Rafał Hetman o książkach

Sortuj: kategoriami | alfabetycznie
Najpopularniejsze w tygodniu
Opis: Książki, głównie literatura faktu, przede wszystkim reportaże.
Data dodania: 2019-06-07 18:31:00
Data aktualizacji: 2020-07-13 12:50:04
Audycji w katalogu: 53
Stan:
Wciąż na fali (aktywny)
opublikowany 20 dni temu
#53: Za kulisami magazynu "Non-fiction". Rozmowa z Dorotą Groyecką
Magazyn "Non-fiction" wystartował ze swoim podcastem. Nazywa się "Na ucho" i możecie go znaleźć na Spotify, iTunes i w wielu innych aplikacjach podcastowych. W najnowszym odcinku mojego podcastu rozmawiam z Dorotą Groyecką, redaktorką naczelną magazynu "Non-fiction", która opowiada o tym, co znajdziecie w audycji "Na ucho", ale również zdradza kulisy powstawania samego magazynu. Ten odciek przygotowałem we współpracy z magazynem "Non-fiction". Chcemy w nim przede wszystkim zachęcić was do sprawdzenia podcastu "Na ucho", w którym posłuchacie między innymi o kulisach powstawania poszczególnych tekstów do magazynu, ale jednocześnie chcemy wam też opowiedzieć o samym magazynie. Mam nadzieję, że odcinek będzie dla was interesujący! A tutaj fragment rozmowy: Rafał Hetman: Wchodziliście na rynek z Magazynem „Non-fiction” z ambitnymi hasłami dotyczącymi tworzenia magazynu i tworzenia nowoczesnych mediów. Czy rzeczywistość zweryfikowała wasze plany, założenia, które mieliście na samym początku? Dorota Groyecka: Pierwsze, co przychodzi mi do głowy to to, że nie ukazujemy się tak często, jakie były pierwsze założenia. (…) Natomiast realia są takie, że przy małym projekcie, niezależnym z czegoś trzeba zrezygnować. (…) To był taki kompromis, żeby nie rezygnować z jakości tych treści, żeby nie tworzyć ich na szybko, żeby nie rezygnować z porządnej redakcji i korekty. (…) Myśmy założyły magazyn, będąc młodymi dziennikarkami po szkole reportażu. A często jest tak, że media tworzą osoby z dużym doświadczeniem i większym zapleczem. Dużo pracy włożyłyśmy w to, żeby pokazać, że młodzi ludzie też mogą stworzyć fajny projekt. Nawet bez zaplecza, jakim są znane nazwiska czy bardzo duże finanse. Rafał Hetman: A czy trudne było rozpychanie się w niszy magazynów, która jest jednak niewielka? Dorota Groyecka: Mam takie poczucie, że jeśli chodzi o rynek magazynów, to to nie było trudne. Bo po prostu jest ich tam mało, że pojawienie się nowego tytułu wzbudziło zainteresowanie ludzi, którzy lubią magazyny, którzy je kolekcjonują. Miałyśmy też takie poczucie, że inne niezależne magazyny nas wspierają. Powstawały artykuły o nas, czy też na Facebooku i Instagramie niezależne media też nas promowały i podobnie było z wydawnictwami, które wydają reportaże. (…) Natomiast miałam takie poczucie, że nie do końca ten projekt został zaaprobowany przez taki reporterski trzon, tzn. bardziej doświadczonych reporterów, i środowisko związane z mediami, które są już na rynku od dawna. (…) Mam wrażanie, że takie niszowe inicjatywy czasami mają pod górkę i ciężko jest im z takimi bardzo dużymi podmiotami, nawet nie konkurować, ale może stawać sobie obok nich. Chociaż może to zrobiłyśmy?
pobierz 44.2 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
#52: Po tej książce inaczej spojrzysz na więźniów i więzienie. "Pudło" Niny Olszewskiej
O tym, jakie przeszkody czekały na reporterkę, kiedy pisała „Pudło. Opowieści z polskich więzień” i o tym, dlaczego więźniowie to trudni bohaterowie, opowiada Nina Olszewska, której debiutancka książka ukazała się właśnie w Wydawnictwie Poznańskim. Fragment rozmowy: - Nie umiem sobie w tej chwili wyobrazić trudniejszego tematu do realizacji. Być może dlatego, że jeszcze bardzo dobrze pamiętam, co przeszłam. (…) W momencie, w którym wiedziałam, że wchodzę do więzienia, że o 8:00 zadzwonię do bramy i zostanę stamtąd wyproszona uprzejmie w momencie kiedy skończy się dzień pracy oddziału penitencjarnego i najprawdopodobniej nie uda mi się dostać tam drugi raz, dlatego że więzienia mają bardzo niewiele cierpliwości, to wiedziałam, że drugiej szansy może nie być. (…) Kiedy przyjeżdżałam do więzienie i dzwoniła do jego bramy, zawsze czułam bardzo wszechstronną presję, że musze maksymalnie wykorzystać te godziny, które mi są dane, że muszę dać z siebie wszystko. Prawdopodobnie nigdy w życiu nie denerwowałam się tak przed żadną reporterską rozmową. Chociaż to nie było zdenerwowanie negatywne, ale raczej podekscytowanie rozmową i świadomość, że jestem trochę jakby na olimpiadzie i od tego występu wszystko zależy. Kończył się to tym, że kiedy wychodziłem po sześciu, ośmiu godzinach, odkrywałam, że nawet się nie napiłam albo że nie byłam w toalecie. (…) Więźniowie są trudnymi bohaterami. Jeżeli informuję czytelnika, że mój bohater jest osobą w więzieniu, to on na starcie dostaje niewiele punktów. I moim obowiązkiem jest to, żeby tak o nim opowiedzieć, żeby czytelnik mógł dostrzec coś więcej niż karę, niż przestępstwo i poczuł coś więcej niż potępienie. Odcinek przygotowany we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.
pobierz 43.4 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 3 miesiące temu
#51: Jak działają epidemie? Rozmowa o książce "Prawa epidemii" Adama Kucharskiego
- Ta książka uzbraja nas w narzędzie do lepszego zrozumienia świat i lepszego odczytywania informacji, które do nas docierają. Bo zrozumienie epidemii jest szalenie trudne i tak jak pisze Kucharski, nie mam idealnej bazy danych, do której możemy przyłożyć model matematyczny. (…) To o czym Kucharski bardzo dobrze pisze, to jest fakt, że znając przebieg jednej epidemii, znamy… przebieg jednej epidemii – tłumaczy Anna Zdrojewska-Żywiecka, prezes Grupy Wydawniczej Relacja. - Jeżeli prognozowanie jest dobre i odpowiednio wystraszy ludzi i ci ludzie zareagują w sposób właściwi, to prognozowanie się nie spełni – dodaje Zdrojewska-Żywiecka. - Ale też, jak pokazują przykłady, które Kucharski opisuje w sowiej książce, jest szalenie trudne wywołać tę właściwą reakcję. Tutaj bardzo interesująca jest historia walki z malarią. Pomimo tego, że już bardzo długo wiedziano, że do zakażeń malarią dochodzi  a pośrednictwem komarów, to przekonanie rządów do walki, polegającej na tym, żeby eliminować komary, zajęło naukowcom kilkadziesiąt lat.
