawdzenia faktów i przemyślenia. Ludzie korzystający z mediów są leniwi i przyjmują narrację bez sprawdzania. Ktoś by powiedział, że przecież nie kłamią, a krytyka to zwykły whatabouttizm. Zwróćmy uwagę jednak na ukryty komunikat. Media opozycyjne mają zdyskredytować obecnego prezydenta, a wprowadzić na ten urząd jednego ze swoich. Tak więc to czysta hipokryzja, gdy obecnemu prezydentowi zarzuca się to samo, co robił ich prezydent. Co możesz zrobić? Jeżeli zauważysz, że media, z których korzystasz używają takiej narracji, czyli opowiadają ci historię nie przedstawiając wszystkich faktów, tak abyś wyciągnął błędne wnioski to po prostu przestań korzystać z takich mediów. Jeżeli media tworzą lub powtarzają taką błędną narrację możliwe są tylko dwa scenariusze. Albo przekazują półprawdę świadomie chcą zmylić czytelników, widzów bądź słuchaczy, albo są totalnymi ignorantami. Myślę, że oba wypadki są wystarczającymi powodami, aby przestać korzystać z takiego medium. Jeżeli ktoś szerzy propagandę świadomie lub powtarza ją z głupoty. W obu wypadkach na takim medium nie można polegać. Dziękuję za wysłuchanie.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
35 - Propaganda
Rzetelne nauczanie i propaganda - jak je odróżnić. Ludzie mogą brać propagandę za rzetelne nauczanie. Mogą też twierdzić, że rzetelne nauczanie jest propagandą. Rzetelne nauczanie jest oparte na faktach i logice. Na początek zadaj pytania: Kim jest autor? Jakie jest źródło? Czemu mamy tego autora albo to źródło obdarzyć zaufaniem? Jak rozpoznać propagandę? Propaganda to wyższa forma kłamania. Stosuje insynuacje, półprawdy, emocje oraz zastraszanie. Pojęcie to czyli "propaganda" powstało w 1622 gdy utworzono "Sacra Congregatio de Propaganda Fide" - katolicką instytucję do walki z protestantyzmem. Jak się bronić? Propaganda stara się podważyć twoje zaufanie np. do pewnych osób czy całych grup. Nie trać więc łatwo zaufania. Sprawdź fakty. Najważniejsze jest jednak to aby nie dać się ponieść emocjom, bo emocje przesłaniają zdrowy rozsądek. Propaganda to także zastraszanie. Czasami wyrażenie przeciwnego zdania grozi osyracyzmem, pobiciem czy nawet śmiercią. Gdy ktoś zobaczy jak ktoś mający przeciwne zdanie został ośmieszony sam będzie się bał wyrazić swoje zdanie. W tej sposób propaganda atakując osobę zamiast argumenty usuwa potencjalnych dyskutantów, którzy ze strachu nigdy nie przedstawią swojego zdania. Jak się obronić? Panuj nad emocjami, sprawdź fakty i stosuj zdrowy rozsądek. Nie pomyl rzetelnej nauki z propagandą. Gdy ktoś stara się ciebie przekonać do zmiany zdania, ale stosuje fakty i logikę jest to rzetelna nauka, a nie propaganda. Gdy jednak ktoś stosuje argumenty odwołujące się do emocji to prawdopodobnie propaganda.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
34 - Talenty Gallupa
Odcinek 34 był nagrywany na łonie natury. Jest też bardzo osobisty. Omawiam tutaj talenty Gallupa czyli mocne strony wg Cliftona. Skupiam się szczególnie na moich pierwszych pięciu czyli: 1. Context - Kontekst 2. Learner - Uczenie się 3. Analytical - Analityk 4. Individualization - Indywidualizacja 5. Command - Dowodzenie
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 3 miesiące temu
33 - Petitio principii - Błąd niedostatecznego uzasadnienia (Begging the question)
Witam w 33 audycji podkastu “Zdrowy rozsądek”. Dziś krótko omówię błąd, który po angielsku jest znany jako “Begging the question”. Nazwa ta jest dość myląca, bo pochodzi od błędnego tłumaczenia łacińskiego “petitio principii”, co można przetłumaczyć jako “zakładając wstępny warunek”. Pierwszy opisał ten błąd logiczny Arystoteles. Ten sofizmat polega na tym, że sama konkluzja jest logiczna, po prostu ten początkowy, wstępny warunek jest nieprawdziwy. Przykładem może być: wszystkie kruki są czarne, a więc ptaki, które nie są czarne na pewno nie są krukami. Gdyby to była prawda, że wszystkie kruki są czarne, to na pewno ptak innego koloru nie byłby krukiem. Jednak ten początkowy warunek jest błędy - w przyrodzie występują przecież białe kruki. Zauważmy, że założenie “wszystkie kruki są czarne” i wniosek “ptaki, które nie są czarne nie są krukami” w zasadzie podają tę samą informację. Z tego powodu petitio principii albo begging the question jest często tz. błędnym kołem w rozumowaniu. Ale nie zawsze. Chodzi o to, że ktoś zakłada, że podstawowa informacja jest prawdziwa choć nie ma dowodów i na podstawie tej nieprawdziwej bądź niesprawdzonej informacji wyciąga dalsze wnioski. Przykładem takiego wnioskowania może być pytanie podejrzanego w sprawie o morderstwo: “Jak się czułeś gdy zabijałeś żonę?” Podsumowując - błędem jest zakładanie, że coś jest prawdą i wnioskowanie na podstawie tego nieudowodnionego założenia. Jeżeli założenie nie jest pewne wniosek jest jeszcze mniej pewny.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 3 miesiące temu
32 - Finski eksperyment z UBI
