Audycje z kategorii: Filozofia

Sortuj: kategoriami | alfabetycznie
Najpopularniejsze w tygodniu
opublikowany 4 miesiące temu
86 - Showbines i polityka
Czy show-biznes czyli aktorzy, piosenkarze itd. powinni się mieszać do polityki? Jaki to może mieć wpływ na ich PR oraz jak to się ma do sofizmatu argumentum ad verecundiam? Zapraszam do wysłuchania tej krótkiej audycji.
pobierz 4.4 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
85 - Debata klimatyczna
Wraz z Bartoszem Adamiakiem z Preppers Podcast dyskutujemy na temat Globalnego ocieplenia. Ten problem jest nazywany często “globalnym ociepleniem” lub “zmianą klimatu”, ale ponieważ klimat sam się zmienia należy dodać słowa “spowodowana przez człowieka”. Tak więc pełna nazwa problemu to “zmiana klimatu spowodowana przez człowieka”. Według niektórych wyliczeń 97% klimatologów jest zgodnych, że na tą zmianę klimatu miał wpływ czowiek. W czym jednak naukowcy nie są zgodni to kwestia tego w jakim stopniu ludzie są odpowiedzialni za wzrost temperatury. Inaczej mówiąc świat nauki wcale nie jest zgodny we wszystkim w kwestii zmiany klimatu. Mimo, że żaden z nas nie jest specjalistą kwestia “globalnego ocieplenia” stała się tematem kampanii politycznych i nikt nie może uciec przed zajęciem stanowiska w tej sprawie. Dlatego mimo tego, że nie jesteśmy specjalistami jesteśmy niejako zmuszeni do przyjrzenia się problemowi i zajęcia stanowiska w jego kwestii. Polityków wspierają grupy interesu, które lobbują. Do najbogatszych na świecie firm należą te zbudowane na paliwach kopalnych. W ich interesie leży negowanie “globalnego ocieplenia”. Jeżeli chodzi o politykę np. w USA. Poprzedni prezydent Obama zgadzał się z tym, że ostanie zmiany klimatyczne są spowodowane przez człowieka. Był on przeciwny energii z paliw kopalnych i promował “zieloną” energię. Obecny prezydent USA czyli Trump idzie w odwrotnym kierunku. Odrzucił porozumienie paryskie, ponownie pootwierał kopalnie itd. W Polsce podział na lewą i prawą stronę sceny politycznej wygląda dość podobnie. W Polsce odbył się w 2018 roku COP24 czyli szczyt klimatyczny (Konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu, Katowice 2018). W jednym z ostatni numerów tygodnika Do Rzeczy (nr 29 z 2019) ukazał się artykuł: “Kłamstwo klimatyczne. Czy emisja CO2 ma wpływ na wzrost temperatur?” Decyzje o ochronie środowiska podejmowane przez polityków często oznaczają utratę miejsc pracy oraz większe podatki. Sofizmaty używane przez jedną bądź obie strony tej debaty. Argumentum ad hominem (nazywanie przeciwników “deniers”, przyrównywanie sceptyków do wierzących w płaską ziemię). Post hoc ergo propter hoc (po, a więc z powodu - rewolucja przemysłowa poprzedziła wzrost temperatury, a więc jest odpowiedzialna za ten wzrost). Argumentum in terrorem (odwołanie się do strachu - możliwa katastrofa jest tak straszna, że lepiej coś zróbmy) Argumentum ad ignorantiam (argument odwołujący się do niewiedzy). Fallacy fallacy - czyli uznawania, że użycie sofizmatu dowodzi, że przeciwnik nie ma racji. W debacie o wpływie człowieka na zmiany klimatyczne występuje pięć punktów: 1. Czy klimat się zmienia? 2. Czy człowiek jest powodem tych zmian? 3. Czy te zmiany są złe?0 4. Czy da się coś zrobić? 