pobierz 27.8 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
#50: Ceny starych książek was zadziwią. Rozmowa o antykwarycznym biznesie
O tym, ile mogą kosztować stare książki, za jaką cenę można kupić pierwsze wydania „Pana Tadeusza” lub „Sklepów cynamonowych” i jak wygląda antykwaryczny biznes opowiadają Marcin Gałązka i Artur Jastrzębski z antykwariatu Kwadryga z Warszawy. Fragment rozmowy: Artur Jastrzębski: Zdarzają nam się sytuacje w antykwariacie, kiedy klient przychodzi z jakimiś pozycjami do sprzedaży, my przeglądając je, pytamy czy ma jakieś inne pozycje do sprzedania, między innymi pocztówki, i klient wtedy zawiesza głos i mówi: o, przepraszam, ale pocztówki właśnie wyrzuciłem. Pytamy wtedy: jakie miał pan pocztówki? On odpowiada: przedwojenne, zapisane, z miejscowościami polskimi… My wtedy mówimy: właśnie pan wyrzucił samochód do kosza. I dopiero wtedy do klientów dociera, że może warto przed wyrzuceniem czegoś do kosza zadzwonić do antykwariatu i dowiedzieć się, ile dana rzecz jest warta. Ostatnio często słyszymy o książkach wyrzucanych z mieszkań, które lądują od razu w kontenerach na śmieci. Ludziom nie chce się sprawdzić, czy np. wyrzucają jakieś cenne dokumenty. A wystarczy jeden telefon i może ktoś przyjechać i określić wartość danej pozycji.
pobierz 38.2 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 6 miesięcy temu
#49: Dobre książki o uchodźcach. Rozmowa z Aleksandrą Rutkowską z PCPM
Dziś z Aleksandrą Rutkowską, rzeczniczką Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, rozmawiam o dobrych książkach na temat uchodźców w Polsce i na świecie - o książkach Samar Yazbek, Izy Klementowskiej, Bena Rawlence'a i Zygmunta Baumana. A także o pracy PCPM w różnych częściach świata.  (Fotografia do odcinka: Jowita Kozłowska) Oto fragment rozmowy: Aleksandra Rutkowska: Zygmunt Bauman na łamach książki „Obcy u naszych drzwi” analizuje coś, co nazywa paniką migracyjną – takim niepokojem przed tym, co inne, obce, nieznane. (…) To co jest dużą wartością i cenną refleksją płynącą z tej książki, to próba uświadomienia czytelnikom, z czego się bierze ta niechęć, ten niepokój, związanym z obcym, który puka do naszych drzwi. To znaczy, że wraz z tym obcym, który był gdzieś na końcu świata, przychodzą historie, dramaty, kryzysy. Wcześniej, to wszystko było odległe, to było coś, czym nie musiałem, ja, Jan Kowalski, się zajmować. Wraz z uchodźcami, wraz z migrantami, wraz z tytułowymi obcymi, przychodzi kryzys, przychodzi świadomość tego kryzysu, przychodzi obraz świata, który kiedyś wydawał się odległy. (…) Bardzo często, uchodźców, ludzi, którzy uciekają przed wojną nazywa się migrantami ekonomicznymi. I to, co robi Bauman, to mówi o tym zjawisku. Tutaj cytat: „Gdy opinia publiczna już raz zaklasyfikuje ich jako potencjalnych terrorystów, migranci trafiają poza granice i zasięg moralnej odpowiedzialności. Poza przestrzeń współczucia i odruchu odpowiedzialności”. (…) Wiele wątków, które Bauman porusza, dzieje się na płaszczyźnie języka. (…) Wiem, że rozmawiamy o książkach, ale pozwolę sobie powiedzieć, o Ladine Labaki. To jest libańska reżyserka, która w niesamowity sposób poprzez filmy pokazuje tę rzeczywistość uchodźczą. Ona zrobiła kilkadziesiąt wywiadów, szukając bohatera do swojego filmu. Większość dzieci powiedziało jej, że wolałoby się nigdy nie urodzić. To powinien być dla nas taki alarm. Do czego my doprowadziliśmy jako społeczność? W tym momencie dojrzewa pokolenie pozostawionych gdzieś na uboczu, wykluczonych ludzi, często bez edukacji, wrzuconych do pewnego worka. Wielokrotnie spotykam się z pytaniami, czy nie boję się, czy tam nie jest niebezpiecznie? To są ludzie, którzy uciekli przed tym „niebezpiecznie”. Oni szukają bezpieczeństwa. A tak samo bezpieczeństwem osłaniają się wszyscy ci, którzy tym ludziom pomóc nie chcą.
pobierz 38.6 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 6 miesięcy temu
#48: Szymon Opryszek: Marzy mi się reportażowy mad max
- Wiele reportaży powstających ostatnio w Polsce, pisanych jest bardzo sztampowo, według jednego formatu, czy też jednej wizji reportażu. A mi się marzy taki mad max reportażowy – mówi Szymon Opryszek, laureat tegorocznego konkursu reporterskiego Wydawnictwa Poznańskiego. We wtorek 21 stycznia odbyła się gala, na której poznaliśmy laureata konkursu dla reporterów i reporterek organizowanego przez Wydawnictwo Poznańskie. W ramach konkursu kandydaci składali pomysły na swoją książkę reporterską. Zwyciężył projekt Szymona Opryszka, który zamierza napisać książkę o niedoborach wody na świecie. W najnowszym odcinku podcastu rozmowa z laureatem, w której Opryszek opowiada o projekcie i o pisaniu reportaży. Oto fragment. Szymon Opryszek: Wiele reportaży powstających ostatnio w Polsce, pisanych jest bardzo sztampowo, według jednego formatu, czy też jednej wizji reportażu. A mi się marzy taki mad max reportażowy – trochę więcej emocji, trochę więcej luzu, stylu i fantazji w tekście. Rafał Hetman: A czy ten mad max znajdujesz u innych autorów? Szymon Opryszek: Znajduję, ale nie w reportażu, czy w literaturze non-fiction. Jestem miłośnikiem Filipa Rotha, który pisze o problemach świata, o problemach, które nas dotyczą, w taki sposób, że ma się uczucie, jakby się oglądało dobry, wciągający film. Takie teksty mnie kręcą, ale nie wiem czy jestem w stanie kiedykolwiek coś takiego napisać. Myślę też, że reportaż otwiera się na nowe formy i uważam, że warto zmieniać trochę już skostniały system. Rafał Hetman: Takie przełamanie tradycyjnych form widzieliśmy niedawno u Mariusza Szczygła w „Nie ma” i Filipa Springera w „Dwunaste: nie myśl, że uciekniesz”. Szymon Opryszek: Wymieniłeś dwa nazwiska, które są mocnymi nazwiskami na rynku reporterskim. Myślę, że problemem reportażu w ostatnich latach jest też taki, że reporterów jest bardzo dużo i są oni dosyć młodzi. To nasze pokolenie boi się eksperymentować, bo wie, że łatwiej będzie coś wydać w tej sprawdzonej formie. I to zapewne wygląda też tak, że to wydawnictwa wiedzą, jak i co się sprzedaje. W związku z czym, boją się eksperymentów. Ja mam nadzieję, że będę mógł eksperymentować.
