Zdrowy rozsądek

Sortuj: kategoriami | alfabetycznie
Tygodniuffki to audycje, które zdobyły największą popularność w ubiegłym tygodniu. Ranking audycji tworzony jest automatycznie na podstawie zainteresowania użytkowników
Opis: Jak zastosować logikę w dyskusji albo zdrowy rozsądek w życiu.
Data dodania: 2018-01-17 10:19:22
Data aktualizacji: 2018-10-24 00:35:06
Audycji w katalogu: 54
Stan: Aktywny :-)
opublikowany 5 dni temu
52 - Nihilizm moralny
Dziś będzie o filozofii, której nie lubię. Niestety jest to najpopularniejsza filozofia wg której ludzie oceniają dziś świat. Chodzi mi o nihilizm, a szczególnie jedną jego kategorię czyli nihilizm moralny. Być może ten termin brzmi dość naukowo i obco, ale chodzi po prostu o ludzi, którzy mówią: “każdy ma swoją rację”. Problem zaczyna się gdy dochodzi do rzeczy, które wkraczają w prawa innych ludzi. Np. jeżeli “każdy ma swoją rację”, to ma ją także pedofil. Inaczej mówią nihilista odrzucając autorytety pozbawia się możliwości oceny zachowania ludzi, którzy wykorzystują dzieci. Przecież nihilizm moralny wyraża pogląd nieistnienia pewnych ani absolutnych, nie wychodzących poza abstrakcję wartości moralnych. Jeżeli nie ma wartości moralnych, to nie można nikogo krytykować za ich przekraczanie. Nawet w skrajnych wypadkach. Tak więc nihilizm moralny to odrzucenie wszelkich wartości moralnych. Nie wiem jak wy, ale ja raczej unikałbym ludzi, którzy nie mają żadnych wartości moralnych. Na szczęście ludzie, którzy twierdzą, że “każdy ma swoją rację” tak naprawdę nie są nihilistami. Po prostu nie zadali sobie trudu przemyślenia tego twierdzenia. Gdy podać im przykład pedofila to powiedzią “każdy z wyjątkiem pedofila”. Można wtedy podać inny przykład, a ich lista wyjątków będzie rosła. Inaczej mówiąc oni nigdy nie myśleli, że “każdy ma rację”. A jak jest z tobą? Czy zdarzało ci się powiedzieć, że “każdy ma swoją rację”? Czasami używa się dzisiaj sformułowania “każdy ma swoją prawdę”. Przemyśl to, czy naprawdę uważasz, że każdy nawet pedofil ma swoją rację, czyli, że jego zachowanie nie jest złe moralnie? Myślę, że raczej nie. Każdy z nas stawia granice swojej tolerancji. Są zachowania, których nie tolerujemy i to dowodzi, że nie jesteśmy nihilistami. Różnimy się tylko tym, gdzie są te granice. Jeżeli więc miałeś zwyczaj mówić “każdy ma swoją rację” to raczej przestań. No chyba, że chcesz, aby inni uważali cię za nihilistę, czyli kogoś, kto nie uznaje żadnych zasad moralnych. Gdy już jesteśmy przy nihilizmie to może powiem kilka słów jeszcze o innych jego odmianach. Nihilizm moralny to odrzucenie wszelkich zasad moralnych. Nihilizm epistemologiczny to taki skrajny sceptycyzm, czyli twierdzenie, że żadna wiedza nie jest pewna. Nihilizm egzystencjalny to twierdzenie, że życie nie ma sensu. A w takim ogólnym znaczeniu nihilizm jest stanem społecznym, w którym jednostki tego społeczeństwa są przeświadczone o braku celowości wraz z doświadczeniem pustoty znaczeniowej wszelkich regulacji i unormowań prawnych, zwyczajowych, czy kulturowych. Nihilizm jest więc dość smutnym stanem. Jak już jednak wspomniałem najczęściej ludzie po prostu nie przemyśleli sprawy i ich wypowiedzi wskazują na nihilizm, choć tak wcale nie jest. Często np. słychać, że kultura zachodnia wcale nie jest lepsza od innych kultur. Ale czy kultura australijskich Aborygenów jest naprawdę równie dobra? Ludzie ci stosowali zbiorowy gwałt jako karę dla nieposłusznych kobiet. Twierdzenie, że każda kultura jest równie dobra to także nihilizm. Na szczęście również tutaj tak naprawdę nie ma prawdziwych nihilistów, są po prostu ludzie, którzy dobrze tego nie przemyśleli. No bo przecież czy których z tych ludzi porzucił by życie w społeczeństwie zachodnim, aby zacząć żyć wśród Aborygenów stosujących takie kary? Raczej nikt. Oczywiście widzimy wady naszej cywilizacji, ale wystarczyło by pewnie każdego krytyka wysłać aby pożył wśród tych “szlachetnych dzikusów”, aby potem wychwalał cywilizację zachodnią i jej osiągnięcia. Ten odcinek jest poświęcony nihilizmowi. Wspomniałem o paru innych zagadnieniach, których jednak nie wyjaśniłem, bo mówiłem o nich wcześniej. Tak więc odsyłam do tamtych odcinków. O micie szlachetnego dzikusa mówiłem w odcinku 26. O ocenie względnej i bezwzględnej mówiłem w odcinku 37. Powtórzmy więc na koniec. Wiele osób wypowiada się dzisiaj w ten sposób, że można to odebrać jako nihilizm moralny czyli twierdzenie, że nie ma moralnie złych rzeczy. Na szczęście ludzie tacy tylko sprawiają wrażenie nihilistów, bo tak naprawdę mają kodeks moralny, czyli taki kompas, którego się trzymają.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 8 dni temu
51 - Rasistowskie pytania
Dzisiejszy temat to tz. “rasistowskie pytania”. Może najpierw wyjaśnię czym są takie pytania. Chodzi o to, że np. ludzie innych ras w krajach gdzie dominują biali czują się źle, gdy ktoś ich zapyta np. o to skąd pochodzą. Zdarza się przecież, że ktoś o czarnym kolorze skóry jest w jakimś europejskim kraju już od kilku pokoleń. Czy jednak takie pytanie jest rasistowskie? Tutaj w grę wchodzą dwie kwestie. Jakie intencje miał pytający oraz jak to odebrał pytany. Według typowej definicji rasizm występuje wtedy gdy jakieś działanie wynika z podłoża rasowego. Np. ktoś uważa, że jakaś rasa jest lepsza, a inna gorsza. Nie zawsze ktoś uważa swoją rasę za lepszą. Zdarza się, że ktoś może twierdzić widząc kogoś rasy żółtej, że musi być dobry z matematyki, a widząc czarnego, że musi dobrze grać w koszykówkę. Tak więc rasizm niekoniecznie musi zakładać, że ta druga rasa jest gorsza, może zakładać, że ta druga rasa jest w czymś lepsza. Problem polega na tym, że ktoś chce oceniać jednostkę stojącą przed nim na podstawie statystyk, albo stereotypów związanych z tą rasą. Np. jakiś Azjata może być bardzo kiepski z matematyki, ale inni będą zakładać, że jest świetny. Niektóre media dość dużo rozpisywały się, na temat tego rasizmu. Czy jednak nie jest przesadą twierdzenie, że ktoś biały mieszkający w kraju, w którym 99% ludności jest biała pyta czarnego skąd pochodzi? Może odwróćmy sytuację. Gdy biały mieszka w kraju, w którym 99% ludności to czarni to czy nie spotyka się z takim samym pytaniem gdy poznaje nowych ludzi? Czy więc nie są przewrażliwieni ludzie, którzy twierdzą, że takie pytanie wynika z rasizmu? Wczoraj biegłem maraton. Obok przebiegała Angielka, która biegła tempem dość podobnym do mojego. W moim mieście nie ma tz. zająców, czyli ludzi, którzy biegną jednym tempem i niedoświadczeni biegacze mogą się ich trzymać, aby dobiec do mety w jakimś czasie. Zawołałem więc “hi”, a potem zapytałem z jakim czasem planuje dobiec do mety. Jej pierwszą reakcją było pytanie skąd jestem. Usłyszała mój polski akcent i zapytała. I teraz ciekawa jest moja reakcja. Przed brexitem nie miałem problemu z takimi pytaniami, ale po brexicie pojawiło się trochę ludzi patrzących niechętnie na imigrantów. Nigdy nie spotkałem się z takimi osobiście, ale czytałem trochę o takich wypadkach. Gdy usłyszałem to pytanie poczułem, że w podtekście oznacza to jej niechęć do mnie. Wyjaśniłem, że z Polski, a potem nasza rozmowa potoczyła się już zwykłym tokiem jak podczas biegu. Powiedziała mi, że biegnąc tym tempem dobiegnę w takim czasie, pochwaliła moją kondycję itd. Nie mam więc powodu sądzić, że miała niechęć do imigrantów. Jednak gdy zapytała o moje pochodzenie poczułem się jakby atakowała moje prawo do przebywania w UK. Oczywiście ludzie o innym kolorze skóry mają gorzej. Moje dzieci chodziły tutaj do szkoły i nikt nie rozpozna ich po akcencie jak mnie. Jednak kogoś o czarnym kolorze skóry da się rozpoznać nawet jak jego rodzina przebywa tutaj od pokoleń. Czy więc takie pytanie jest rasistowskie lub ksenofobiczne? Zauważmy, że ktoś może pytać po prostu z ciekawości, a pytany odbierać to tak jak ja jako atak na prawo do przebywania w danym kraju. Myślę więc, że nie warto być przewrażliwionym. Daję tą radę także sobie. Nie każdy Anglik, który mnie pyta skąd jestem jest ksenofobem. Z drugiej jednak strony trzeba pamiętać, że nasze niewinne pytanie: “skąd jesteś” ktoś może odebrać jako rasizm albo ksenofobię. Tyle może moich przemyśleń wynikających z niewinnego pytania “where are you from”, które wczoraj usłyszałem.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 13 dni temu