Witam w 32 audycji podkastu Zdrowy Rozsądek. Dziś wrócę do tematu UBI. W podkaście 7 mówiłem o Bezwarunkowym dochodzie podstawowym, który po angielsku nazywa się zwykle Universal Basic Income albo w skrócie UBI. Odsyłam do tamtego 7 odcinka, gdybyście chcieli posłuchać co mam do powiedzenia na ten temat. [link] Dziś chciałbym wspomnieć o eksperymencie, który rozpoczął się w Finlandii w styczniu 2017 roku i zakończy się po pełnych dwóch latach w grudniu 2018. Dwa tysiące bezrobotnych Finów, wybranych losowo, dostaje miesięcznie 560 euro co można przeliczyć na 490 funtów, albo 670 dolarów, albo 2400 złotych. Te pieniądze dostaje się nawet gdy się pójdzie do pracy. Tak więc taki bezrobotny Fin może bezpiecznie szukać pracy i zarabiać nawet ogromne pieniądze, a nie straci tego UBI. I trzeba powiedzieć, że to jest zaleta tego rozwiązania. Zwykle pomoc w postaci zasiłków jest uzależniona od dochodów, a więc ktoś kto dostaje zasiłek od państwa, a znajduje pracę traci ten zasiłek. Często rozpoczęcie pracy jest nieopłacalne, bo jak ktoś siedząc w domu dostawał więcej niż to co dostanie za osiem godzin pracy to chyba nie można ludzi, którzy wybiorą siedzenie w domu oskarżyć o brak zdrowego rozsądku. Gdy pojawiła się ta informacja, że Finlandia zakończy ten dwuletni eksperyment w grudniu pojawiły się głosy, że eksperyment się nie udał. Zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy UBI spodziewali się, że po dwu latach Finlandia spróbuje rozszerzyć to rozdawnictwo pieniędzy na większą grupę, albo nawet na całe państwo. Na podsumowanie jak ten eksperyment wpłynął na te 2000 szczęściarzy, którzy przez dwa lata dostawali po 560 euro albo 2400 złotych trzeba poczekać do końca eksperymentu, zebrać dane i je przeanalizować. Teraz jednak można powiedzieć to co było jasne od samego początku Finlandii nie stać na to, aby każdemu mieszkańcowi płacić taką sumę pieniędzy. Powiedzmy więc, że efekty tego eksperymentu okażą się pozytywne. Raczej w to wątpię, ale powiedzmy, że tak się okaże. Wtedy rząd Finlandii miałby zdobyłby informację, zdobyły wiedzę, której w żaden sposób nie będzie w stanie zastosować. Przypuszczam jednak, że wnioski będą raczej kiepskie - przyzwyczajanie ludzi do tego, że dostają coś za darmo raczej nie sprawia, że stają się lepszymi obywatelami. Poczekamy jednak do grudnia 2018 i zobaczymy.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 3 miesiące temu
31 - Twoja wartość na rynku pracy
Ten podkast jest inspirowany podkastem DevTalk, odcinkiem 76. Poniżej link do tamtego podkastu. Pracownicy często narzekają, że pracodawcy są wymagający, a płace niskie. Czasami się jednak zdarza odwrotna sytuacja. Jest mało wykwalifikowanych pracowników, a dużo miejsc pracy i wtedy potencjalni pracownicy są wymagający, a propozycje pensji duże. Ale jaka jest twoja wartość na rynku? [link]
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
30 - Polemika z podkastem W Europie 06
Witam w 30 odcinku podkastu “Zdrowy rozsądek”. Zachęcam tutaj do używania logiki, którą z polska nazywa się po prostu “zdrowym rozsądkiem”. Zniechęcam też do używania sofizmatów czyli błędów logicznych. Czasem krytykuję takie błędy w polemikach i tak właśnie będzie dzisiaj. Zanim jednak przejdę do samej polemiki chciałbym wyjaśnić jedno. Krytykuję użyte argumenty, a nie samą koncepcję. Będę mówił dziś o argumentach używanych w prounijnym podkaście, ale to wcale nie znaczy, że ja sam jestem przeciwnikiem Unii Europejskiej. Wręcz przeciwnie - jestem Polakiem mieszkającym od kilkunastu lat w Anglii. Tą możliwość dała mi właśnie Unia Europejska. Przez te wszystkie lata mieszkałem tutaj mając polskie obywatelstwo i dopiero teraz po Brexicie zacząłem myśleć o staraniu się o te brytyjskie. Niestety jest to bardzo drogie. Obywatelstwo dla jednej osoby kosztuje ponad 1000 funtów, a moja rodzina składa się z czterech osób. Inaczej mówiąc - Brexit raczej nie był czymś czego oczekiwałem i raczej utrudnił mi życie. Niemniej mam wielu znajomych Brytyjczyków, którzy po Brexicie przyszli do mnie mówiąc, że głosowali za wyjściem, ale to nie znaczy, że mają coś do mnie. Najczęstrzym powodem, który podawali był strach przed imigrantami czekającymi w Calais. Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy znani mi Anglicy głosowali za wyjściem - druga połowa głosowała przeciw, bo to było bardzo zrównoważone referendum. Może wspomnę jeszcze tylko o kocercie na który poszliśmy krótko po głosowaniu co do Brexitu. Był to zwykły koncert, ale z powodu wygranej chyba połowa utworów okazała się patriotyczna - łącznie ze śpiewaniem hymnu God save the queen. Tak więc i mi było dane odczuć angielski nacjonalizm. Wróćmy jednak do tematu. Jeżeli jedna strona ci za Brexitem wysuwają konkretne argumenty - np. teraz wielu Anglików krytykuje decyzje Unii o pozwoleniu łowienia w kanale La Manche wszystkim poza Brytyjczykami, a strona przeciwna czyli zwolennicy Unii wyśmiewają takie argumenty czyli stosują sofizmat znany jako reductio ad absurdum. Tak właśnie jest w przypadku podkastu Filipa Szareckiego - W Europie. Odcinek 6 zaczyna się tymi słowami. [p30 - w europie 06 - ] W dyskusjach, które prowadzą ze sobą grupy, w tym wypadku zwolenników i przeciwników Unii