pobierz 22.9 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 6 miesięcy temu
#47: Sekrety pracy tłumacza. Rafał Lisowski odpowiada na wasze pytania
Jak wygląda praca tłumacza? Czy współpraca z autorami bywa trudna? Czy tłumacz to współautor książki? Jaką władzę ma tłumacz nad tłumaczonym tekstem? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w rozmowie z Rafałem Lisowskim, tłumaczem książek, m.in. Stephena Kinga, Kurta Vonneguta i wielu reportaży.  Oto fragment rozmowy: Rafał Hetman: Czy różne tłumaczenia tej samej książki mogą nam zmienić jej odbiór? Rafał Lisowski: Niewątpliwie, kiedy mam do czynienia z przekładami z różnego czasu, kiedy mówi o tekstach starszych, które przez dziesięciolecia, czy nawet dłuższy czas, mogły być wielokrotnie przekładane, to widzimy, że to się przekłada na inny język, na inne podejście do tłumaczenia. Widzimy, że na przykład jedni tłumacze zwłaszcza dawniej bardziej przybliżali ten tekst odbiorcy, w tym sensie, że jeżeli spojrzymy na dawniejsze tłumaczenia klasycznych tekstów, to zauważymy że często rzeczy związane z obcością, chropowatością oryginału bywały ugłaskiwane, bo też była taka kultura w Polsce, że tekst powinien być napisany literacką polszczyzną. A dzisiaj tłumacze bardziej dostrzegają wyjątkowość, inność, osobność autora, którą chcą oddać w np. bardziej chropowatą prozą. (…) Wydaje mi się, że najistotniejsze w tłumaczeniu jest to, by dostrzec w tekście to, co jest najważniejsze i to uwypuklić. Ale dla innego tłumacza coś innego będzie tym najważniejszym. Dla jednego to będzie fraza i na przykład taki tłumacz skupi się na melodii języka, na tym, że tu są aliteracje, tu jest krótkie słowo i wtedy na przykład będzie trzeba troszkę zmienić sens tekstu. A dla drugiego tłumacza sens będzie najważniejszy i poświęci na jego rzecz formę tekstu. Oczywiście, super by było, gdyby się dało wszystko uratować, ale zazwyczaj to jest niemożliwe. (…) Pamiętam, że kiedy zacząłem czytać tłumaczenie „Depesz” (Michael Herr, przeł. Krzysztof Majer – RH), to musiałem się przyzwyczaić do niego, dlatego że z mojej tłumackiej perspektywy miałem taki opór, że jak to, przecież ten język jest za współczesny. (…) Powiem tak, wydaje mi się, że wszystko uchodzi w tłumaczeniu, jeżeli ma to uzasadnienie, jeżeli to się broni jakimś konceptem.
pobierz 44.2 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 6 miesięcy temu
#46: Dziewięć najlepszych książek 2019 roku z literatury faktu
Podsumowanie 2019 roku, w którym prezentuję moją listę najlepszych książek z literatury faktu, jakie ukazały się w 2019 roku. 
pobierz 29.3 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 7 miesięcy temu
#45: Jak się żyje na poniemieckim? Rozmowa z Karoliną Kuszyk
O książce "Poniemieckie" i o tym, jak się żyło i żyje na "Ziemiach odzyskanych" rozmawiam z reporterką Karoliną Kuszyk, której najnowsza książka ukazała się pod koniec 2019 roku w Wydawnictwie Czarne. Oto fragment rozmowy:  Rafał Hetman: Piszesz w swojej książce, że trudno jest nam Polakom żyć z różnorodnością. Nawet teraz, jak piszesz, kiedy mamy dwie Polski, to nawet z tymi dwiema Polskami nam trudno. Nie wspominając już o Polsce różnorodnej, która mieszała od dawna niemieckość, żydowskość, ukraińskość. Karolina Kuszyk: Z różnorodnością jest tak, że chyba nie tyle trudno jest nam ją zaakceptować, ale często w obecnej oficjalnej narracji jest takie parcie na polskość i ja nie jestem pewna, czy to nam dobrze robi. Już po publikacji książki pojawiły się takie komentarze, przy czym było ich naprawdę niewiele, że po co tym pisać, że to jest przeszłość, że to może zostać źle odebrane i właściwie to już nie ma tematu, bo przecież teraz tutaj to już jest Polska (…). Jest trochę tak, jeszcze, że kiedy zaczynamy rozmawiać o Niemcach, zaraz się pojawia wyimaginowany hitlerowiec i zza węgła nas ostrzeliwuje. Ale myślę, że warto mówić o poniemieckości, o posowieckości, bo jej też jest pełno u nas (…). Fajnie by było, gdybyśmy potrafili żyć z ambiwalencją, ze świadomością, że nie ma łatwych odpowiedzi. I myślę, że jeśli będziemy opowiadać sobie o poniemieckim, to nie staniemy się przez to mniej polscy. Polskość nie jest naczyniem, z którego coś może ubywać, czy coś się może ulatniać. Bo gdyby tak było, to oznaczałoby, że krucho jest z nami. A w takiej polskości otwartej, pewnej siebie i próbującej samą siebie zrozumieć, myślę, że też powinno być miejsce na refleksje o tym, co zrobiliśmy z rzeczami po Żydach, po Niemcach itd. (…) Rafał Hetman: A czy przestrzeń nas jakoś definiuje? Pytam np. w kontekście wyników wyborów. Zwykle jest tak, że wschód Polski jest bardziej konserwatywny, a zachód liberalny w wyborach. A przecież na zachodzie mieszkają ludzie przesiedleni z Kresów, czyli ze wschody. Karolina Kuszyk: Myślę, że trzeba pamiętać o tym, że na zachodzie jest większa mieszanka ludności. Po wojnie przyjechali tam ludzie z różnych stron. Byli repatrianci, centralniacy i ludzie, którzy z zagranicy po wojnie ściągali na te tereny. I myślę, że to dobrze zachodowi Polski zrobiło – w tym sensie, że trochę się nauczono większej tolerancji, czy tego, żeby drugiego zostawić w spokoju, nie narzucać mu swojego zadania. (…) Trzeba pamiętać, że Polak tam spotykał Polaka, ale zupełnie innego. To były często spotkania zupełnie z kosmosu: gwara inna, inne przyzwyczajenia, inna sztuka kulinarna.