50 - Historia sofizmatów
W tym jubileuszowym odcinku powiedziałem trochę o historii tego podkastu. Oprócz tego opowiedziałem o historii sofizmatów od Arystotelesa do Schopenhauera. Zapraszam do wysłuchania. link do podkastu “Po ludzku o pieniądzach”, w którym udzieliłem wywiadu: [link] link do podkastu “Nocne radio - Sprawdzam”: [link]
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany ponad miesiąc temu
49 - Mowa nienawiści
Do czego prowadzi walka z mową nienawiści? Do przesady. Ludzie walczą nawet z prawdziwymi informacjami, które mogą być dla kogoś przykre. Dodatkowo taka walka daje mocne argumenty stronie przeciwnej.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany ponad miesiąc temu
48 - Lepsi od robotów
Dziś chciałbym ponownie poruszyć temat robotyki i zagrożeń dla ludzi. Ponownie, bo mówiłem już trochę o tym np. w odcinku 6. Wciąż jednak słyszę o tym, że roboty zabiorą nam pracę tak więc dziś postaram się przedstawić wam spojrzenie na kwestie zatrudniania ludzi czy wprowadzania robotów na ich miejsca z punktu widzenia pracodawcy. Posłużę się modelem. Wyobraźmy sobie, że otwieram pizzerię. Mam do wyboru zatrudnić ludzi, którzy będą ją robić oraz zainwestować w automat do pizzy. Załóżmy też, że pizza zrobiona przez człowieka i przez robota jest tak samo smaczna. Powiedzmy też, że automat potrafi zrobić pizzę 5 razy szybciej niż człowiek. Co więc powinienem zrobić? Zatrudnić człowieka czy kupić robota? Odpowiedź wydaje się prosta. Robot robi pizzę 5 razy szybciej, płacę za niego raz i potem za ewentualne naprawy, a człowiekowi muszę płacić co tydzień. Tak więc robot wygrywa, człowiek wylatuje na bruk. Zauważmy jednak, że szybsza produkcja pizzy wymaga ode mnie również większej liczby klientów. Powiedzmy, że człowiek jest w stanie przygotować w ciągu dnia pracy 100 pizz. Robot zrobi w tym samym czasie 500. Gdy jednak do mojej restauracji przyjdzie tylko 100 klientów to robot zrobi dokładnie tyle samo pizz co człowiek na jego miejscu. Tutaj jest pierwsza wskazówka. Robotyka i automatyzacja opłaca się, ale wymaga dużego rynku zbytu. Druga wskazówka. Powiedzmy, że kupując restaurację, opłacając wszystkie inne rzeczy wydałem wszystkie swoje pieniądze. Kogo zatrudnię? Robota się kupuje, inaczej mówiąc płaci z góry. Człowiekowi mogę zapłacić dopiero na koniec miesiąca. Tak więc człowiek poczeka aż przyjdą klienci, restauracja zarobi i będą pieniądze na jego wypłatę. Producent robota raczej nie poczeka. Trzecie wskazówka. Powiedzmy, że kupiłem robota, bo do mojej restauracji przychodziło wiele osób. Jednak pojawia się obok duża sieciowa pizzeria i nagle z dnia na dzień tracę większość klientów. Gdy mam robota nic nie zrobię. Gdy zatrudniamy ludzi mogę ich po prostu zwolnić. Powiedzieć im, sorry guys, ale niestety musimy zamknąć restaurację. Mało tego. Ja mogę zdecydować, że pizzerie trzeba zamknąć, ale przecież mogę otworzyć lodziarnię. Robot do pizzy w niczym mi się nie przyda, ale ludzie potrafią się przekwalifikować i ktoś kto robił pizzę prawdopodobnie będzie też w stanie nauczyć sprzedawać lody. Czwarta wskazówka. Powiedzmy, że w pobliżu mojej restauracji odbywa się jakieś wydarzenie. Pojawia się mnóstwo nowych gości, ale ja wiem, że to będzie tylko podczas trwania tego wydarzenia, np. jakiejś corocznej konferencji. Nie opłaca się kupować robota, na tydzień w roku. Mogę jednak zatrudnić dodatkowych parę osób na czas trwania tej konferencji. To może tyle. Mam nadzieję, że podbudowałem trochę wasze ego. W wielu sytuacjach człowiek jest lepszy od robota w oczach pracodawcy. Człowiek jest bardziej elastyczny, łatwiej może się dostosować do jakiejś niezwykłej sytuacji. Np. robot lepiej, szybciej i taniej zetnie trawę na ogromnej połaci ziemi. Gdy jednak chodzi o jakieś kąty, zaułki, trawę w trudno dostępnych miejscach robot nie będzie w stanie tego zrobić. Dodatkowo podstawowa różnica jest taka, że robot jest inwestycją, a człowiek nie. Gdy się kupi robota to się go ma czy jest on potrzebny czy nie, człowieka można zatrudnić w miarę potrzeb. Łatwo można skalować biznes zatrudniając lub zwalniając pracowników w zależności od potrzeb. Jednak gdy się zakupi robota pieniądze są już wydane, podczas gdy pracownikowi płaci się dopiero po wykonanej pracy. Tak więc roboty przejmą pewnie wszystkie te prace, które są łatwe a automatyzacji oraz gdzie jest potrzeba produkowania dużych ilości produktów. We wszystkich innych sytuacjach ludzie są niezastąpieni. To była 48 audycja podkastu “Zdrowy rozsądek”. Jej celem było wskazanie, że w niektórych sytuacjach ludzie są lepsi od robotów.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany ponad miesiąc temu
47 - Kurs przemawiania 1
Czy przemawianie jest trudne? Jak najefektywniej przekazać swoje myśli? Czemu warto słuchać swoich przyszłych słuchaczy? Te i inne zagadnienia poruszam w tej audycji. Zapraszam do słuchania.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany ponad miesiąc temu
46 - Koszty utopione (Concorde Fallacy)
Dziś opowiem wam krótko o sofizmacie kosztów utopionych, z angielskiego “sunk cost fallacy”. Najłatwiej chyba wyjaśnić to na przykładzie. Ten sofizmat jest znany w teorii gier jako “Concorde Fallacy”, czyli “sofizmat Concorde’a”. Dla tych, którzy nie wiedzą przypomnę, że Concorde to był naddźwiękowy samolot pasażerski, który był finansowany przez rządy brytyjski i francuski. Ta inwestycja okazała się być katastrofą, ale oba rządy dalej pompowały pieniądze w ten projekt. Ten sofizmat jest czymś naturalnym i praktycznie każdy z nas go stosuje nieświadomie przy decyzjach ekonomicznych. Pisał o tym noblista z 2017 roku - Richard Thaler. Opisywał on przypadek człowieka, który zapłacił za lekcje tenisa bardzo dużą sumę pieniędzy. Później dostał urazu zwanego łokciem tenisisty, ale dalej chodził na lekcje tenisa mimo bólu. Rozumował tak: wydałem te pieniądze i jak nie przyjdę na lekcję to stracę te pieniądze. Błąd w rozumowaniu rządów wspierających samolot naddźwiękowy Concorde, czy ten człowieka, który zapłacił za lekcje tenisa polega na tym, że nie rozumieją konceptu “kosztów utopionych”. Takie pieniądze, są nie do odzyskania. Ich już nie ma i nijak nie można ich odzyskać, bo jak sama nazwa mówi są to “koszty utopione”. Ktoś może czuć, że jak zapłacił pierwszą ratę za produkt, którego jak się potem okazało wcale nie chce, ale będzie płacił dalej, bo przecież już zapłacił pierwszą ratę i gdyby nie płacił dalej to by ją stracił. Błąd polega na tym, że on już stracił tą pierwszą ratę, a gdy będzie kontynuował straci kolejne. Ktoś mógł kupić