Europejskiej, zawsze są lepsze i gorsze argumenty oraz lepsi i gorsi ich propagatorzy. Użycie sofizmatu reductio ad absurdum jest bardzo proste - wystarczy wybrać nagłupszy argument strony przeciwnej, użyty przez najgłupszego sceptyka, a potem go ośmieszyć. Tutaj mieliśmy właśnie przykład tego typu - sceptycy gadają o krzywiźnie banana. Sceptycy mają dużo poważniejsze zarzuty, ale przypomnienie tego rzeczywiście jest zabawne i ośmiesza eurosceptyków. To jest właśnie błędny argument znany jako reductio ad absurdum. Do czego to prowadzi? Do jeszcze większej polaryzacji, bo ktoś kto jest za Unią gdy to usłyszy to się pośmieje, ktoś kto jest przeciwko stwierdzi - używają takich błędnych argumentów, co oznacza, że nie mają innych, a więc jeszcze bardziej się upewni co do swojej sceptycznej pozycji. W ten sposób zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy jeszcze bardziej się spolaryzują. Na ten odcinek zwrócił mi uwagę słuchacz podkastu, który wskazał mi najbardziej nielogiczny wywód w całej tej audycji. Dotyczy on otrucia byłego rosyjskiego szpiega. Wiele rzeczy wskazuje na to, że tego szpiega, w ramach zemsty otruli Rosjanie. Też tak uważam, jednocześnie jednak widzę, że nie ma dowodów w tej sprawie, a są tylko poszlaki. Posłuchajmy jak to skomentował Filip Szarecki w swojej audycji: [p30 - w europie 06 - ] Jego błędna argumentacja wygląda tak: mamy podejrzanych, którzy prawdopodobnie przebywają w Rosji, a więc wszystko wskazuje na jednoznaczną winę i zaangażowanie tego kraju w otrucie. Podejrzani to osoby, które są podejrzane o jakiś czyn. Prawdopodobne przebywanie w jakimś kraju nie jest pewne, bo jest prawdopodobne, czyli inaczej mówiąc oni być może są teraz w Rosji. Na tych dwóch słabych podstawach, czyli na osobach, które brytyjska policja wytypowała jako prawdopodobnych sprawców oraz na nieznanym miejscu przebywania doszedł do wniosku o jednoznacznej winie Rosji. Jednoznaczna wina, to taka, która nie budzi wątpliwości, która jest pewna. Tutaj nic nie jest pewne. Oczywiście - wszystkie poszlaki wskazują na Rosjan, ale to są poszlaki, a poszlaki nie są dowodami. To jest przykład pokazujący jak ważne jest słuchanie wiadomości ze sceptyzmem. Aby nie być zupełnie krytycznym wobec tej audycji na koniec przykład jak bardzo obiektywnym potrafi być jej autor. Omawiając system wyborczy we Francji wskazuje na jego wady mimo, że te właśnie wady pomogły wygrać Emmanuelowi Macronowi (zwolennikowi Unii), a powiększyły przegraną Marine Le Pen, która być może doprowadziłaby do Frexitu. Posłuchajmy: [p30 - w europie 06 - ] Podkast “W Europie” wypełnia lukę na rynku podkastów. Zawarte w nim informacje są bardzo ciekawe i zebrane z terenu całej Unii. Taki błąd w logice jak w tym dzisiejszym w kwestii otrucia byłego rosyjskiego szpiega jest wyjątkiem, a nie regułą. Choć trzeba pamiętać, że to podkast proeuropejski. Niemniej nawet przeciwnicy Unii warto aby posłuchali co ma do powiedzenia strona przeciwna. Ja dziękuję za wysłuchanie. Gdybyście wy trafili na jakieś błędy logiczne w innych audycjach to dajcie znać. Przypomnę tylko, że krytykuję tutaj sofizmaty, czyli błędną argumentację, a nie same tezy. Dziś krytykowałem błędne argumenty jak reductio ad absurdum czyli wyśmiewanie oraz oparcie pewności na niepewnych dowodach. Nie krytykowałem jednak samego konceptu Unii Europejskiej, która dała mi możliwość pracy w Anglii, która daje mi dziś możliwość podróżowania po Europie bez dużych kosztów za telefon komórkowy. Krytykowałem tylko błędne argumenty użyte przez zwolennika Unii. Może na koniec jeszcze krótko powiem o błędzie zwanym po angielsku fallacy fallacy, albo z łaciny argumentum ad logicam. Fallacy to angielska nazwa sofizmatu. Ten błąd polega na tym, że jak ktoś zauważy, że strona przeciwna użyła sofizmatu czyli fallacy to dochodzi do wniosku, że wygrał dyskusję. Ktoś po wysłuchaniu tego podkastu, w którym wytknąłem błędy w argumentacji zwolennika Unii mógłby dojść do wniosku, że rację mają przeciwnicy, ale to właśnie byłoby błędem logicznym nazywanym po angielsku fallacy fallacy. Tak więc sam fakt, że strona przeciwna użyła błędnego argumentu nie dowodzi tego, że druga strona ma rację. Kiedyś może nagram osobną audycje o fallacy fallacy. Oczywiście zachęcam do wysłuchania całej audycji, z którą polemizowałem. Można ją znaleźć tutaj: [link]
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
29 - Post hoc ergo propter hoc