pobierz 46.5 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 7 miesięcy temu
#44: Gdzie wyrzucić...? O śmieciach i zero waste rozmawiam z Julią Wizowską
O trudniej sztuce wyrzucania śmieci, zero waste, recyclingu i upcyclingu rozmawiam z Julią Wizowską, reporterką, autorką książki „Nie śmieci” i bloga NaNowoSmieci.pl. W odcinku pytam też moją rozmówczynię, jak to się stało, że zrezygnowała z opisywania wojen i rewolucji, na rzecz pisania o ekologii i ekologicznych rozwiązaniach. Fragment rozmowy: Rafał Hetman: Bardzo często jest tak, że kiedy reporter zapali się na punkcie jakiegoś tematu, musi uważać, żeby nie stać się bezkrytycznym rzecznikiem sprawy. Czy ty miałaś takie momenty, kiedy zauważałaś, że powinnaś być bardziej czujna, krytyczna, bo jesteś reporterką, a nie aktywistką ekologiczną? Julia Wizowska: Kiedy przyszłam do jednego z zakładów przetwarzania odpadów, usłyszałam: pani Julio, cieszymy się, że pani jest, ale liczymy się z tym, że pani nas trochę obsmaruje w tej książce, bo zajmujemy się nie do końca ekologicznymi rzeczami w rozumieniu zero waste. Nie, nie obsmarowałam tego zakładu. Przedstawiłam dokładnie tak, jak wygląda. Czy było to łatwe? W sumie, nie było to trudne. Podobne doświadczenia miałam już z poprzednich książek – z „Po północy w Doniecku” i „Ostatni taniec za kurtyną” o armii radzieckiej. Z jednym i z drugim czuję się bardzo związana. Armia radziecka – w związku z moim ojcem, żołnierzem radzieckim. A z Donieckiem, bo stamtąd mój dziadek pochodził, więc miejsce było mi znane, ludzie byli mi znani. Bardzo emocjonalny stosunek miałam i do jednej i do drugiej książki. W obu przypadkach trzeba było oddzielić emocje i siebie-Julię od Julii-reporterki. I wtedy naprawdę było ciężko to zrobić, bo to było bardzo zrośnięte emocjonalnie ze mną. Ale jaku już tamte rzeczy przerobiłam, to z książką „Nie śmieci” było o wiele łatwiej. Mogłam wyjść ze swojej skóry, stanąć obok i opisać problem jako reporterka, a nie osoba zaangażowana. (…) Ale bardzo ciężko było mi przy rozdziale o butach. Bo możemy sobie kupić buty ze skóry naturalnej, ale to się wiąże z tym, że ucierpią zwierzęta. Możemy kupić buty ze skóry ekologicznej, ale one wtedy rozlecą nam się za chwilę. I to też nie jest do końca rozwiązanie, które popieram. Możemy kupić buty ze skóry wegańskiej, to są takie nowe rozwiązania – buty z korka, buty z grzyba, kombuczy, taki grzybek herbaciany, czy z jabłek, z ananasów. I jak pisałam ten rozdział, to próbowałam przedstawić wszystkie zalety i wszystkie wady każdego z tych rozwiązań. Ja mam na sobie buty skórzane. Nie jem mięsa, ale mam na sobie buty skórzane. Tylko że te buty są z drugiego obiegu. Kupiłam je na Allegro, bo ktoś sobie wcześniej kupił, ale mu nie pasowały i je odsprzedał. I to jest rozwiązanie, które popieram najbardziej ze wszystkich. Ale starałam się przedstawić różne opcje, tak żeby czytelnik mógł sobie sam wyrobić zdanie. Bo to jest coś czego nie lubię: kiedy ktoś daje gotowe rozwiązanie i mówi, że człowiek ma się do niego stosować. Nawet napisałam na blogu kilka tekstów o tym, jak przekonywać do zero waste. Odpowiedź: nie przekonywać. Pokazywać swoim przykładem.
pobierz 49.3 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 7 miesięcy temu
#43: Część druga książkowego podsumowania 2019 roku
Kończy się rok 2019, czas więc na jego książkowe podsumowanie. Z tej okazji mam dla was obszerne omówienie kilkunastu książkowych tytułów (nie tylko z literatury faktu), które razem z Beatą Prokopczuk-Daab z księgarni Czarnego nagraliśmy kilka dni temu. Rozmawiamy o „Nieradości” Pawła Sołtysa, „Cieśninach” Wojciech Nowicki, „Olive powraca” Elisabeth Strout, a także książkach „Strammer” Mikołaja Łozińskiego i korespondecji Szymborskiej z Barańczakiem, a także wielu innych.  Być może niektóre z omawianych książek zechcecie kupić w prezencie sobie lub swoim bliskim. W drugim odcinku rozmawiamy między innymi o książkach: „Ilustratorki, ilustratorzy” Barbary Gawryluk, „Boznańska. Non finito” Angeliki Kuźniak, „Cieśniny” Wojciech Nowicki, „Olive powraca” Elisabeth Strout, „Strammer” Mikołaja Łozińskiego, „Nadzieja w mroku. Nieznane opowieści, niebywałe możliwości” Rebeki Solnit, „Wiele tytułów” Ryszarda Koziołka.
pobierz 36.4 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 7 miesięcy temu
#42: Część pierwsza książkowego podsumowania 2019 roku
Kończy się rok 2019, czas więc na jego książkowe podsumowanie. Z tej okazji mam dla was obszerne omówienie kilkunastu książkowych tytułów (nie tylko z literatury faktu), które razem z Beatą Prokopczuk-Daab z księgarni Czarnego nagraliśmy kilka dni temu. Rozmawiamy o „Nieradości” Pawła Sołtysa, „Cieśninach” Wojciech Nowicki, „Olive powraca” Elisabeth Strout, a także książkach „Strammer” Mikołaja Łozińskiego i korespondecji Szymborskiej z Barańczakiem, a także wielu innych.  Być może niektóre z omawianych książek zechcecie kupić w prezencie sobie lub swoim bliskim. W pierwszym odcinku mówimy między innymi o takich książkach jak: „Dwunaste nie myśl, że uciekniesz” Filipa Springera, „Nieradość” Pawła Sołtysa, „Pusty las” Moniki Sznajderman, „Japonia utracona” Alexa Kerra, „Granica” Kapki Kassabovej, „Powrót do Reims” Didiera Eribona, „Moja żona głaszcze jeże. Rozmowy małżeńskie” Błażeja Strzelczyka, „Inne pozytywne uczucia też wchodzą w grę. Korespondencja 1972-2011” Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak. Posłuchaj też drugiej części podsumowania w odcinku nr 43.