produkt, którego nie może zwrócić, a który z jakichś względów mu się nie podoba. Ktoś mógł np. na wyprzedaży kupić za duże spodnie. Nie może ich zwrócić, a więc będzie je nosił mimo tego, że będzie głupio wyglądał. Ktoś inny mógł zakupić przypadkiem posiłek zawierający coś, co powoduje u niego problemy żołądkowe. Ale aby nie stracić wydanych pieniędzy zje tą potrawę. Błąd ponownie polega na tym, że te pieniądze są już stracone. Warto się przyjrzeć swoim decyzjom ekonomicznym. Praktycznie każdy człowiek, gdy się nie pilnuje popełnia ten błąd logiczny. Warto więc się zastanowić, czy wydane pieniądze nie są czasem “utopionymi kosztami”, bo jeżeli tak jest to nie ma sensu podejmować decyzji na tej podstawie. Gdybyśmy tak robili przypominalibyśmy hazardzistę, który przegrał już dużą sumę pieniędzy, ale nie odchodzi od stołu właśnie z powodu wielkości przegranej. Z tym sofizmatem niekoniecznie musisz walczyć, ale warto pamiętać, że go posiadamy. Możesz go wykorzystać. Powiedzmy, że chcesz chodzić na siłownię - zapłacenie za rok z góry może cię do tego zmusić. Ten sofizmat u mężczyzn wykorzystują też kobiety na randkach. Jeżeli mężczyzna wyda dużą sumę pieniędzy na posiłek, potem na pierścionek itd. można być bardziej pewnym jego wierności. To była 46 audycja podkastu “Zdrowy rozsądek”. Omówiłem dziś krótko sofizmat kosztów utopionych, po angielsku nazwyany “sunk cost fallacy” albo “Concorde fallacy”.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
45 - Skrajności w ocenie płci
Dziś chciałbym poruszyć temat naszej ludzkiej przypadłości jaką jest popadanie w skrajności. Ktoś mógł np. objadać się niezdrowym jedzeniem czyli być na jednym z ekstremów skali w kwestii jedzenia. Gdy później postanawia zmienić swoje życie wpada w drugą przesadę i nie je nawet rzeczy, których szkodliwość jest dyskusyjna. Co jeszcze ciekawsze osoby znajdujące się na obu ekstremach skali widzą wady u ludzi będących po drugiej stronie. Np. ci odżywiający się “superzdrowo” widzą, jak źle jedzą ci spożywający fastfoody. Ci z kolei widzą tych ludzi, którzy mając za podstawy tylko pogłoski postanawiają na wszelki wypadek czegoś nie jeść. Rozsądna pozycja jest gdzieś pośrodku tej skali. Nie należy jeść niezdrowych rzeczy, szczególnie w dużych ilościach. Nie należy też słuchać niesprawdzonych plotek o szkodliwości jakiegoś produktu. Innym przykładem, który skłonił mnie do nagrania tego podkastu jest krytyka płci. Były czasy, gdzie ludzie otwarcie twierdzili, że kobiety są głupsze, gorsze itd. Zachowania kobiece takie jak histeria były piętnowane. Wtedy przyszły feministki i walczyły o równe prawa dla kobiet. Dziś niestety ludzie wpadają w drugą skrajność. Dzisiaj piętnuje się zachowania męskie. Już chyba w trzech czy czterech podkastach słyszałem, że “faceci mają problem, bo nie potrafią się zwierzać”. Tego typu twierdzenia przekazywały nie tylko podkasterki, ale i mężczyźni. Ci ostatni mówili to w ten sposób: “my faceci mamy problem, bo jesteśmy zamknięci”. To może się wydawać dość trywialne, ale zastanówmy się nad tym twierdzeniem i co ono przekazuje. Po pierwsze wskazuje na problem wszystkich mężczyzn, albo przynajmniej większości. Po drugie sugeruje, że kobiety nie mają tego problemu, czyli inaczej mówiąc są lepsze. Po trzecie nie podają powodów dla których ten brak zwierzeń albo zamykanie się w sobie jest złe. Odpowiedzmy więc sobie na pytanie czy ze stresem lepiej sobie radzą kobiety czy mężczyźni? Odpowiedź na to jest trudna. Na pewno radzą sobie w inny sposób. Kobiety częściej idą się wtedy wygadać, mężczyźni na odwrót starają się przemyśleć tą kwestię. Czy kobieca metoda jest lepsza? Mogłoby się tak wydawać szczególnie jak się weźmie statystyki odnośnie samobójstw - mężczyźni tam przodują. Ale pamiętajmy, że korelacja dwóch statystyk nie jest dowodem. Samobójstwa mężczyzn są spowodowane wielu czynnikami, z których jednym może być właśnie kwestia radzenia sobie ze stresem, ale wcale tak być nie musi. Przecież może być na odwrót. Np. młoda dziewczyna przeżywa duży stres z powodu czegoś wstydliwego dla niej. Dzili się tą sprawą z koleżanką, która plotkuje o tym, co doprowadza do samobójstwa tej, która się zwierzyła. Niestety ludzkość miała skrajny pogląd wobec kobiet w przeszłości, ale zamiast wypośrodkować popadła teraz w drugą skrajność, która głosi toksyczną męskość. Niektórzy wskazują na piętnowanie zachowań męskich już w szkołach, gdzie dziewczynki radzą sobie lepiej. Są one bardziej zdyscyplinowane i statystycznie łatwiej im siedzieć w ławce. Podczas gdy chłopców rozpiera energia i są karani za to, że są inni. Wpływ na to ma pewnie fakt, że zawód nauczycielski jest zdominowany przez kobiety. I teraz pytanie: czy to właśnie takie działania, które walczą z tą tz. “toksyczną męskością” nie są właśnie powodem większej liczby samobójstw wśród mężczyzn? Wydaje mi się, że dla chłopców może być bardzo stresujące słuchanie od najmłodszych lat, że są gorsi od dziewczynek, które potrafią grzecznie siedzieć w ławkach. Czy więc mężczyźni są lepsi od kobiet? Nie, są po prostu inni. Ta skłonność do wpadania w skrajności jest normalna dla ludzi. Tak więc nie ma w tym nic dziwnego, że większość ludzkości wpadła z jednej przesady (kobiety są gorsze) w drugą przesadę (mężczyźni są gorsi). Warto jednak podejść do tego ze zdrowym rozsądkiem. Jak napisał pewien autor: “mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus”. Porównywanie mężczyzn i kobiet przypomina porównywanie pomidora z ogórkiem oraz twierdzenie, że ogórek jest gorszy, bo nie jest podobny do pomidora. Poruszyłem dzisiaj sprawę popadania w skrajności w ocenie płci.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
44 - Przydatność wiedzy historycznej
Lubię historię i nawet nagrywam dwa inne podkasty poświęcone temu przedmiotowi. Jednak moja praca zawodowa to tworzenie stron internetowych. Dlaczego? Jednym z powodów jest to, że zawód historyka, czy nauczyciela historii raczej nie jest najlepszą ścieżką zawodową. Tak więc ja zarabiam jako programista, a podkasty historyczne to moje hobby. Nasuwa się jednak pytanie czy warto się uczyć historii? Przecież z moich słów wynika, że raczej nie da to dobrze płatnej pracy. To prawda i gdyby któreś z moich dzieci chciało pójść tą ścieżką zawodową raczej bym to odradzał. Historia to przeogromna baza wiedzy, której nikt nie jest w stanie całej poznać, a czas przeznaczony na przyjmowanie tej wiedzy nie przekłada się na większe zarobki. Oczywiście paru historyków zarabia całkiem nieźle piszą książki czy kręcąc filmy, ale to raczej wyjątki. Czy więc nauka historii jest nieopłacalna? Taka wiedza może być bardzo użyteczna. W jaki sposób? Historia pozwala nam poznać sposób zachowania ludzi. Np. w przeszłości królowie, książęta czy inni władcy wspierali swoich sojuszników do objęcia wysokich stanowisk kościelnych. Wielokrotnie jednak ci sojusznicy przemieniali się we wrogów, gdy już nie potrzebowali protektora. Wyboraź sobie, że piastujesz wysokie stanowisko i masz wielu przyjaciół. Jaką możesz mieć pewność, że ci przyjaciele nie staną się twoimi wrogami, gdy już nie będziesz im potrzebny? W historii tego typu zdrada zdarzała się wielokrotnie, np. konflikt polskiego króla Bolesława Śmiałego z biskupem Stanisławem. Identyczny był konflikt pomiędzy królem Anglii Henrykiem II i arybiskupem Tomaszem Becketem. Byli wręcz przyjaciółmi i Henryk II nawet mianował go arcybiskupem. Wyobraź sobie, że masz