Ponieważ kogut pieje tuż przed wschodem słońca, a więc jego głos jest powodem pojawienia się słońca. Czy brzmi to logicznie czy śmiesznie? Zapraszam do 29 audycji podkastu “Zdrowy rozsądek”. Dziś będę mówił o “Post hoc ergo propter hoc”. Tego typu błąd logiczny został rozpoznany już w starożytności i jest określany łacińskim terminem: “post hoc ergo propter hoc”, który tłumaczy się na polski jako: “po tym, więc wskutek tego”. O tym błędzie logicznym mówiłem już trochę w audycji 18 i 20. Dziś jednak chciałbym cały podkast poświęcić temu sofizmatowi. We wszechświecie, w którym żyjemy wszystko ma swoją przyczynę czyli powód. Ludzi charakteryzuje szukanie przyczyn. Jeżeli kot zobaczy piłeczkę, która wpadła do pokoju z korytarza pobiegnie za nią. Człowieka (szczególnie dorosłego) zainteresuje jednak co spowodowało ruch piłeczki. W głowie człowieka pojawi się teoria - na korytarzu ktoś stoi i wrzucił piłeczkę do pokoju. Mamy taką tendencję, że szukamy powodu, trudno nam uwierzyć w przypadki i chcemy znać przyczynę. Jeżeli zobaczymy błysk, a po chwili usłyszymy grzmot możemy pomyśleć, że błys jest przyczyną grzmotu. Prawda jest jednak taka, że zarówno grzmot jak i błysk mają tą samą przyczynę, którą jest wyładowanie elektryczne. Ten błąd w argumentacji czyli sofizmat stosują ludzie twierdzący, że przyczyną globalnego ocieplenia są ludzie. Oczywiście sam fakt stosowania błędnego argumentu nie dowodzi, że oni nie mają racji choćby częściowej, bo ludzie mogą być np. odpowiedzialni za 50% globalnego ocieplenia. Innym przykładem błędnego rozumowania może być dowodzenie, że brutalna rozrywka doprowadza ludzi do masowych morderstw. Czyli ktoś wszedł do szkoły i zaczął strzelać do ludzi, a potem znaleziono u niego gry, tz. strzelanki. Teraz zachodzi pytanie czy gry sprawiły, że zaczął strzelać naprawdę, czy też może miał skłonności do przemocy, która to skłonność sprawiła, że wybierał takie gry i postanowił strzelać do ludzi? Taki argument, błędny argument jest stosowany przez niektórych ekonomistów. Np. twierdzą, że program wprowadzony przez Roosevelta, tz. “New deal” wyprowadził Stany Zjednoczone z Wielkiej Depresji. Rozumowanie jest takie - był kryzys, prezydent wprowadził program, a kryzys się zakończył. Jednak takie uproszczone rozumowanie nie bierze pod uwagę masowej produkcji na potrzeby II wojny światowej. Tak więc kto zakończył kryzys - program Roosvelta czy II wojna światowa, a może oba czynniki po połowie? Tego nie wiem, na pewno jednak “post hoc ergo propter hoc” nie może być dowodem, że program zadziałał. Innym przykładem tego błędu jest stosowanie go w tz. medycynie alternatywnej. Ludzie mają np. ból pleców, taki ból zwykle przechodzi samoczynnie. Jeżeli jednak ktoś poszedł w międzyczasie do kręgarza czy masażysty, a potem przeszedł mu ból pleców może dojść do wniosku, że to kręgarz był powodem ustania tej dolegliwości, a mogło być tak, że ból przeszedł samoczynnie. Jest taki dowcip, który o tym mówi: “leczony katar trwa siedem dni, nieleczony tydzień”. Może starczy przykładów. Wszystkie wymienione rzeczy mogą być prawdziwe, ale “post hoc ergo propter hoc” nie może być dowodem. Ten sofizmat nie daje nam pewności. Oczywiście aby jedno wydarzenie było powodem drugiego musi wystąpić wcześniej, jest to warunek konieczny, ale niewystarczający, aby te wydarzenia powiązać w łańcuch przyczynowo skutkowy. Mamy więc wydarzenie A, które nastąpiło wcześniej niż wydarzenie B. Jakie są możliwości? 1. Te wydarzenia są zupełnie niezwiązane, ich kolejność jest wyłącznie przypadkiem 2. Wydarzenie A jest przyczyną, a wydarzenie B jest skutkiem 3. Zarówno wydarzenie A jak i wydarzenie B maja tą samą przyczynę Jeżeli więc widzisz, że coś może być przyczyną czegoś co nastąpiło później możesz to przyjąć za tymczasowe rozwiązanie. Pamiętaj jednak, że póki co nie masz na to żadnego dowodu. Czasami da się przeprowadzić eksperyment. Np. byłeś w nowej restauracji i zjadłeś coś nowego, potem wystąpiły jakieś dolegliwości. Tymczasowa teoria brzmi ta nowa potrawa jest przyczyną dolegliwości. Jak to sprawdzić - zjeść ją jeszcze raz w innym miejscu. Jeżeli dolegliwość nie nastąpi to być może przyczyną nie była potrawa, ale tamta pierwsza restauracja. W takim badaniu chodzi o to, aby dostrzec wszystkie inne możliwe przyczyny danego zjawiska. Początkowo możemy wiązać dolegliwość z potrawą, ale to przecież może być pomieszczenie, brudne ręce kelnera, choroba, która wystąpiła przypadkowo w tym samym czasie czy jeszcze jakiś inny czynnik. Gdy więc widzisz podejrzanego nie ograniczaj się do niego, przeprowadź pełne śledztwo - nie bądź leniwym detektywem, który wsadza do więzienia zawsze tych samych podejrzanych z angielskiego “usual suspects”. Oczywiście wykazanie, że ktoś się posługuje tym błędnym argumentem nie dowodzi, że nie ma racji. Np. gdy ktoś powołuje się na ten sofizmat aby udowodnić np. globalne ocieplenie albo wpływ reform Roosvelta na koniec wielkiego kryzysu albo jeszcze możliwości lecznicze kręgarzy - jedyne co możemy zrobić to wykazać, że ten argument jest niewystarczający. Jednak nie możemy udowodnić czegoś przeciwnego.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
28 - Teoria kontra Praktyka