pobierz 29.2 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 8 miesięcy temu
#41: Dobre książki o sporcie i kobietach w sporcie. Gdzie je znaleźć, mówi Joanna Wiśniowska
Szukasz dobrych książek o sporcie? Na prezent, dla siebie? Ten odcinek jest dla ciebie! O tym, co to znaczy „dobra książka o sporcie” i gdzie takie książki można znaleźć, rozmawiam z Joanną Wiśniowską, reporterką, która pisze o sporcie i dużo czyta na ten temat. Wiedzieliście, że o piłce nożnej piszą tacy pisarze jak Wojciech Kuczok i Martin Caparros? W podcaście mówimy też o tym, dlaczego tak trudno znaleźć w Polsce dobre książki o kobietach w sporcie. Fragment rozmowy: Joanna Wiśniowska: Michał Okoński napisał książkę o kibicu inteligencie.  I o tym, jak o futbolu można opowiedzieć inaczej. Tutaj mamy taki paradoks, że podczas zeszłorocznych mistrzostw świata w Rosji najlepsze teksty o mistrzostwach wychodziły spod pióra Michała, który nie jest dziennikarzem sportowym. Ale Okoński porusza takie wątki, które podnosi niewielu dziennikarzy sportowych. I „futbol jest okrutny” to książka obowiązkowa, jeżeli ktoś chce się wgłębić w piłkę nożną. Rafał Hetman: Ja w czasie mistrzostw świata czytałem teksty o piłce nożnej Wojciecha Kuczoka i to są rzeczywiście teksty literacko ciekawe, a poza tym pisarz zwraca uwagą na inne rzeczy niż dziennikarz sportowy, który jest ukierunkowany tylko na sport, na wynik. Joanna Wiśniowska: Osoby, które są spoza tego środowiska sportowego bardzo fajnie opowiadają, np. Martin Caparros na hiszpańskojęzycznej stronie „New York Timesa” tak świetnie opowiadał o Mundialu! (…) Rafał Hetman: A czy po Mistrzostwach Świat w piłce nożnej kobiet pojawiły się w Polsce jakieś ciekawe biografie? Joanna Wiśniowska: Nic. (…) Jeżeli któraś z piłkarek doczeka się biografii, to będzie to Ewa Pajor, która jest królową strzelczyń Bundesligi. Czy Katarzyna Kiedrzynek, bramkarka reprezentacji Polski. A szkoda, bo piłkarki to bardzo często spore osobowości. Piłkarki, w przeciwieństwie do piłkarzy, bardzo często zabierają głos, mówią wiele o dyskryminacji, mówią o nierówności w płacach, warunkach pracy, o tym jak media poświęcają niewiele czasu kobiecej piłce. I to są bardzo charyzmatyczne postacie. Choćby Megan Rapinoe! Jeżeli wyobrażam sobie, że mogłaby się pojawić na naszym rynku biografia jakiejś piłkarki, to oprócz Marty, najwybitniejszej piłkarki w historii futbolu kobiecego, byłaby to biografia Megan Rapinoe, bohaterki jednej z okładek w „Wysokich Obcasach” i tekstu. Rapinoe jest lesbijką, bardzo dużo opowiada właśnie o dyskryminacji. Myślę, że wiele dziewczynek chciałoby być takie jak ona. I ona pasowałaby na bohaterkę książki, ale nie ma takiej książki u nas.
pobierz 42.8 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 8 miesięcy temu
#40: Hiszpania jakiej nie znacie. O książce "Strup" rozmawiam z Katarzyną Kobylarczyk
Pamiętacie książkę o Hiszpanii "Pył z landrynek" Katarzyny Kobylarczyk? Teraz autorka wraca z nowym reportażem. Najnowsza książka polskiej reporterki o Hiszpanii jest całkowitym rewersem poprzedniej wydanej 6 lat temu. W „Strupie” Kobylarczyk odkrywa przed czytelnikami to, co znajduje się pod powierzchnią wypalonej słońcem hiszpańskiej ziemi i do dziś dzieli Hiszpanię na pół. I jest to bardzo ciekawa książka. Oto fragment rozmowy: Katarzyna Kobylarczyk: Cała hiszpańska transformacja od dyktatury do monarchii konstytucyjnej oparła się na pakcie milczenia – robimy „grubą kreskę”, nie pociągamy do odpowiedzialności nikogo. Przecież wielu polityków dawnego reżimu przeszło gładko do parlamentu. Bardzo często znajomi Hiszpanie mówili mi: zauważ, przecież cała nasza transformacja była oparta na tym, że nie pamiętamy, że zapominamy, patrzymy w przyszłość a nie w przeszłość. (…) Mam wrażenie, i to jest perspektywa bardziej europejska niż hiszpańska, że transformacja polska i hiszpańska, w odróżnieniu od rumuńskiej, zawsze była pokazywana jako modelowa, jako dobra, zrobiona bezkrwawo, bez zemsty, bez nienawiści, tak spokojnie, pokojowo przeprowadzona, że to był karnawał wolności. I co ciekawe, po kilku dekadach od tych transformacji nagle się okazuje, że ta pamięć w jakiś toksyczny sposób wraca i zatruwa trochę debatę, czy to polityczną czy w ogóle życie społeczne. Wracają te podziały. Rozmawiałam na ten temat z antropolożką, Holenderką z pochodzenia, dla niej polska transformacja i hiszpańska transformacja wydawała się dobrze zrobiona, idealne wręcz.  A jednak okazało się, że w społeczeństwie nie jest odbierana jako idealna, jednak społeczeństwo czuje, że czegoś nie załatwiło, że nie było tej sprawiedliwości, winni nie zostali ukarani. Rafał Hetman: Czyli jednak chęć zemsty…? Katarzyna Kobylarczyk: Czy to jest chęć zemsty? Czy to jest chęć sprawiedliwości? I gdzie leży granica między tymi dwoma? U nas mieliśmy wyciąganie teczek, okazało się że mamy agentów, którzy nie zostali rozliczeni, których trzeba by ukarać. W Hiszpanii na pewno niektórzy chcieliby, żeby ukarano tych, którzy rozstrzeliwali albo którzy wydawali wyroki.