protegowanego, którego popierasz w objęciu jakiegoś stanowiska, które jest równoważne twojemu. Potem gdy już je obejmie okazuje się, że nie potrzebuje twojej przyjaźni, stosunki się ochładzają, albo nawet stają się wrogie. Ktoś kto zna historię nie zdziwi się, gdy coś takiego się stanie. Ludzie w przeszłości próbowali wprowadzić różne prawa, które nie byli w stanie egzekwować. Np. Norman Davies w swojej książce pt. “Europa” pisze o prostytucji. Przez wieki kolejne państwa przechodziły przez cykl: a) zakazywanie prostytucji, b) przymykanie oka na prostytucję oraz c) zezwalanie na ten proceder i potem od nowa a) zakazywanie, b) przymykanie oka, c) zezwalanie itd. i tak bez końca. Gdy więc nowy rząd zamierza zakazać prostytucji, to nawet jeżeli się zgadzasz z takim prawem historia może cię nauczyć, że to się nigdy nie udało. Po prostu politycy wprowadzający zakaz zaczynają kolejny cykl, bo robią punkt a), ale następne pokolenie przejedzie do b), a kolejne do c). Historia ekonomii jest dość krótka, ale i ona jest bardzo pouczająca. Np. za każdym razem gdy pojawiały się maszyny zastępujące pracę wielu ludzi słyszało się głosy, że przyjdzie masowe bezrobocie. Gdy ekonomiści uspokajają i przypominali, że w przeszłości już były tego typu rewolucje przemysłowe i bezrobotni znaleźli inne miejsca praca wtedy wieszczący zagładę twierdzili, że tym razem jest inaczej, bo te nowe maszyny są groźniejsze niż te poprzednie. Jesteśmy ponownie w tym momencie, który zmieni świat, prawdopodobnie wielu ludzi straci pracę, ale tak jak to wielokrotnie było w przeszłości ludzie znajdą sobie inne zajęcie. Historia wojskowości także powtarzała się wielokrotnie. Przychodził jakiś innowator, jak np. Napoleon, który łamał wszystkie zasady z przeszłości i wygrywał wszystkie bitwy z tradycjonalistami. Z czasem inni wojskowi przejmowali jego metody i zaczynali ich nauczać. Do szkół wojskowych przychodzili ludzie, którzy uczyli się tych metod jak wyroczni. Potem pojawiał się kolejny innowator, który łamał zasady wprowadzone przez poprzednika i wygrywał z tymi, którzy uważali jego poprzednika za wyrocznię. Potem znowu uczono się metod tego nowego, uczono ich w szkołach wojskowych i ponownie uważano je za jedynie słuszne, aż do czasu gdy pojawi się nowy Napoleon czy Guderian. Może zakończę na tych czterech dziedzinach. Historia może nas nauczyć jak postępują ludzie, np. tacy, którzy udają przyjaciół szukając poparcia, a stają się wrogami gdy go nie potrzebują. Historia uczy nas, że niektórych praw nie warto wprowadzać, choćby to wydawało się dobre moralnie. Historia ekonomii uczy nas, że maszyny prowadzą do bezrobocia ludzi, ale nie trwałego, ludzie zawsze znajdują inną pracę. Historia strategii wojskowej uczy nas też, że warto być otwartym na nowe pomysły. Nie chcę oczywiście powiedzieć, że historia może nas nauczyć wszystkiego. Nasze czasy są rzeczywiście inne. Np. w krajach zachodnich najbiedniejsi w przeszłości głodowali, teraz są otyli. Problemem nie jest więc niedożywienie, ale otyłość i czasami wręcz epidemia cukrzycy. Tak więc mamy wiele problemów, których nie było w przeszłości. Mimo wszystko historia może nas nauczyć bardzo wiele i warto się jej uczyć, aby nie popełniać tych samych błędów co nasi poprzednicy. Po co np. walczyć z wiatrakami wprowadzając zakaz czegoś, co większość ludzi chce jak np. zakaz prostytucji, zakaz alkoholu, zakaz narkotyków itd? Nie ma też sensu straszyć ludzi robotami, które zabiorą im pracę. Warto też uważnie przyglądać się ludziom, którzy łamią ustanowione zasady np. w strategii wojskowej, prowadzeniu biznesu itd. Czasami okazuje się, że tacy wariaci mają rację i wprowadzone przez nich zmiany okazują się rewolucyjne. Jednak nie są prawdą objawioną, bo po nich przyjdą kolejni wariaci. Historia pozwala nam też obserwować różne zachowania ludzi, co przygotuje nas lepiej na to jak zachowają się np. nasi współpracownicy. To były tylko cztery powody dla których warto uczyć się historii. A przecież można by mówić jeszcze np. o tym jak historia nauczyła ludzi tolerancji religijnej czy o tym jak w przeszłości rządy stosowały propagandę wobec swoich obywateli i wiele, wiele innych rzeczy. Mam nadzieję, że was zachęciłem. [link] [link]
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
43 - Association fallacy (sofizmat związku)
Association fallacy jest błędem logicznym oparty na związkach. Angielską nazwę czyli “association fallacy” można by przetłumaczyć jako sofizmat związku, albo błąd logiczny oparty na związku. Może od razu zaznaczę, że chodzi o słaby związek. Np. w podkaście 23 mówiłem o Hitler fallacy czyli porównaniu kogoś do Hitlera. Gdyby ktoś nienawidził Żydów i organizował obozy zagłady nazwanie go Hitlerem byłoby jak najbardziej na miejscu. Gdy jednak ktoś np. sprzeciwia się imigracji nazwanie go Hitlerem jest hiperbolą słowną czyli jest przesadą. Podobnie jest z błędem logicznym znanym jako “association fallacy”, chodzi o związek kogoś z czymś, ale słaby związek, który jednak ktoś wykorzystuje jako argument. Np. dziennikarz znajduje rasistę z którym przeprowadza wywiad. Rasista twierdzi, że w wyborach będzie głosował na polityka X. Dziennikarz wyciąga wniosek, że polityk X jest rasistą. Nie twierdzę, że to niemożliwe. Polityk X rzeczywiście może być złym człowiekiem, ale wywiad z jednym rasistą jest niewystarczającym dowodem na poglądy polityka X. Z takim zastosowaniem można się spotkać często w polityce. Często wtedy używa się też innej nazwy tego sofizmatu, brzmi ona “bad company fallacy” czyli sofizmat złego towarzystwa. Np. twoim znajomym jest przestępca, a więc ty też musisz być przestępcą. Jednak “association fallacy” niekoniecznie musi być negatywnym sofizmatem. Może być także pozytywnym i również wtedy jest błędem logicznym. Np. Martin Luter King był dobrym człowikiem. Był on też baptystą. Polityk X jest baptystą, a więc także jest dobrym człowiekiem. Może parę przykładów z polityki: David Duke czyli były przywódca KKK popierał Donalda Trumpa, a więc Trump jest rasistą. Dziadek Donalda Tuska był w Wermachcie, a więc Tusk jest faszystą. Podsumowując association fallacy czyli sofizmat związku opiera się nikłych połączeniach danej osoby z jakąś grupą bądź osobą. Ten błąd logiczny może być negatywny lub pozytywny, ale w obu wypadkach jest niedostatecznym argumentem. Najczęściej można spotkać negatywną wersję, która często jest nazywana też “bad company fallacy” czyli sofizmatem złego towarzystwa. Gdy w ten sposób jest atakowana druga strona w dyskusji jest to “ad hominem” czyli porzucenie właściwego sporu aby zaatakować oponenta. Jak przeciwdziałać temu argumentowi? Zauważmy, że najczęściej jest to próba odwrócenia uwagi od właściwej dyskusji. Np. polityk X mówi o ekonomii, a jego przeciwnik zmienia temat pytając go czy to prawda, że popierają go rasiści. Co może zrobić polityk X? Może wskazać, że jest to próba zmiany tematu dyskusji i kontynuować poprzedni temat.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 3 miesiące temu
42 - No true Scotsman