5. Jak każdy z nas może się przygotować? Część zmian np. wzrost CO2 ma dobry wpływ na roślinność. Jednak inne zmiany nie są już tak porządane, np. wzrost zasolenia wody, susze itd. Czy możemy coś zrobić oraz ile to będzie kosztować? Sąsiedzi Polski - Niemcy pozbyli się elektrowni atomowych i teraz energia tam podrożała. Nasza dyskusja zaczęła się od dyskusji na Facebooku, a skończyła nagraniem odcinka. Platfomy społeczne raczej nie nadają się do takich głębokich dyskusji. Wręcz przeciwnie często są źródłem hejtu. [link] Moim rozmówcą był: Bartosz Adamiak Preppers Podcast [link]
pobierz 46.7 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 5 miesięcy temu
84 - Efekt Pigmaliona
Pigmalion był królem Cypru, który zakochał się w posągu kobiety. Modlił się do Afrodyty, która ożywiła posąg. George Bernarda Shaw napisał sztukę, w której profesor uczy biedną kwiaciarkę poprwnej wymowy, w wyniku czego dziewczyna zostaje potraktowana przez śmietankę towarzyską jako arystokratka. Czym jednak jest efekt Pigmaliona? Efekt Pigmaliona to samospełniające się proroctwo. Np. wiara nauczyciela w zdolności ucznia sprawia, że uczeń bardziej się stara, przez co nauczyciel się bardziej upewnia w tym, że uczeń jest zdolny. Ten sam efekt działa w drugą stronę. Gdy nauczyciel nie wierzy w ucznia, ten przestaje się starać, co jeszcze bardziej upewnia nauczyciela, że z tego ucznia nic nie będzie. Efekt Pigmaliona jest podobny do efektu Rosenthala. Jednak ten ostatni efekt to efekt wpływu wiary eksperymentatora w wynik eksperymentu. Aby przeciwdziałać efektowi Rosenthala stosuje się podwójnie ślepą próbę w testowaniu. Efekt Pigmaliona to efekt pierwszego wrażenia, które na kimś robimy. Jeżeli wrażenie było złe to trzeba się napracować aby to zmienić.
pobierz 7.1 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 5 miesięcy temu
83 - Whataboutism
Whataboutism nie ma chyba dobrej polskiej nazwy. Nazwa angielska “whataboutism” pochodzi od wyrażenia “What about…”, które można przetłumaczyć jako “A co z…”. Jest to zabieg stosowany w dyskusji w odpowiedzi na zarzut. W skrócie whataboutizm to oskarżenie oponenta w dyskusji o hipokryzję. Ten argument był często stosowany przez Rosjan podczas zimnej wojny. Np. na zarzut o atak na Afganistan odpowiadali, a co z Wietnamem i Koreą. Rosjanie niejako mówili: jak śmiecie oskarżać nas o inwazję na Afganistan, przecież wy też walczyliście w Wietnamie i Korei. Ta technika jest też używana w polityce. Posłużę się tutaj przykładem z polityki Stanów Zjednoczonych. Jest to na tyle daleka dla Polaków polityka, że chyba nikt nie jest w nią zaangażowany uczuciowo, a więc będzie mógł słuchać bez nerwów. Z drugiej strony Stany Zjednoczone są na tyle ważne, że prawie każdy coś wie na temat tego co się tam dzieje. Tego typu techniki stosowały obie strony podczas kampanii prezydenckiej w USA w 2016 roku. W tym celu wyszukano wszystkie brudy na obu polityków Clinton i Trumpa, a potem ujawniano je podczas kampanii. Brudy na Hillary Clinton miały trochę cięższy kaliber, afery Whitegate, Benghazi czy najmłodsza sprawa skasowanych emaili pogrążyła niedoszłą panią prezydentową. Donald Trump więc zastosował tą technikę z sukcesem. Gdy wyszły na jaw taśmy, Trump nie bronił się, ale atakował Clinton stosując whataboutism. Ta technika odwraca uwagę od zarzutów ciążących na nim, a przenosi uwagę na przeciwnika, w tamtym wypadku na