pobierz 29.0 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 8 miesięcy temu
#39: Czy możemy ufać Harariemu? O fenomenie pisarza rozmawiam z Mateuszem Burzykiem z Miesięcznika ZNAK
Yuval Noah Harari to autor bestsellerowych książek (m.in. "Sapiens" i "21 lekcji na XXI wiek"). W specjalnym odcinku, przygotowanym we współpracy z Miesięcznikiem ZNAK, rozmawiam o Hararim z sekretarzem redakcji miesięcznika Mateuszem Burzykiem.  Listopadowy numer Miesięcznika Znak, poświęcony Harariemu, możecie kupić taniej o 20 proc. na stronie znak.com.pl, jeśli przy zakupie wpiszecie kod: rhetman. Fajnie, prawda? Zobaczcie poniżej fragment rozmowy:  Mateusz Burzyk: Z każda kolejną książką Harari oddalał się od warsztatu naukowca. Ta ostatnia książka „21 lekcji na XXI wiek” już ma formę vademecum, takiego przewodnika, można tam znaleźć odpowiedzi na pytania, które sobie zadajemy oglądając wiadomości, czy czytając nagłówki internetowe. Harari sam zdaje podobne pytania i próbuje na nie udzielić odpowiedzi. Sam tez przyznaje, że ta najnowsza książka powstała już w zupełnie inny sposób niż dwie poprzednie, bo wyrosła ze spotkań z czytelnikami (…). Rafał Hetman: Jakie grzech zarzuca się Harariemu? Co jest jego największą słabością? Mateusz Burzyk: Myślę, że największy grzech Harariego to uproszczenia, których dokonuje. One są związane w dużej mierze z gatunkiem jakiego się podjął. Jeśli chce się napisać historię ludzkości, zmieścić ją w jednej książce i zrobić to w relatywnie krótkim czasie – myślę tutaj o pisaniu książki przez rok czy dwa lata – no to uproszczenia są konieczne. I pewne uproszczenia można zrozumieć, ale jeśli z tych uproszczeń wyprowadza się wnioski i formułuje tezy, to to już budzi pewne wątpliwości.  (…) Osoby zajmujące się humanistyką, które szukają u Harariego wiedzy z innych dyscyplin, powielają jego błędy. (…) Harari z każdą książką wystawia się na krytykę kolejnych specjalistów, kolejnych naukowców, ale z drugiej strony, dzięki temu, że zajmował się kolejnymi, szerszymi dyscyplinami, to jego autorytet rósł.  Rafał Hetman: Rósł, ale wśród innej grupy. Mateusz Burzyk: Tak. Ale można powiedzieć, że jeśli człowiek potrafił zrozumieć to, to i jeszcze coś innego, to musi być geniuszem. I w ten sposób jego autorytet urósł do takiego miana, że to musi być wręcz geniusz, skoro on zarazem świetnie zna się na historii, ale też wie, co się dzieje w naszym mózgu i potrafi stawiać prognozy na temat tego, jak będzie wyglądać przyszłość, to gość musi być naprawdę łebski.
pobierz 31.7 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 8 miesięcy temu
#38: Mocny, poruszający reportaż. O "Płuczkach" rozmawiam z Pawłem P. Reszką
- Prawda zawsze wyjdzie na jaw, tak jak np. w przypadku Jedwabnego – mówi Paweł Piotr Reszka, opowiadając o swojej najnowszej książce „Płuczki”. - Jeżeli opiszemy jakiś problem, to jesteśmy w stanie ocenić jego skalę. Jesteśmy w stanie powiedzieć, gdzie to się działo, kto za to odpowiadał. To też w pewien sposób zdejmuje odium odpowiedzialności z nas jako z narodu – dodaje. W najnowszym odcinku podcastu rozmawiam z reporterem Pawłem Piotrem Reszką, którego książka „Płuczki” ukazała się właśnie w księgarniach. To reportaż o osobach, które po wojnie przekopywały tereny byłych obozów zagłady w Bełżcu i Sobiborze w poszukiwaniu złota po zamordowanych tam ludziach. Oto fragment rozmowy: Paweł P. Reszka: Jeśli się komuś, jakieś grupie ludzi, odbierze miano człowieka, to mam wrażenie, że ten stan może się utrzymywać przez pokolenia. Bo w książce proszę też potomków kopaczy, żeby się odnieśli do tego, co robili ich rodzice dziadkowie, i oni też mają z tym problem, żeby powiedzieć, czy to było dobre czy złe, czy to był grzech, czy to nie był grzech kopać w prochach zamordowanych Żydów. Rafał Hetman: Czy jesteś przygotowany na opinie, że „Płuczki” to jest książka antypolska? Paweł P. Reszka: Nie obawiam się tego. Wiem, że ta książka może budzić różne opinie, skrajne. Ale gdybym uważał na to, żeby napisać książkę, która będzie neutralna, taka, żeby nikogo nie dotknąć, to pewnie bym nic nie napisał. To jest książka, która opowiada o pewnej grupie ludzi, dosyć konkretnej, pokazuje te osoby w dosyć konkretny sposób, więc nie piszę nic o Polsce. Piszę o pewnej grupie ludzi i pewnym terenie, więc nie rozumiem, czemu miałaby być odbierana w kategoriach narodowych. Rafał Hetman: Dlaczego warto pisać o takich sprawach? Dlaczego musimy wiedzieć i pamiętać, że takie rzeczy też się w naszej historii działy? Paweł P. Reszka: Chociażby po to, żebyśmy się nie dali zaskoczyć, że ktoś inny o tym napisze, np. jakieś media zagraniczne. Rzecz polega na tym, że prawda zawsze wyjdzie, tak jak np. w przypadku Jedwabnego. I uważam, że jako społeczeństwo powinniśmy takie rzeczy widzieć, tym bardziej że świadczy to o naszej dojrzałości. (…) Jeżeli opiszemy jakiś problem, to jesteśmy w stanie ocenić jego skalę. Jesteśmy w stanie powiedzieć, gdzie to się działo, kto za to odpowiadał. To też w pewien sposób zdejmuje odium odpowiedzialności z nas jako z narodu. (…) Rafał Hetman: Czyli pisanie takich książek to jest działanie na rzecz nieuogólniania? Paweł P. Reszka: Dokładnie tak.  To jest takie działanie prewencyjne, które zakłada, że nie uogólniamy, a mówimy o jakimś konkretnym problemie, konkretnych ludziach, konkretnej sytuacji… Rafał Hetman: …a nie o całym narodzie.