Dziś chciałbym omówić sofizmat “No True Scotsman”. Polskie tłumaczenie brzmiałoby pewnie: “Żaden prawdziwy Szkot”. Jak wygląda ten błąd w praktyce? Ktoś mówi: “Wszyscy Szkoci grają na dudach”, na co jego rozmówca stwierdza: “Ja jestem Szkotem i nie umiem grać na dudach”. Wtedy właśnie pada zwykle ten sofizmat w słowach: “A więc nie jesteś prawdziwym Szkotem”. Błąd ten często jest podawany jako obrona przed krytyką członka jakiejś grupy. Np. ktoś mówi do katolika, że jakiś ksiądz dopuścił się jakiegoś grzechu. Na co katolik może odpowiedzieć, on nie był prawdziwym katolikiem. Często tego typu użycie widać w dyskusjach o tym czy lepszym ustrojem jest kapitalizm czy komunizm. Zwolennicy kapitalizmu przytaczają przykłady komunizmu wprowadzonego w przeszłości jako dowód, że ten ustrój czyli komunizm nie działa, a wtedy zwolennicy komunizmu twierdzą, że tamto to nie był prawdziwy komunizm. Taka obrona pada gdy ktoś krytykuje komunizm w Rosji, Chinach, na Kubie czy ostatnio w Wenezueli. Wróćmy do mojego przykładu z katolikiem i kimś kto krytykuje członków kościoła katolickiego. Czy w tym kościele są sami święci? Nie, krytykant zawsze znajdzie coś do czego może się przyczepić, bo nie ma idealnych ludzi. Tak więc katolik nie może się bronić twierdząc, że tamten to nie był prawdziwy katolik, bo ideałów nie ma. Tak samo jest w kwestii wprowadzania jakiegoś ustroju. Czy jest możliwe wprowadzenie prawdziwego komunizmu, takiego idealnego? Odpowiedź brzmi nie. A więc krytyka przeszłych prób wprowadzenia komunizmu jest jak najbardziej poprawną krytyką. Zauważmy też, że stosowanie takiej obrony wobec idei komunizmu może być zastosowane także przez zwolenników kapitalizmu. Zwolennicy tego ustroju najczęściej są także zwolennikami wolnego handlu i braku ingerencji rządów w rynek. Czy gdziekolwiek istnieje taki system? Nie, a więc zwolennicy kapitalizmu na krytykę komunistów także mogliby odpowiedzieć, że prawdziwy, taki idealny kapitalizm z wolnym rynkiem nigdy nie istniał. I mieliby rację. Powiedzmy, że w jakimś kraju np. w USA w jakimś okresie był kapitalizm wprowadzony np. na 80%. Nie był idealny, bo np. wolny rynek był w mały sposób regulowany przez państwo. W tym samym czasie w Rosji komunizm był wprowadzony na 70%, bo pozostała jeszcze jakaś własność prywatna. Zauważmy, że żaden z tych ustrojów nie był wprowadzony do końca. Możemy tylko zgadywać jak by wyglądał 100% kapitalizm oraz jak by się żyło w 100% komunizmie. Tak więc oceniając możemy ocenić tylko te próby wprowadzenia danego ustroju, które zostały wprowadzone. Nie jesteśmy w stanie ocenić jakby wyglądało 100% wprowadzenie jakiejś idei, bo to się nigdy nie zdarzyło. Gdzie jest błąd w rozumowaniu typu: “no true Scotsman”? Zauważmy, że wysuwający ten sofizmat stawia siebie na pozycji kogoś, kto ma prawo definiować kto jest prawdziwym Szkotem, prawdziwym katolikiem czy który komunizm jest prawdziwy, a który nie. W ten sposób może obalić każdy kontrargument. Np. komunizm wprowadzono w Rosji i doprowadziło to do ludobójstwa, głodu itd. Ale to nie był prawdziwy komunizm. No to Chiny, tam też wprowadzono komunizm i doprowadziło to do głodu itd. Itd. itp. Jak obalić ten błędny argument? Gdy ktoś twierdzi, że np. komunizm w Rosji nie był prawdziwy można go zapytać gdzie zatem wprowadzono taki prawdziwy komunizm? Gdy odpowie, że nigdzie to następnym pytaniem może być: to na jakiej podstawie twierdzisz, że komunizm jest lepszy od kapitalizmu? Gdy argument dotyczy Szkotów, można sprawdzić w statystykach ilu z nich umie grać na dudach i uświadomić kogoś twierdzącego, że wszyscy prawdziwi Szkoci wg niego stanowią tylko np. 1% populacji Szkocji. Inną strategią jest zagranie tej samej karty. Ktoś twierdzi, że tamto to nie był prawdziwy komunizm, można w odpowiedzi stwierdzić, że kapitalizm w USA to też nie jest prawdziwy kapitalizm, bo ten prawdziwy byłby idealny. W ten sposób na przykładzie można komuś wykazać jak głupim jest stosowanie tego sofizmatu. Na koniec może jeszcze przykład. Wyobraź sobie, że dyskusja dotyczy tego jaka zupa jest najlepsza na świecie. Temat dyskusji wydaje się absurdalny, bo jak to sprawdzić, ale zauważcie, że podobnie jest z ustrojem. Są ludzie, którzy lubią pomidorówkę, a inni lubią ogórkową. Tak samo są ludzie, którzy chcą prawie absolutnej wolności i w związku z tym chcą aby rządy miały jak najmniej władzy. Są też tacy, którzy chcą czegoś odwrotnego czyli rządów, które będą miały prawie nieograniczoną władzę i będą się opiekować obywatelami nawet wbrew ich woli. Każdy powinien wybrać zupę jaka mu odpowiada i to samo dotyczy ustroju. Wyobraź sobie jednak, że ktoś się upiera, że jego zupa jest najsmaczniejsza na świecie. Nazywa się ona zupa “cud”. Zaciekawił cię. Szukasz więc w internecie i znajdujesz informację, że kucharz we włoszech zrobił tą zupę i nikomu nie smakowała, a wręcz wiele osób się otruło. Twój rozmówca twierdzi jednak, że ten kucharz źle przygotował zupę i że to nie była prawdziwa. Szukasz więc dalej i znajdujesz informację, że także kucharz z Chin przygotował tą zupę, ale po niej wszyscy wymiotowali i mieli rozwolnienie. Twój rozmówca dalej twierdzi, że to nie była prawdziwa zupa “cud”. Zauważ, że nijak nie da się sprawdzić czy ta zupa jest najlepsza, bo nikt jej jeszcze dobrze nie przygotował. Tak właśnie jest z komunizmem. Podobno jest cudownym ustrojem, ale nikt nie umie go wprowadzić w życie bez głodu, mordowania przeciwników politycznych itd. Podsumowując: błąd logiczny sofizmatu No True Scotsman polega na tym, że ktoś odrzuca przypadki, które nie pasują do jego definicji. Czasami jak w przypadku twierdzenia “To nie był prawdziwy komunizm” prowadzi to do odrzucenia wszystkich istniejących przypadków, co stawia teorię o wspaniałości komunizmu wśród utopii, których nie da się wprowadzić. Dziękuję wam za wysłuchanie. Dziś w podkaście “Zdrowy Rozsądek” omówiłem sofizmat “No True Scotsman”, a szczególnie jego przypadek w formie “To nie był prawdziwy komunizm”. Zapraszam do komentowania.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 3 miesiące temu
41 - Dobroczynność i zdrowy rozsądek
Dziś chciałbym poruszyć kwestię dobroczynności oraz logiki. Dobroczynność to dość szeroki termin, ale ja skupię się dzisiaj na pomaganiu biednym. Tak więc gdy w tej audycji będę mówił o dobroczynności będę miał na myśli działalność charytatywną, na którą Anglicy mają jedno słowo - “charity”. Może najpierw historia z mojego życia. Poznałem kiedyś księdza, który był misjonarzem w Afryce. Ludzie byli tam tak biedni, że on oddawał im swoje posiłki. W ten sposób nie tylko pozbawiał się swojego pożywienia, ale także powodował, że zdrowie mu się pogarszało. Nie jest moim celem krytykowanie go. Każdy z nas podejmuje decyzje i każdy z nas ponosi konsekwencje swoich decyzji. Nigdy nie byłem w kraju, w którym ludzie nie mają co jeść. Być może na jego miejscu postąpiłbym tak samo. Zachęcam w tych audycjach do stosowania zdrowego rozsądku, ale czasami emocje biorą górę. Tak jest właśnie w wypadku dobroczynności, którą chrześcijanie nazwaliby pewnie miłosierdziem. Niestety pewni ludzie wykorzystują tą naszą skłonność. W Anglii, gdzie mieszkam odkryto jakich rzeczy dopuszczały się organizacje charytatywne. Nie tylko sprzeniewierzali zebrane od ludzi pieniądze, ale jeszcze wykorzystywali seksualnie tych, którym mieli pomagać. Czy takie skandale zniechęcają dobroczyńców? Nie, widok biednych ludzi, którzy cierpią sprawia, że ludzie zapominają o takich skandalach i dają dary miłosierdzia. Oczywiście nie wszystkie organizacje charytatywne sprzeniewierzają pieniądze darczyńców. Warto więc dowiedzieć się czegoś o takiej organizacji zanim wesprzemy ją datkiem. Dziś nawet wielu polityków pod wpływem emocji zamienia swoje państwa w organizacje charytatywne. Np. właśnie pod wpływem emocji Angela Merkel gdy zobaczyła zwłoki