Witam już w 28 audycji podkastu “Zdrowy rozsądek”. Link do iTunes: [link] Link do RSSa: [link] Ten temat postanowiłem poruszyć zainspirowany podkastem Startup My Way, a szczególnie odcinkiem 6, w którym gościem Bogusza Pękalskiego był Vladimir Alekseichenko, a rozmowa dotyczyła sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego i tym podobnych rzeczy. Link do tej audycji będzie w notatkach. [link] Vladimir poruszył ciekawy temat czy warto poświęcać czas na teorię. Wspomniał, że teoretycy uczenia maszynowego są w tyle za praktykami. Inżynierowie próbują różne rzeczy i stosują te, które działają nie wiedząc do końca dlaczego działają. Później profesorowie budują teorie i wyjaśniają jak zastosowana technika działa. Zachodzi jednak pytanie - jeżeli wiesz, że coś działa, ale nie wiesz dlaczego, to czy warto zużyć czas na poznanie wyjaśnienia? Co ci da taka wiedza? Przecież od samego początku praktycznie wykazano, że coś działa. Ta dyskusja przypomniała mi fakt z historii rewolucji przemysłowej w Anglii. Budowa silników parowych oraz ich zastosowanie było całkowicie zasługą inżynierów budujących te maszyny i uczących się na swoich błędach. Dopiero gdy cały przemysł już działał przyszli naukowcy z królewskiego towarzystwa naukowego i wyjaśnili jak działają silniki parowe. Oczywiście wiedza jak coś działa może zostać wykorzystana praktycznie do jeszcze lepszego ulepszenia już działających maszyn. Czytając historię rewolucji przemysłowej myślałem, że my żyjemy w innych czasach, czasach, gdy inżynierowie robią to co naukowcy wymyślą. Jak się jednak okazuje inżynierowie dalej wyprzedają naukowców. Nie chcę oczywiście przez to powiedzieć, że naukowcy nie są potrzebni, albo, że bycie praktycznym inżynierem jest czymś lepszym niż bycie naukowcem budującym teorie wyjaśniające poznane fakty. Te dwie dziedziny praktyka i teoria przenikają się przecież od dawna. No bo nauka powstała aby wyjaśnić zaobserwowane fakty. Później jednak nauka była w stanie przewidzieć pewne rzeczy jak np. rozszczepienie atomu i zatrudnić inżynierów, aby tego spróbowali. Najlepiej więc chyba jak praktycy i teoretycy współpracują ze sobą dla dobra ludzkości i jej rozwoju. Dziękuję za wysłuchanie. Jeżeli wam się podobała ta audycja podzielcie się nią ze znajomymi. W notatkach jest też link do iTunes. Będę wdzięczny za komentarze i gwiazdki. Następny podkast powinien ukazać się za tydzień, a zatem do usłyszenia.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
27 - Swoboda mowy
Witam już w 27 audycji podkastu “Zdrowy rozsądek”. Link do nowego serwera: [link] Link do iTunes: [link] Link do RSSa: [link] Dziś powiem trochę o “swobodzie mowy”. Czym jest “swoboda mowy” najłatwiej wyjaśnić na przykładzie. Masz dużą wiedzę na temat wychowania dzieci, ale twoje własne dzieci zeszły na złą drogę. Ludzie znający twoją sytuację prawdopodobne niezbyt chętnie przyjmą twoje argumenty choćby najlepsze. Tak samo może być jeżeli udzielasz rad rodzicom sam nie mając dzieci. Albo namawiasz ludzi do rzucenia palenia, samemu dalej paląc. Czym więc jest “swoboda mowy”? Masz ją gdy ludzie nie mogą wobec ciebie zastosować “argumentum ad hominem”. Sofizmat “argumentum ad hominem” wygląda w ten sposób, że ktoś zamiast atakować argumenty przytaczane przez drugą stronę atakuje osobę przytaczającą te argumenty. Inaczej mówiąc jeżeli nie masz swobody mowy oznacza to, że ludzie łatwo mogą wobec ciebie zastosować ten sofizmat czyli zły argument. Możesz mieć najlepsze dowody wspierające twoją tezę, ale nikt nie będzie cię słuchał. Innym przykładem może być ktoś otyły wykładający temat zdrowej diety. Otyłość może być spowodowana jakimś stanem chorobowym, ale większość słuchaczy od razu skojarzy ją z nadmiernym jedzeniem i nie posłucha choćby najlepszy rad od otyłego mówcy. Krótko mówiąc to czy masz swobodę mowy w jakimś temacie zależy od tego jak cię inni postrzegają i czy łatwo mogą zastosować sofizmat “argumentum ad hominem” wobec ciebie. Ludzie stosują tą technikę wobec ludzi nienależących do ich grupy. Np. mężczyzna nie będzie miał swobody mowy wobec feministek, biały wobec wojowniczo nastawionych czarnych. Choćby taka osoba przedstawiała najlepsze argumenty prawdopodobnie nikt nie podejmie nawet trudu aby ich posłuchać, bo brak swobody mowy oznacza, że ktoś z góry podjął decyzję, że dana osoba nie ma racji bo jest gruba, nie ma dzieci, albo jest białym mężczyzną. Inaczej mówiąc ludzie twierdzący, że ktoś nie ma swobody mowy są uprzedzeni. Co możemy zrobić? Po pierwsze przyjrzyjmy się sobie. Każdy z nas jest w ten sposób uprzedzony. Np. mężczyzna prawdopodobnie chętniej posłucha rady od innego mężczyzny. Podobnie kobieta. Nie przyjmiemy też pewnie rady od kogoś kto ma zupełnie inne warunki niż my, bo przecież ta osoba nie może zrozumieć jak my się czujemy. Jeżeli namawiałby nas do rzucenia palenia ktoś kto nigdy nie palił prawdopodobnie powiemy mu, ty nie rozumiesz jak silny to jest nałóg. Z drugiej strony chętnie posłuchamy takich samych słów od kogoś kto palił i rzucił to, bo on nas może zrozumieć. Po drugie jeżeli należysz do jakiejś grupy możesz wybrać osobę, która będzie miała swobodę mowy wobec takich uprzedzonych słuchaczy. Stosują to partie polityczne. Np. proszą jakąś swoją członkinię, aby przemówiła do kobiet. Tak samo czarny reprezentant partii będzie przemawiał do czarnych wyborców. Po trzecie możesz stosować argumenty osoby mającej swobodę mowy. Np. sam nie jesteś imigrantem, ale musisz przemówić do nich. Możesz zacytować imigranta. Najlepiej tej samej rasy i narodowości. Tą technikę stosują np. biali republikanie w