pobierz 27.8 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 8 miesięcy temu
#37: Najlepszy reportaż 2019 roku? Rozmowa z reporterką Joanną Gierak-Onoszko o Kanadzie
Wydaje mi się, że szkoła jest doskonałą platformą do tego, żeby mówić kanadyjskim dzieciom o ich historii w pełni. Żeby wszystkie rozdziały, także te najtrudniejsze były, mówiąc w cudzysłowie, przerobione i opracowane z należytą starannością bez zakłamywania, bez półprawd, bez wybiórczości. W opozycji do takiego podejścia jest teraz polska szkoła - mówi Joanna Gierak-Onoszko, autorka książki "27 śmierci Toby'ego Obeda". Moim zdaniem jednej z najlepszych książek reporterskich 2019 roku.  Oto dłuższy fragment rozmowy: Rafał Hetman: Dlaczego nam w Polsce trudno jest rozmawiać, a właściwie przyznać się, że na naszych kartach historii też istnieją takie ciemne karty. Co ma, co potrafi Kanada, czego my nie mamy, czego my nie potrafimy? Joanna Gierak-Onoszko: To jest tak wielowarstwowe, tak skomplikowane pytanie, że wydaje mi się, że odpowiedź powinna być maksymalnie prosta, maksymalnie przejrzysta. I według mnie ona ma tylko dwie sylaby: szkoła. Kanadyjczycy, mimo wielu niedoskonałości, stawiają na edukację już od najmłodszych lat. Chociaż nie zawsze tak było. To też jest wynik ogromnej pracy i namysłu. Kanada ma szkołę, która od pierwszych lat, już u dzieci cztero, pięcioletnich zaszczepia takie poczucie, że jesteśmy wszyscy razem dzisiaj tutaj na tej ziemi, ale nie zawsze tak było. Już maluchom mówi się, że kiedyś ktoś inny tutaj mieszkał. A także mówi się, dlaczego już go nie ma. Jeżeli przełożysz to na polskie realia, jest to ćwiczenie w naszych obecnych warunkach niewykonalne. Przeglądałam książeczki, z których korzystał mój syn chodzący do kanadyjskiego przedszkola. Już wtedy mówi się dzieciom, że nie one pierwsze były na tej ziemi, że kiedyś to wyglądało inaczej - dzisiaj cieszymy się bogactwem Kanady, nie tylko tym merkantylnym, ale także przyrodniczym, cieszymy się marką Kanady, która jest uznawana za ulubiony kraj świata, ale nie zawsze tak było. W dzieciach zaszczepia się nie poczucie winy, ale poczucie wdzięczności i odpowiedzialność, a także umiejętność do przyjmowania prawdy choćby była ona trudna. I potem rozmowa o tematach najtrudniejszych, w formie dostosowanej do możliwości poznawczych dziecka, jest kontynuowana w późniejszych latach. Kiedy odprowadzałam starszego syna do szkoły, szkoły podstawowej, publicznej, nie do elitarnej szkoły prywatnej, kiedy zamykały się drzwi budynku za uczniami, uruchamiał się radiowęzeł i pani dyrektor nie tylko witała uczniów i życzyła im dobrego dnia, ale też odczytywała taką formułę, która mówiła, że nasza szkoła stoi na ziemi, która kiedyś należała do takiego i takiego plemienia, bądźmy tego świadomi, pamiętajmy o tym. Wydaje mi się, że szkoła jest doskonałą platformą do tego, żeby mówić kanadyjskim dzieciom, a także nowym Kanadyjczykom, czyli tym, którzy przyjechali do Kanady z innych krajów, o ich historii w pełni, żeby wszystkie rozdziały, także te najtrudniejsze były, mówiąc w cudzysłowie, przerobione i opracowane z należytą starannością bez zakłamywania, bez półprawd, bez wybiórczości. I dzięki temu, dzięki patrzeniu na to obiektywnie, dzięki mówieniu na temat tych zbrodni w sposób spokojny, stonowany, bez emocji, bez ideologii, można zrobić bardzo wiele. Można pracować nad społeczeństwem obywatelskim i solidarnym. Z drugiej strony w opozycji do takiego podejścia jest teraz polska szkoła. Kiedy patrzę na podręczniki do historii w szkole podstawowej widzę, w jaki sposób mówi się o II wojnie światowej, o udziale Polaków w Holocauście, o szmalcownikach, o „Łupaszcze”, który jest wzięty w ramkę jako jeden z bohaterów, o którym chce się opowiadać dzieciom w szkole podstawowej. Dzieciom, które są otwarte na świat, których postawy się dopiero kształtują. I jako dobry przykład podaje im się kogoś takiego o tak haniebnej historii. Myślę, że kanadyjskie dzieci mają pod tym względem dużo łatwiej, bo swoją historię, także trudną poznają w warunkach obiektywizmu.
pobierz 29.0 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 9 miesięcy temu
#36: Rynek wyregulował transport w wynaturzony sposób. Rozmowa z Olgą Gitkiewicz
Olga Gitkiewicz opowiada o swojej najnowszej książce, która ukazała się w październiku, a która poświęcona jest wykluczeniu komunikacyjnymy w Polsce. Czy wiedzieliście, że dotyczy ono 14 milionów Polek i Polaków? Na pewno dotyka także wielu i wiele z was, lub waszych bliskich.  Oto fragment rozmowy: Olga Gitkiewicz: Dlaczego rynek nie wyregulował transportu publicznego? On go wyregulował właśnie w taki wynaturzony sposób: że są prywatni przewoźnicy, dla których liczy się tylko zysk, którzy przyjeżdżają tylko o takich godzinach, o jakich im się opłaca i w związku z tym ludzie dostosowują do rozkładu jazdy swój dzień, tydzień lub miesiąc. Wydaje mi się, że to powinno być zupełnie odwrotnie, że to przewoźnik powinien badać potrzeby i dostosowywać ofertę do potrzeb ludzi. Oczywiście faktem jest, że przez to, że przez ostatnie 30 lat transport raczej likwidowaliśmy, niż w niego inwestowaliśmy, ludzie musieli sobie jakoś poradzić. I takim sposobem poradzenia sobie było kupowanie samochodów. I dlatego teraz mam 22 miliony samochodów osobowych w Polsce. A może już więcej. I tak kręcimy się w tym kołowrotku jak chomiki, kupujemy więcej samochodów, bo nie mam transportu publicznego albo może w miastach nie mamy do niego zaufania. Transport publiczny kojarzy nam się z czymś złym, bo to też jest na poziomie mentalnym. Rafał Hetman: Tak, bo my po upadku komunizmu uwierzyliśmy w rynek. Kapitalizmy był wcześniej wielkim snem, do którego dążyliśmy i jak go już mieliśmy, uznaliśmy, że jak się go czepimy, to już będzie wszystko super. OG: Tak. Pojawiła się figura osoby przedsiębiorczej, która zna języki, dla której czas i przestrzeń nie są żadnym ograniczeniem. Do nowoczesności, do Europy i do europejskiego stylu życia mieliśmy sobie wjechać samochodem. Własnym. RH: A jeżeli nie wjeżdżaliśmy, to budowaliśmy obraz osoby, która sobie nie radzi. I ci, którzy jeździli komunikacją publiczną, byli postrzegani jako niezaradni. OG: Mamy XXI wiek, a wielu bohaterów mówiło mi, że mają takie poczucie, że niektórzy uważają ich, że są gorsi, ponieważ korzystają z transportu publicznego. Jeden mój bohater jeździ busem, wprawdzie na tej samej trasie jeździ też pociąg, ale on wybiera bus. I ten człowiek powiedział mi, że jest przekonany, że jego znajomi z pracy uważają go za gorszego. Bo co? Nie stać cię, żeby się przeprowadzić do Krakowa? No, nie stać albo po prostu może nie chce przeprowadzić się do Krakowa. Więc pojawia się ten taki czynnik ocenny. Kolejny z moich bohaterów, spod Lublina, też mówił, że mimo że jest autobus, to rodzice wolą podwozić swoje dzieci do szkoły samochodem, ponieważ mają takie wrażenie, że może te dzieci będą traktowane jako gorsze, jeżeli będą dojeżdżać zorganizowanym transportem.