chłopca, który utonął podczas przeprawy przez morze zaprosiła wszystkich imigrantów do Niemczech i jak wiemy popłynęły później strumienie ludzi idących przez Europę do Niemiec. Decyzja kanclerz Merkel była na pewno miłosierna, ale czy była mądra? Kierowała się ona na pewno uczuciami, ale czy nie zabrakło jej zdrowego rozsądku? Może posłużę się przykładem. Wyobraź sobie dom, a w nim małżeństwo z dwójką dzieci. Rodzice zarabiają pieniądze, które przeznaczają także na swoje dzieci. Zapewniają im także edukację, rozrywkę itd. Powiedzmy, że giną ich sąsiedzi, a ich dzieci zostają sierotami. Nasze małżeństwo może zadecydować, że zaadoptuje te sieroty i wychowa je. Co to jednak będzie oznaczać dla ich własnych dzieci? Ich dzieci być może będą musiały zrezygnować z rzeczy, które miały przedtem. Państwa to w pewnym sensie rodziny. Rządy to rodzice, a obywatele to ich dzieci. Gdy rządy decydują się na przyjęcie imigrantów oczywistym jest, że będą miały mniej pieniędzy dla swoich obywateli. Ale pójdźmy z naszym przykładem jeszcze dalej. Powiedzmy, że nie tylko zginęli rodzice z sąsiedniego domu, ale wręcz z całej ulicy. Powiedzmy, że jest setka sierot, którymi nie ma się kto zająć. Czy nasza rodzina powinna ich wszystkich zaprosić? Być może serce podpowiadało by to zrobić, ale czy byłoby to rozsądne? Czy rodzice powinni podjąć taką decyzję o adopcji bez pytania swoich dzieci o zdanie? Co powinni zrobić gdyby ich dzieci nie chciały takiego rodzeństwa? Czy powinni ukarać swoje dzieci, bo nie mają tyle miłosierdzia co rodzice? Zauważmy, że decyzja księdza, który oddawał swoje jedzenie głodującym miała wpływ na jego życie. Decyzja rodzica o adopcji wpływa na jego własne dzieci, a decyzja polityka wpływa na obywateli. Gdy niektórzy obywatele buntują się, to politycy oskarżają ich o brak serca. Podobnie krytykują inne kraje, które nie chcą przyjąć nadmiaru uchodźców, którzy nie mieszczą się już u nich. Problemem jest tutaj wymuszanie swojego poglądu na innych. Jeżeli jeden ksiądz odda w Afryce całe swoje jedzenie głodującym, drugi odda połowę, a trzeci nic to każdy postąpił według swojego sumienia. Czy ten, który oddał wszystko ma prawo krytykować pozostałych? Jeżeli by to zrobił oznaczałoby, że uważa się za swego rodzaju wyrocznię, a wszyscy powinni postępować tak jak on. W dzisiejszym odcinku zadałem dużo pytań. Nie znam na nie odpowiedzi. Nie potrafię odpowiedzieć do jakiego stopnia powinniśmy się angażować w dobroczynność. Na pewno jednak nikt nie powinien zmuszać innych, aby robili dokładnie tyle co on. Każdy z nas ma prawo sam zdecydować ile chce przeznaczyć na ten cel. Audycja moja jednak zachęca do stosowania zdrowego rozsądku i nie chodzi mi tylko o to, że rozsądnie przemyślisz sprawę i nie będziesz przejmować się tymi, którym nie jesteś w stanie pomóc. Zastosowanie zdrowego rozsądku może pomóc w okazywaniu dobroczynności, a nie przeszkodzić w tym. Np. życie w krajach europejskich jest stosunkowo drogie, a życie w krajach trzeciego świata tanie. Np. utrzymanie jednego imigranta w Niemczech może kosztować powiedzmy 1000 euro. Ile osób dałoby się za tą sumę utrzymać w jakimś Afrykańskim kraju? Więcej o skandalu, o którym wspomniałem w audycji można przeczytać na stronie BBC: [link]
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 3 miesiące temu
40 - Bezpodstawne oskarżenia w propagandzie
Jednym z narzędzi propagandy są bezpodstawne oskarżenia. Prawo wymaga stosowania domniemania niewinności. Jednak jeżeli zostanie oskarżony ktoś kogo lubisz lub ktoś z twojej grupy to nie uwierzysz w oskarżenia. Gdy jednak będzie to dotyczyć nielubianej osoby bądź kogoś z przeciwnej grupy łatwiej ci będzie uwierzyć. Powinieneś jednak stosować domniemanie niewinności w obu wypadkach. Jeżeli są dowody przyjmij oskarżenia za fakt. Ale gdy nie ma dowodów, a oskarżenia wysuwa przeciwna strona jest wielce prawdopodobne że jest to propaganda. Propaganda stosująca bezpodstawne oskarżenie jako swoje narzędzie.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
39 - Chess-pieces fallacy (błąd pionków szachowych)
Dziś powiem krótko o “chess-pieces fallacy”, co można by przetłumaczyć na polski jako sofizmat pionków szachowych. Ten błąd logiczny polega na tym, że ludzie są traktowani jak pionki w szachach. Najczęściej ten błąd popełniają politycy, którzy mają władzę, aby potraktować ludzi w ten sposób. Nie będę tutaj omawiał kwestii moralnej takiego podejścia do ludzi. Politykowi może się wydawać, że przestawi ludzi z jednego miejsca na drugie, a oni będą posłuszni jak pionki w szachach. Oczywiście ludzie nie są pionkami i gdy się ich przestawi zmieniają swoje zachowanie. Np. polityk może wprowadzić 90% podatek dla milionerów, bo chciałby dostać więcej do budżetu państwa. Jednak tak wysoki podatek sprawi, że milionerzy prawdopodobnie przeprowadzą się do rajów podatkowych. Tak więc akcja polityka, która miała spowodować większe wpływy do budżetu spowoduje odpływ. Może jeszcze jeden przykład. W pewnym mieście politycy postanowili chronić starsze osoby wynajmujące mieszkania. Wprowadzono prawo, które miało zacząć obowiązywać od stycznia, że właściciele mieszkań nie będą mogli wyrzucać ani zwiększać opłaty za mieszkania dla osób w starszym wieku. Prawo ogłoszono w grudniu, miało zacząć obowiązywać od stycznia, a doprowadziło ono do tego, że w połowie grudnia większość starszych osób znalazła się na bruku. Właściciele mieszkań postanowili wyrzucić najemnców powyżej pewnego wieku. Tak więc bezmyślna polityka, która miała chronić starszych najemców spowodowała, że wielu z nich straciło miejsce do mieszkania. Podsumujmy. Chess-pieces fallacy, czyli sofizmat pionków szachowych to traktowanie ludzi jak pionków. Błąd w takim rozumowaniu jest taki, że przestawiony pionek posłusznie stoi tam, gdzie się go położy, ale zmiana prawa dotyczącego jakiejś grupy ludzi prowadzi do zmiany zachowania tej grupy ludzi. Np. większe opodatkowanie może sprawić, że ktoś przestanie pracować lub wyjedzie i wpływów z podatków będzie mniej. Wprowadzenie ochrony starszych najemców sprawi, że nikt nie będzie chciał im wynajmować mieszkań. Więcej o tym sofizmacie możecie poczytać w książce “Economic Facts and Fallacies” Thomasa Sowella. [link]
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
38 - Mary Sue i feminizm
W czasach wojującego feminizmu każda krytyka kobiety jest odbierana jako męski szowinizm i spotyka się z potępieniem feministek. Wykorzystują to wytwórnie filmowe, które ostatnio odniosły kilka porażek z feministycznymi filmami, ale każdy taki przypadek można dzisiaj zrzucić na męski szowinizm, który nie może znieść silnych kobiet w filmach. Niestety wiele kobiet pod wpływem czegoś co po angielsku nazywa się tribalism, a tłumaczy na polski jako przynależność plemienna zaczyna przyjmować takie tłumaczenie bez sprawdzenia. Aby zilustrować problem posłużę się fragmentami audycji podkastu Czytu Czytu. [link] Najsłabiej wypada tutaj porównanie Rey z Luke Skywalker. Dlaczego najsłabiej? Dlatego, że wykazuje braki w ich wiedzy w tym temacie. Przypomnijmy może, że Luke dostaje się na Sokoła, ale pilotuje go Han Solo. Rey dostaje się na ten sam statek i zna go lepiej po pięciu minutach niż Han Solo. Luke nie potrafi walczyć mieczem, w pierwszym filmie mamy scenę gdy robot treningowy potrafi go trafić, a w drugim filmie Luke traci rękę bo był zbyt pewny siebie. Za to Rey w pierwszym filmie pokonuje Kylo Ren, a w