USA, gdy rozmawiają o ekonomicznych problemach czarnych cytują Thomasa Sowella, czarnego pochodzącego z najbiedniejszych dzielnic, który został ekonomistą. Podsumowując. Jeżeli nie masz swobody mowy wobec jakiejś grupy oznacza to tyle, że ta grupa stosuje wobec ciebie sofizmat “argumentum ad hominem”, czyli błąd logiczny. Ta grupa ludzi jest uprzedzona wobec ciebie. Co możesz zrobić. Po pierwsze staraj się samemu nie odrzucać argumentów innych tylko dlatego, że uważasz, że nie mają swobody mowy. Oceniaj argumenty, a nie ludzi. Jeżeli oceniasz ludzi to sam stosujesz “argumentum ad hominem”. Po drugie możesz poprosić kogoś należącego do tej grupy, aby przedstawił argumenty zamiast ciebie, np. kobietę, aby przekazała je kobietą, imigranta, aby mówił do imigrantów. Po trzecie gdy sam musisz przemówić do ludzi, którzy uważają, że nie masz swobody mowy użyj argumentów kogoś z ich grupy. Nie będą w stanie zastosować wobec ciebie “ad hominem”, bo niejako będą dyskutować z cytatami kogoś spośród siebie. Dziękuję za wysłuchanie. Jeżeli wam się podobała ta audycja podzielcie się nią ze znajomymi. W notatkach jest też link do iTunes. Będę wdzięczny za komentarze i gwiazdki. Link do iTunes: [link] Następny podkast powinien ukazać się za tydzień, a zatem do usłyszenia.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 5 miesięcy temu
26 - Szlachetny dzikus
Witam w 26 audycji podkastu “Zdrowy rozsądek”. Link do nowego serwera: [link] Link do iTunes: [link] Link do RSSa: [link] Zachęcam tutaj do używania logiki, którą z polska określa się mianem “zdrowego rozsądku”. Wytykam też tutaj sofizmaty i błędy w logice. Dziś będę mówił o micie, który ma duży wpływ na myślenie ludzi o przeszłości i odbierania dobrodziejstw teraźniejszości. Będę dzisiaj mówił o micie “szlachetnego dzikusa”. Jest to termin pochodzenia angielskiego i w tamtym języku znany jako “noble savage”. Ten mit idealizuje postać dzikusa nieskażonego cywilizacją. Zauważmy co wynika z tej definicji: “szlachetny dzikus jest czysty albo nieskażony cywilizacją”. Co wynika? Ci, którzy stworzyli ten mit byli niezadowoleni z okresu, w którym żyli i uważali, że w przeszłości ludzie byli szlachetni, bo nieskażeni cywilizacją. Dzisiaj taki sposób myślenia nie zawsze przejawia się w tym, że ludzie porzucają życie w miastach i udają się aby żyć w lesie. Widać taki sposób myślenia także w krytyce współczesnej medycyny i powrocie do znachorskich metod z przeszłości. Widać to w krytyce obecnego ustroju i twierdzeniu, że w czasach PRLu było lepiej. Widać to także w krytyce kapitalizmu i społeczeństwa konsumpcyjnego. Widać to w krytyce współczesnej rozrywki. Przykłady można mnożyć. Błędna argumentacja przebiega zwykle w ten sposób - współczesna medycyna ma wady, a więc wróćmy do znachora. Obecny ustruj ma wady, a więc wróćmy do tego co było w czasach PRLu. Gdzie jest błąd w takiej argumentacji? Jeżeli ktoś zauważy wady współczesnej medycyny to nie może tych wad użyć jako argumentu za używaniem medycyny ludowej. Proste porównanie śmiertelności w czasach, gdy nie było medycyny jaką znamy dowodzi, że jest ona zdecydowanie lepsza od tej ludowej. Oczywiście, że ma wady, ale wady medycyny ludowej były zdecydowanie większe. W przeszłości ludzie spędzali ze sobą więcej czasu, chodzili spać z kurami, jedli nieprzetworzoną żywność, nie marnowali czasu na rozrywkę itd. To prawda, ale ci ludzie nie robili tego bo nie mieli innego wyjścia. Oni nie podjęli decyzji o tym, żeby pójść spać z kurami. Po prostu słońce zaszło i w czasach, gdy nie było lamp nie było co robić. Te dzikusy, nasi przodkowie musieli spędzać niejednokrotnie całe dni na zdobywaniu pożywienia, którego często brakowało i przymierali głodem. Oczywiście raczej nie mieli współczesnych problemów z otyłością, ale nie dlatego, że zdecydowali się na zdrowy tryb życia, ale dlatego, że nie mieli innego wyjścia. My żyjemy dziś w czasach produkcji masowej. Produkowanie masowe jedzenia, ubrań itd. powoduje, że ich cena spada. Tak więc mamy więcej czasu, który możemy wykorzystać na rozwijanie zdrowego rozsądku. Nasi przodkowie nie mieli tej możliwości. Czy naprawdę chciałbyś drogi słuchaczu być takim “szlachetnym dzikusem”? Łatwo skrytykować dzisiejszą przetworzoną żywność, ale wyobraź sobie jak to było w czasach, gdy żywność zawierała pasożyty. Łatwo krytykować medycynę, ale wyobraź sobie jak to było w czasach, gdy nie było antybiotyków. Łatwo krytykować współczesną głupią rozrywkę, ale wyobraź sobie jak to było w czasach, gdy rozrywką był stary dziad, który przyszedł żebrać i w zamian opowiadał co się dzieje w sąsiednich wioskach. Na koniec wróćmy do przymiotnika “szlachetny”. Często to określenie “szlachetny dzikus” albo “noble sawage” odnosi się do indian z prerii Ameryki Północnej. Czy byli oni szlachetniejsi niż skażeni cywilizacją biali ludzie, którzy zabrali im ziemię? Plemiona indiańskie potrafiły wybić co do nogi konkurencyjne plemiona. Nie twierdzę, że każde plemię było takie, ale eksterminacja wrogów nie była czymś nieznanym. Podsumowując. Nasza cywilizacja nie jest doskonała i ma wady, ale nie daj sobie wmówić, że dzikusi byli szlachetni, albo, że w ich czasach żyło się lepiej. Dziś często jest tak, że najuboższy człowiek w krajach zachodnich żyje w lepszych warunkach niż król w średniowieczu. To samo odnosi się do cech ludzkich. Ludzie dzisiaj nie są idealni i dopuszczają się zbrodni - jednak jest to dość mały procent w porównaniu do tego co działo się w czasach naszych przodków. Mit “szlachetnego dzikusa” to jest po prostu mit, czyli nieprawda, oparta na błędnych założeniach. Dziękuję za wysłuchanie tego odcinka. Jeżeli ci się podobał wystaw proszę pozytywną opinię w iTunes albo udostępnij go znajomym. Link do iTunes: [link] Pozdrawiam i do usłyszenia za tydzień.