pobierz 34.1 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 9 miesięcy temu
#35: Obalamy mity o smogu w Polsce. Rozmowa z Jakubem Chełmińskim
W tym odcinku podcastu rozmawiam z Jakubem Chełmińskim, autorem książki "Smog. Diesle, kopciuchy, kominy, czyli dlaczego w Polsce nie da się oddychać?", która pojawiła się w księgarniach kilka tygodni temu. W odcinku rozmawiamy o tym, co wiemy, a czego nie wiemy jeszcze o smogu w Polsce. Fragment rozmowy: Jakub Chełmiński: W Krakowie mieliśmy taką piękną puentę, której nie ma oczywiście w książce, bo ona została wcześniej oddana do druku – kilka tygodni temu internet obiegła mapka, gdzie po raz pierwszy środek Krakowa jest oznaczony na zielono, a obrzeża na czerwono i żółto. I to jest coś, o co ludzi walczyli tam wiele lat. I na tym jednym obrazku pokazane było ich zwycięstwo. Wyjaśnijmy, bo może nie wszyscy wiedzą: kilka tygodni temu wszedł w Krakowie całkowity zakaz palenia paliwami stałymi, czyli nie można palić ani w kominkach, ani w piecach i efekt jest natychmiastowy, tam jest czyste powietrze. Oczywiście, zostaje problem smogu z samochodów, ale ten czynnik tzw. niskiej emisji został wyeliminowany. I to jest ogromny sukces i aktywistów, i władz miasta, które zaczęły poważnie traktować ten problem. (…) Mitem jest na przykład to, że drewno nie szkodzi, że spalanie drewna jest ekologiczne. Wiele osób jest o tym przekonanych. O ile o węglu już się dużo powiedziało, że jest szkodliwy, o tych miałach, mułach i flotokoncentratach też, to ciągle z drewnem jest tak nie wszyscy o tym wiedzą. Nawet kiedy sam się spotykam ze znajomymi, którzy uważają się za wręcz aktywistów, oczywiście nie tych najbardziej zaangażowanych, ale uważają, że popierają to, że ze smogiem trzeba walczyć, że trzeba zakazać węgla, węgiel to zło, a wieczorem rozpalają kominek i się dziwią, jak im zwracam uwagę, że, hej, tak samo trujecie jak tamci, tylko wy dla przyjemności, a oni, że muszą się ogrzać. Rafał Hetman: W twojej książce wymieniasz kilka innych mitów na temat smogu. Jednym z nich jest mit, który zatytułowałeś: w mieszkaniach jest bezpiecznie. Jakub Chełmiński: Tak się wydaje, bo wszystkie te komunikaty, alarmy smogowe nawołują do tego, że w czasie, kiedy normy są przekroczone, lepiej zostać w domu, nie wietrzyć, zamknąć drzwi, zrezygnować ze spacerów, ale jak sprawdzili to naukowcy z AGH, ten smog się przedziera do środka, nawet jak się zamknie okna.
pobierz 28.4 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 9 miesięcy temu
#34: Dobre książki z Japonii i o Japonii. Rozmowa z Karoliną Bednarz, autorką reportażu "Kwiaty w pudełku"
Autorka zbioru reportaży o kobietach w Japonii "Kwiaty w pudełku" Karolina Bednarz opowiada o najciekawszych książkach japońskich pisarzy i pisarek dostępnych w polskich księgarniach. Z reporterką, która jest również wydawczynią i księgarką, spotkałem się z okazji pierwszych urodzin księgarni Tajfuny z literaturą z Azji i wydawnictwa o tej samej nazwie, założonego przez Karolinę Bednarz i Annę Wołcyrz. Poniżej fragment rozmowy, w którym akurat nie rozmawiamy o literaturze, ale o księgarniach w Polsce i księgarni Tajfuny, którą Karolina Bednarz współprowadzi: Karolina Bednarz: Jesteśmy mocno wybredne, więc wybieramy książki, które są zrobione dobrze. Więc jeśli tłumaczenie okazuje się słabe, to po prostu nie sprzedajemy tej książki, nawet jeśli wydawnictwo dobija się do mych drzwi i spamuje mnie mailami, to mówię: sorry, nie, wydajcie coś dobrego i wtedy przyjdźcie do nas. Rafał Hetman: To jest rzadka postaw wśród księgarzy. KB: Tak, ale to jest jedna z takich decyzji, która sprawiła, że ludzie nam ufają. My szanujemy naszych czytelników, a potem wsparcie wraca do nas. Mówiłeś, że księgarnie kameralne upadają. I my to widzimy. Tutaj na Chmielnej zamkną się Supersalon, Wytwórnia się zamyka. To jest tuż obok. Dlatego też przy każdej premierze naszej książki robimy przedsprzedaż w księgarniach. I też wszyscy uważali, że to jest głupie i bez sensu. Przychodzili do nas wydawcy z wydawnictw, które znamy, i mówili: księgarze nie płacą, nie ufajcie księgarzom, trzeba od razu do Empiku, do Bonito, tam się robi biznes, a nie jakieś tam małe sklepiki będziecie wspierać. I ja tak słucham i mówię: ale przecież to jest bez sensu, przecież ja też jestem księgarnią kameralną. I zawsze ten tydzień, dwa wcześniej nasze książki są w księgarniach i to też sprawiło, że księgarze nas lubią. Mam nadzieję. (…) Chcemy pokazać i sobie i ludziom dookoła działającym w kulturze, że księgarnie są fajne, że są miejscem spotkań i że nie każda księgarnia upada. Bo nawet ty powiedziałeś, że księgarnie upadają, i to jest ten przekaz, który ludzie mają bardzo mocno wryty w głowach. I ja bym chciała, żeby obok tych opowieści o księgarniach które upadają albo że czytelnictwo siada albo o niedofinansowanych festiwalach, żeby obok tego też się pojawiały historie o wydawnictwach, księgarniach, czy wydarzeniach, które są fajne i sobie dobrze radzą. (…) Media często piszą o takich miejscach, kiedy jest już za późno: ojeju, upada księgarnia. (…) i wtedy jest taki wielki hałas na Facebooku, o Jezu, to zróbmy zrzutkę. Ale ziomki, zrzutka 10 czy 20 tys. złotych nic nie da. Chodzi o wspieranie regularnie miesiącami, latami miejsca, które lubisz. Z jednej strony chcemy mieć ładne kameralne księgarnie i kawiarnie i małe piekarenki, żeby było jak w Berlinie czy Londynie, żeby te małe sklepiki na ulicach były. A z drugiej, żeby te książki kosztowały najlepiej kosztowały 10 złotych i przychodziły nam prosto do rąk.
pobierz 28.8 MB odcinki RSS iTunes www
Starsze
»
miodek