drugim samego Luke’a. Te postacie nie są identyczne - Luke nic nie potrafi na początku i uczy się przez całą trylogię podczas gdy Rey umie wszystko od samego początku i właśnie dlatego jest określana jako Mary Sue. W literaturze istnieje pełno przykładów takich męskich postaci, które powstały na długo przed rozpowszechnieniem terminu Gary Stu. Najlepszym przykładem będzie chyba Conan, czyli postać barbarzyńcy z opowiadań Roberta Howarda. Innym przykładem Gary Stu jest Old Shatterhand, czyli bohater z którym utożsamia się autor. Pojawia się on na dzikim zachodzie i od razu okazuje się, że jest silniejszy i sprytniejszy niż westmani, którzy zjedli tam swoje zęby. Dodatkowo jest od razu lubiany przez wszystkich dobrych bohaterów. Męskich postaci tego typu jest bez liku, a większość z nich powstała zanim zaczęto używać tego terminu. Taką postacią jest zresztą także w pewnym stopniu Superman. Chłopcy w pewnym wieku lubują się w takich postaciach. Ja np. zaczytywałem się w książkach o Old Shatterhandzie, a gdy spróbowałem do nich wrócić po latach nie mogłem tego czytać. Tak kiepska jest to literatura. Niestety dziewczyny nigdy nie przechodzą do konkretów omawiają wszystkie inne postacie np. Harrego Pottera pod tym kontem, ale nigdy nie przechodzą do omówienia postaci Rey czy Luke’a. Z tego faktu wnioskuję, że świetnie znają się na postaciach, które dokładnie omawiają, ale brakuje im wiedzy w kwestii Gwiezdnych Wojen. Omawianych postaci pod kątem bycia Mary Sue czy Gary Stu jest pełno. Mijają minuty, a nie pojawia się żaden argument w kwestii Rey. Zarzucają, że panowie czują się zagrożeni główną kobiecą postacią. Mieliśmy wiele ciekawych kobiecych postaci. Np. w Expanded Universe mamy żonę Luke’a Skywalkera czyli Marę Jade. Jest też córka Hana Solo czyli Jaina Solo, która jest nazywana mieczem Jedi. Nie mówiąc już o postaciach kobiecy z filmów takich jak Leia czy Ahsoka Tano. Męscy fani Star Wars uwielbiają te silne kobiety takie jak Mara Jade, Jaina Solo, Leia czy Ahsoka. Tak więc zarzucanie, że nie lubią Rey z powodu szowinizmu jest seksizmem. Zauważmy, że dziewczyny, nie podały żadnego argumentu czy kontrargumentu poza tym, że krytykujący są mężczyznami i krytykują z tego powodu, że są mężczyznami. Ustosunkujemy się do tego. Po pierwsze to prawda, że większość krytykujących to mężczyźni, ale jak już wspomniałem ci sami mężczyźni nie mają problemu z innymi silnymi kobiecymi postaciami w uniwesum Star Wars. Poza tym także kobiety krytykowały postać Rey. Po drugie zauważmy, że taki argument jest sofizmatem. Zamiast obalić jakiś argument wysuwany przez tych mężczyzn dziewczyny twierdzą, że ich argumenty są błędne dlatego, że są oni mężczyznami. Podsumowując. Dziewczyny od samego początku były przekonane, że męska widownia nie może znieść kobiecej bohaterki w Star Wars i z tego powodu nazywa ją Mary Sue. Taką tezę miały od samego początku. Problem polega na tym, że w żadnym miejscu nie udowodniły tej tezy. Nie podały żadnych argumentów za, nie obaliły żadnych argumentów strony przeciwnej czyli nie podały kontrargumentów. Po prostu od samego początku były pewne swojej tezy i nawet nie zadały sobie trudu, aby sprawdzić czy jest prawdziwa. Mam też wrażenie, że choć znają dobrze literaturę to mają słabe pojęcie o Star Wars. Świadczy o tym fakt, że świetnie omówiły inne postacie z książek, a o postaciach ze Star Wars wspomniały zaledwie kilkakrotnie. Ich błąd polegał na tym, że przeczytały gdzieś o męskim szowinizmie atakującym Rey ze Star Wars i przyjęły to za fakt nie zadając sobie trudu sprawdzenia faktów. Dziewczyny z Czytu Czytu świetnie rozumieją jak działa taka postać jak Mary Sue. Niestety zabrakło im wiedzy o Star Wars. Dały się też złapać w Tribalism. To był 38 audycja podkastu “Zdrowy rozsądek”, w której poruszyłem temat feminizmu, Mary Sue, tribalizmu, czyli przynależności plemiennej oraz uprzedzenia wobec płci przeciwnej. Dziękuję wam za wysłuchanie.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
37 - Ocenianie
Ocenianie ludzi, krajów, idei itd. Aby wprowadzić was w temat opowiem historię z mojego życia. Miałem 13 lat gdy w Polskich kinach pojawiło się “Wejście Smoka”. Oczywiście postanowiliśmy ćwiczyć, ale ponieważ nie było wielkiego wyboru poszliśmy wszyscy na judo. Pierwszy kolega odpadł po miesiącu, potem kolejno inni, a na końcu ja zostałem sam i też w końcu przestałem chodzić. Judo nauczyło mnie jednak bezpiecznego przewracania się. Potem było karate Shotokan. Zaczęło się podobnie poszliśmy całą grupą, prawie wszyscy koledzy z mojej klasy, po roku zostałem tylko ja sam z tamtej grupy i ponownie po jakimś czasie i ja przestałem chodzić. Na koniec była wietnamska sztuka walki zwana Vo-Quyen. Pochodzę z Bydgoszczy i tam można to było ćwiczyć. Ponownie powtórzył się ten sam schemat poszliśmy całą grupą, a potem ponownie zostałem tylko ja, bo wszyscy moi koledzy ponownie odpadli. We wszystkich tych wypadkach ja wytrwałem około dwóch lat w każdej z tych sztuk walki. Po co to wszystko mówię - chodzi mi o ocenę. Jeżeli ktoś chciałby oceniać moją wytrwałość to łatwo dojść do wniosku, że jej mi brakuje, bo nie wytrwałem. Jednak gdyby porównać mnie do moich przyjaciół ze szkoły to ja miałem najwięcej wytrwałości. Tak więc można mnie ocenić bezwzględnie - nie wytrwałem, można ocenić mnie też względnie czyli względem moich kolegów, a wtedy wypadam dobrze, bo wytrwałem najdłużej. Przejdźmy teraz do rzeczy, które chcielibyśmy ocenić. Np. USA to kraj, który ma wiele problemów, jednak jest to również miejsce, gdzie chce wyemigrować najwięcej ludzi na świecie. Tak więc w oczach tych wszystkich ludzi USA są lepszym krajem niż ich obecne miejsca zamieszkania. Inaczej mówiąc bezwzględnie USA nie jest dobrym krajem, ale względnie jest najlepszym. Tak samo można ocenić ustroje np. kapitalizm ma swoje wady, a więc jego ocena bezwzględna jest zła. Ale jeżeli ocenimy go względem feudalizmu, komunizmu to wypada całkiem nieźle. Pamiętaj, że ocena bezwzględna to porównanie do ideału, który nie istnieje, a ocena względna do ocena względem innych niedoskonałych ludzi. Np. najszybszy biegacz mógł pobiec bardzo słabo, ale jeżeli inni pobiegli jeszcze gorzej to on dostanie medal. Oby cały ten wywód podsumować jednym zdaniem posłużę się starym przysłowiem: “W krainie ślepców jednooki jest królem”. Kiedy więc oceniasz ludzi czy rządy zwróć uwagę czy oceniasz bezwzględnie czy względnie. Ocena bezwzględna jest bardzo surowa, bo oceniasz względem ideału. Lepiej jest oceniać względnie, bo to daje ci możliwość wybrania najlepszej możliwości, albo jakby ktoś powiedział najmniejszego zła.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
36 - Narracja w mediach