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 5 miesięcy temu
25 - Postęp w nauce
Zdrowy rozsądek 25 - Postęp w nauce na przykładzie ekonomi behawioralnej Link do nowego serwera: [link] Link do iTunes: itunes.apple.com/gb/podcast/zdrow…d1351763908?mt=2 Link do RSSa: [link] Teraz przejdźmy do tematu tego odcinka czyli postępu w nauce. Dzisiaj wiele osób traktuje naukę i naukowców jak nasi przodkowie traktowali religię i kapłanów. Kapłani byli jednak tylko ludźmi i tak samo jest z naukowcami. Powiedzmy, że ktoś został księdzem i po 10 latach usługiwania stracił wiarę. Co ma jednak zrobić przecież bycie księdzem to jego zawód i być może nie umie robić niczego innego. Tak więc mimo braku wiary kontynuuje odprawianie mszy itd. Podobnie jest z naukowcami. Powiedzmy, że jakiś naukowiec zaangażował się w jakąś dziedzinę nauki i poświęcił na studia, potem na pisanie pracy magisterskiej itd. całe lata. Teraz okazuje się, że cała ta wiedza jest nic niewarta. Co może zrobić taki naukowiec? Oczywiście mógłby się przekwalifikować, ale może też kontynuować pracę w swoim zawodzie mimo, że ktoś wykazał, że wiedza, którą np. przekazuje studentom jest nic nie warta. Jako przykład posłużę się ekonomią behawioralną, za którą Richard Thaler dostał w 2017 roku nobla z ekonomii. Jest on autorem książki “Misbehaving: The Making of Behavioral Economics”, która po polsku ukaże się w kwietniu 2018 roku jako “Zachowania niepoprawne. Tworzenie ekonomii behawioralnej”. Jest to ciekawa książka, która w pewnym sensie wyjaśnia czym jest ekonomia behawioralna, ale jest także biografią tej młodziej dziedziny ekonomii. W wielkim skrócie - ekonomiści w przeszłości twierdzili, że ludzie podejmują decyzje na podstawie racjonalnych przesłanek, z kolei ekonomia behawioralna twierdzi coś wręcz przeciwnego, że ludzie podejmują decyzje np. w sprawie zakupów pod wpływem emocji, impulsów, braku logiki itd. Kiedyś może nagram podkast poświęcony temu tematowi dziś jednak chciałem się posłużyć tym przykładem aby pokazać jak zachowują się naukowcy. W wywiadze Richard Thaler zapytany o to jak ekonomiści przyjęli te nowe tezy, które w zasadzie zaprzeczają wielu teoriom ekonomicznym z przeszłości powiedział, że nowe pokolenie przyjmuje to z otwartym umysłem, ale ci starsi ekonomiści twardo trzymają się starych teorii. Powiedział, że w takich kwestiach nie ma innego wyjścia jak poczekać, aż wymrze tamto pokolenie, które nie chce przyjąć nowych teorii naukowych. Moglibyśmy się tutaj posłużyć terminem, który w PRLu odnoszono do tych komunistów, którzy nie chcieli żadnych zmian - nazywano ich partyjnym betonem. Nic nie było w stanie ich przekonać, że nie mają racji. Podobnie jest z naukowcami, którzy przywiązali się do jakiejś teorii i nie chcą przyjąć nowej. Niektórzy podchodzą do takich teorii wręcz z religijnym uwielbieniem. Naukowcy mają swoich proroków, którzy ogłaszają jakieś teorie. Te teorie mają potem swoich wyznawców, którzy mimo kontrargumentów z religijną pasją wiernie pozostają wierni tym prorokom oraz ich nauczaniu. Gdy po iluś tam latach większość naukowców przechodzi na nowe teorie dziwią się tym ludziom, którzy tak dzielnie bronili błędnych tez. Jednak to nowe pokolenie wcale nie jest inne. Nie chcę oczywiście tutaj twierdzić, że wszyscy naukowcy są tacy, ale choćby ten przykład z ekonomii pokazuje, że nowe odkrycia niekoniecznie przemawiają do ludzi, którzy żyją z nauczania starych teorii. Tak jak ksiądz, który stracił wiarę, ale dalej naucza tak postępują także niektórzy naukowcy. Czy jest ich dużo czy mało nie jestem w stanie powiedzieć, ale warto o tym pamiętać. Z drugiej strony nie należy myśleć, że każda nowa teoria jest prawdziwa, a stary naukowy beton po prostu nie chce jej przyjąć. Należy do tych kwestii podejść ze zdrowym rozsądkiem.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 5 miesięcy temu
24 - Deficyt handlowy