Witam w 36 odcinku podkastu Zdrowy Rozsądek. Zachęcam tutaj do stosowania logiki zwanej z polska zdrowym rozsądkiem. W poprzednim odcinku (35) poruszyłem temat propagandy. Dziś będzie o narracji, która jest jedną z metod propagandy. Jak może pamiętacie propaganda posługuje się półprawdami. Czym jest propaganda w narracji? Może posłużę się przykładem. Po zastrzeleniu czarnego przez policję rozpoczęły się rozruchy w czarnych dzielnicach i zaczęto palić sklepy. Media nadały wypowiedź żony zabitego, która nawoływała do zaprzestania tego palenia. Narracja w mediach polegała na tym, że przedstawiono tą kobietę, która straciła męża jako tą, która nawołuje do zaprzestania rozruchów. Jednak media przycięły jej wypowiedź. W dalszych słowach kobieta, wyjaśnia, że chodzi jej o to, aby zaprzestano palenia sklepów w czarnych dzielnicach, ale aby to robić w dzielnicach białych. Było to kłamstwo, bo z wycięto wypowiedź tej kobiety, aby zrobić lepsze wrażenie. Wprawdzie takie kłamstwo to też rodzaj narracji, ale narracji kłamliwej. To o czym ja chciałbym dzisiaj powiedzieć to narracja, która posługuje się prawdą, ale mimo wszystko wprowadza w błąd. Media w opozycji do prezydenta Trumpa nie skupiają się oczywiście na jego sukcesach ekonomicznych i politycznych, do tych można zaliczyć wzrost GDP czy rozmowy z Koreą Północną. Media opozycyjne skupiają się na historii dzieci nielegalnych imigrantów, które oddziela się od ich rodziców. Narracja jest tutaj prawdziwa, bo tak się rzeczywiście dzieje. Od października 2017 roku do maja 2018 roku przynajmniej 2700 dzieci zostało odłączonych od rodziców. Większość tej liczby bo prawie 2000 zostało wziętych w ostatnich dwóch miesiącach, czyli obecnie około 45 dzieci dziennie jest odbieranych nielegalnym imigrantom. Pewien mężczyzna z Hondurasu po zabraniu jego dzieci popełnił samobójstwo. Odpowiedzią prezydenta Trumpa było wytknięcie faktu, że to prawo wprowadzili jego przeciwnicy polityczni, czyli demokraci (Trump jest republikaninem) oraz, że to prawo obowiązywało za poprzednich prezydentów, w tym Baraka Obamy. Media mimo wszystko nazywają to oddzielanie dzieci “polityką Trumpa”, co już jest przekłamaniem, bo równie dobrze można by to nazwać polityką Obamy. Po odpowiedzi prezydenta myślałem, że sprawa jest zamknięta. Media twierdzą, że Trump jest bez serca, bo oddziela dzieci od rodziców, Trump odpowiada, że to prawo istnieje od dawna i było równie skutecznie wprowadzana za kadencji Baraka Obamy. Tak więc w moich oczach sprawa jest wyjaśniona i zamknęta. Tym bardziej, że Trump, a później także jego żona nawołują do zmiany tego prawa. Okazuje się jednak, że to nie koniec, a to z powodu siły narracji. Uczę się hiszpańskiego, a mieszkam w Anglii. Jakże zdziwiłem się gdy parę dni po tym jak myślałem, że sprawa jest załatwiona znalazłem w hiszpańskich mediach artykuły o bezlitosnej polityce Trumpa w kwestii oddzielania rodziców i dzieci. To samo dotyczy BBC, które również potępia prezydenta USA z tego samego powodu. Myślę, że i w polskich mediach znalazły się gazety, które dalej podtrzymują tą narrację o “bezlitosnej polityce Trumpa”. Dlaczego ta metoda propagandy ma taką siłę? Narracja to krótka historia, którą da się opowiedzieć często w jednym zdaniu. Z kolei udowodnienie, że jest nieprawdziwa wymaga sprawdzenia faktów i przemyślenia. Ludzie korzystający z mediów są leniwi i przyjmują narrację bez sprawdzania. Ktoś by powiedział, że przecież nie kłamią, a krytyka to zwykły whatabouttizm. Zwróćmy uwagę jednak na ukryty komunikat. Media opozycyjne mają zdyskredytować obecnego prezydenta, a wprowadzić na ten urząd jednego ze swoich. Tak więc to czysta hipokryzja, gdy obecnemu prezydentowi zarzuca się to samo, co robił ich prezydent. Co możesz zrobić? Jeżeli zauważysz, że media, z których korzystasz używają takiej narracji, czyli opowiadają ci historię nie przedstawiając wszystkich faktów, tak abyś wyciągnął błędne wnioski to po prostu przestań korzystać z takich mediów. Jeżeli media tworzą lub powtarzają taką błędną narrację możliwe są tylko dwa scenariusze. Albo przekazują półprawdę świadomie chcą zmylić czytelników, widzów bądź słuchaczy, albo są totalnymi ignorantami. Myślę, że oba wypadki są wystarczającymi powodami, aby przestać korzystać z takiego medium. Jeżeli ktoś szerzy propagandę świadomie lub powtarza ją z głupoty. W obu wypadkach na takim medium nie można polegać. Dziękuję za wysłuchanie.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
35 - Propaganda
Rzetelne nauczanie i propaganda - jak je odróżnić. Ludzie mogą brać propagandę za rzetelne nauczanie. Mogą też twierdzić, że rzetelne nauczanie jest propagandą. Rzetelne nauczanie jest oparte na faktach i logice. Na początek zadaj pytania: Kim jest autor? Jakie jest źródło? Czemu mamy tego autora albo to źródło obdarzyć zaufaniem? Jak rozpoznać propagandę? Propaganda to wyższa forma kłamania. Stosuje insynuacje, półprawdy, emocje oraz zastraszanie. Pojęcie to czyli "propaganda" powstało w 1622 gdy utworzono "Sacra Congregatio de Propaganda Fide" - katolicką instytucję do walki z protestantyzmem. Jak się bronić? Propaganda stara się podważyć twoje zaufanie np. do pewnych osób czy całych grup. Nie trać więc łatwo zaufania. Sprawdź fakty. Najważniejsze jest jednak to aby nie dać się ponieść emocjom, bo emocje przesłaniają zdrowy rozsądek. Propaganda to także zastraszanie. Czasami wyrażenie przeciwnego zdania grozi osyracyzmem, pobiciem czy nawet śmiercią. Gdy ktoś zobaczy jak ktoś mający przeciwne zdanie został ośmieszony sam będzie się bał wyrazić swoje zdanie. W tej sposób propaganda atakując osobę zamiast argumenty usuwa potencjalnych dyskutantów, którzy ze strachu nigdy nie przedstawią swojego zdania. Jak się obronić? Panuj nad emocjami, sprawdź fakty i stosuj zdrowy rozsądek. Nie pomyl rzetelnej nauki z propagandą. Gdy ktoś stara się ciebie przekonać do zmiany zdania, ale stosuje fakty i logikę jest to rzetelna nauka, a nie propaganda. Gdy jednak ktoś stosuje argumenty odwołujące się do emocji to prawdopodobnie propaganda.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 5 miesięcy temu
34 - Talenty Gallupa
Odcinek 34 był nagrywany na łonie natury. Jest też bardzo osobisty. Omawiam tutaj talenty Gallupa czyli mocne strony wg Cliftona. Skupiam się szczególnie na moich pierwszych pięciu czyli: 1. Context - Kontekst 2. Learner - Uczenie się 3. Analytical - Analityk 4. Individualization - Indywidualizacja 5. Command - Dowodzenie
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 5 miesięcy temu
33 - Petitio principii - Błąd niedostatecznego uzasadnienia (Begging the question)
Witam w 33 audycji podkastu “Zdrowy rozsądek”. Dziś krótko omówię błąd, który po angielsku jest znany jako “Begging the question”. Nazwa ta jest dość myląca, bo pochodzi od błędnego tłumaczenia łacińskiego “petitio principii”, co można przetłumaczyć jako “zakładając wstępny warunek”. Pierwszy opisał ten błąd logiczny Arystoteles. Ten sofizmat polega na tym, że sama konkluzja jest logiczna, po prostu ten początkowy, wstępny warunek jest nieprawdziwy. Przykładem może być: wszystkie kruki są czarne, a więc ptaki, które nie są czarne na pewno nie są krukami. Gdyby to była prawda, że wszystkie kruki są czarne, to na pewno ptak innego koloru nie byłby krukiem. Jednak ten początkowy warunek jest błędy - w przyrodzie występują przecież białe kruki. Zauważmy, że założenie “wszystkie kruki są czarne” i wniosek “ptaki, które nie są czarne nie są krukami” w zasadzie podają tę samą informację. Z tego powodu petitio principii albo begging the question jest często tz. błędnym kołem w rozumowaniu. Ale nie zawsze. Chodzi o to, że ktoś zakłada, że podstawowa informacja jest prawdziwa choć nie ma dowodów i na podstawie tej nieprawdziwej bądź niesprawdzonej informacji wyciąga dalsze wnioski. Przykładem takiego wnioskowania może być pytanie podejrzanego w sprawie o morderstwo: “Jak się czułeś gdy zabijałeś żonę?” Podsumowując - błędem jest zakładanie, że coś jest prawdą i wnioskowanie na podstawie tego nieudowodnionego założenia. Jeżeli założenie nie jest pewne wniosek jest jeszcze mniej pewny.
pobierz odcinki RSS iTunes www
Starsze >
>>
miodek