Dziś chciałbym się zająć kwestią deficytu handlowego, czyli czymś, co według polityków jest zawsze złe. Może na początek kilka definicji. Eksport to dobra i usługi, które sprzedajemy za granicę, a import to dobra i usługi, które kupujemy z zagranicy. Deficyt handlowy oznacza, że więcej kupujemy z zagranicy niż sprzedajemy. Gdyby było na odwrót, tz. więcej byśmy eksportowali niż importowali mielibyśmy nadwyżkę handlową. Z tego politycy zwykle się cieszą, tak więc my zajmiemy się ujemnym bilansem handlowym, który jest znany jako deficyt handlowy. Przy okazji będzie trzeba napomknąć o emigracji oraz o kosztach pracy. Ostatnio głośno było o decyzji prezydenta Trumpa w kwestii taryf na stal. Amerykańskie firmy kupują stal za granicą. Robią to z dwóch powodów. Za granicą stal jest tańsza, albo lepszej jakości. Może też być tak, że jest jednocześnie lepsza i tańsza. Oczywiście miejscowi producenci stali woleliby aby amerykańskie firmy kupowały u nich. Tacy ludzie naciskają na polityków, którzy jak prezydent Trump wprowadzają taryfy, czyli inaczej mówiąc podatki na zagraniczne towary. Tak więc tańsza stal zza granicy stanie się po dodaniu taryfy droższa i amerykańscy producenci zaczną kupować amerykańską stal, która jest droższa. Wyraźnie widać kto na tym zyska. Zyska amerykański producent stali, który dzięki taryfom będzie miał więcej klientów. Ale kto straci? Stracą Amerykanie, którzy będą musieli kupować produkty wyprodukowane z droższej stali, a więc będą kupować droższe produkty. Inaczej mówiąc takie prawo daje korzyści niewielkiej grupie produkującej stal, a niekorzystnie wpływa na resztę społeczeństwa. Zdrowy rozsądek podpowiada, że prawo powinno być korzystne dla większości, a prawa korzystne dla niewielkiego procenta, a szkodliwe dla reszty są po prostu złe. Tutaj jednak ludzie przytaczają inny argument. Jeżeli dany kraj kupuje za granicą, czyli importuje stal, gruszki, skarpetki oraz pomidory, a sprzedaje za granicę czyli eksportuje tylko długopisy to po podliczeniu wychodzi zwykle, że ma deficyt handlowy. Więcej kupuje od obcokrajowców niż oni od niego. Czy to źle? Nasuwa się tutaj czasami złe porównanie. Moglibyśmy chcieć patrzeć na państwa jak na rodziny. Jeżeli rodzina A kupuje dużo od rodziny B, a rodzina B kupuje od rodziny A mało albo prawie nic, to po jakimś czasie rodzina B będzie bardzo bogata, a rodzina A bardzo biedna. Dlaczego tak się stanie? Większość pieniędzy jeżeli nie wszystkie stanie się własnością rodziny B. Jednak między rodzinami a państwami jest pewna różnica. Rodziny, szczególnie te sąsiedzkie posługują się najczęściej jedną walutą. Z kolei prawie wszystkie kraje mają swoją walutę. Co się więc dzieje, gdy kraj A powiedzmy, że to USA kupuje dużo od kraju B, powiedzmy, że to Chiny. Z kolei Chiny kupują mało od USA, czyli mamy typowy deficyt handlowy. Oczywiście jest to deficyt handlowy dla USA, bo dla Chin, które sprzedają więcej niż kupują nazwiemy to nadwyżką handlową. Co się więc dzieje w takiej sytuacji? Amerykanie kupują towary w Chinach. Amerykanie mają dolary, a w Chinach trzeba płacić Juanami. Tak więc Amerykanie za dolary kupują Juany i potem nimi płacą. Wymieniający pieniądze ma dolary, Amerykanin ma chiński towar, a Chińczyk ma Juany. Tą sytuację można uprościć, bo może się zdarzyć, że Chińczyk zgodzi się przyjąć dolary. Tak więc Amerykanin po wymianie dostaje chiński towar, a Chińczyk dostaje dolary. Niezależnie od tego, czy dolary dostają się w ręce tego, który wymieniał walutę, czy w ręce Chińczyka, który sprzedawał i tak muszą wrócić do USA. Dlaczego? Bo inne kraje mają swoją walutę, a dolarami płaci się w Ameryce. Tak więc właściciel dolarów, kimkolwiek on jest, wraca z tymi dolarami do USA i kupuje tam produkt, usługę, nieruchomość itd. Inaczej mówiąc jest to zero-sum game czyli gra o sumie zerowej. Tak naprawdę nie ma deficytu handlowego, bo dolary, z które kupiono chińskie produkty i tak wrócą do Ameryki. Gdybyśmy chcieli wrócić do przykładu rodzin musielibyśmy wprowadzić osobną walutę w każdym domu. Tak się dzieje gdy ludzie wymieniają się swoimi umiejętnościami, a płaci się roboczogodziną. Tak więc rodzina A może proponować strzyżenie włosów, a rodzina B pieczenie chleba. Jeżeli rodzina A zapłaci swoimi roboczogodzinami za chleby rodziny B, to po jakimś czasie rodzina B będzie w posiadaniu mnóstwa roboczogodzin rodziny A, które może wykorzystać tylko u rodziny A. Jeżeli rodzina B nie wykorzysta tych roboczogodzin to rodzina A będzie miała te chleby za darmo. Podsumujmy. Taryfy są złe, bo korzyści z nich odnosi mały procent ludzi, których chronią takie prawa, a reszta społeczeństwa traci płacąc wyższą cenę. Tak więc takie prawo jest z natury złe - daje korzyść mniejszości, a jest szkodliwe dla większości. Druga kwestia nawet jeżeli państwo w tej chwili ma deficyt handlowy to i tak ta różnica będzie musiała być wyrównana w czasie, bo handel przy pomocy walut krajowych jest grą o sumie zerowej, z angielskiego zero-sum game. Oczywiście moje wywody były uproszczone, bo przy okazji takiej wymiany dzieje się parę innych rzeczy. Gdy np. USA kupują dużo w Chinach to dolar traci na wartości, a Juan zyskuje. Jednocześnie taki kraj, którego waluta jest droga staje się celem emigrantów zarobkowych. Jednak te rzeczy może omówię przy innej okazji. Jeszcze raz tylko przypomnę, że taryfy szkodzą większości ludzi, a więc są złym prawem. Z kolei deficyt handlowy jest zwykle tymczasowym stanem, bo ostatecznie wszystko musi się wyrównać.
pobierz odcinki RSS iTunes www
Starsze >
>>
miodek