Clinton. Whataboutism nie jest jednak sofizmatem albo błędem logicznym. Jest po prostu zarzutem o hipokryzję. Donald Trump stosuje tą technikę także obecnie. Gdy np. jest oskarżany przez media wspierające partie demokratyczne o złe traktowanie nielegalnych imigrantów na granicy z Meksykiem, np. o oddzielanie dzieci od rodziców zawsze przypomina, że to samo robił Barak Obama. Inaczej mówiąc Trump nie zaprzecza, że takie rzeczy się dzieją na granicy. Wskazuje na to, że to samo robił Obama, a atakujące go gazety pokazują hipokryzję atakując Trumpa, bo przecież Obama robił to samo. Czy więc Whataboutizm jest błędem logicznym? Niekoniecznie. Nie każdy whataboutizm to błąd logiczny. Jest to zabieg odwracający uwagę od siebie i przenoszący go na przeciwnika. W skrócie jest to oskarżenie o hipokryzję. Przypomina to trochę słowa Jezusa, który powiedział: “Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Inaczej mówiąc gdy kogoś oskarżasz, prawdopodobnie sam masz coś na sumieniu. Oczywiście waga tych rzeczy najprawdopodobniej nie jest taka sama. Np. oskarżasz przestępcę o rozbój, a on ci wytyka, że przeszedłeś kiedyś ulicę na czerwonym świetle. Takie użycie Whataboutismu jest błędem logicznym, bo waga rozboju nijak się ma do drobnego wykroczenia. Tak więc Whataboutism jest błędem logicznym gdy waga zarzutów jest różna, ale jest oskarżeniem o hipokryzję gdy waga zarzutów jest podobna. Np. Putin broniący się przed zarzutami o aneksję Krymu złym traktowaniem Murzynów w USA stosuje sofizmat, bo aneksja Krymu jest dużo gorszą rzeczą. Gdy jednak Donald Trump odpowiada na zarzuty złego traktowania nielegalnych imigrantów na granicy z Meksykiem, że to samo działo się w czasach Obamy to nie jest to sofizmat. Co więc robić gdy spotkasz się z whataboutismem w dyskusji. Po pierwsze musisz wiedzieć, że jest to naturalny odruch. Gdy oskarżasz kogoś o złą rzecz. Albo oskarżasz organizację do której należy to włącza się wtedy odruch obronny i ludzie zaczną zaprzeczać, a jak nie da się zaprzeczyć to zaatakują twierdząc, że ty albo twoja organizacja robicie to samo. Odchodząc od polityki. Np. masz Androida i przeczytałeś o ostatnich problemach z iPhonami - mówisz o tym koledze mającego telefon z jabłuszkiem. Nie może on zaprzeczyć, że są problemy. Co więc zrobi - zaatakuje cię stosując whataboutism czyli powie, że Androidy też mają problemy. Inaczej mówiąc ty jesteś hipokrytą, bo zarzucasz coś iPhone’om, a używasz Androida, który też ma swoje wady.
pobierz 7.4 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 5 miesięcy temu
82 - Problem XY
Problem XY to próba walki z symptomami zamiast ze źródłem problemu. To walka z problemem zastępczym zamiast z tym prawdziwym. To zafiksowanie się na rozwiązaniu zamiast najpierw sprawdzić co jest źródłem problemu. Przykładem jest proszenie mechanika, aby wymienił nam żarówkę w samochodzie, a tymczasem problemem jest bezpiecznik. Inny przykład to dolewanie wody do dziurawego wiadra. Gdy prosimy kogoś o pomoc w napompowaniu materacu, który jest dziurawy przekazujemy informację, że potrzebna nam jest pomoc tylko w napompowaniu materacu, a tak naprawdę potrzebujemy pomocy w zaklejeniu dziury. W IT problem XY może pochodzić od klienta, albo od samego programisty. Wynika to często z braku czasu albo z sofizmatu kosztów utopionych. Ten temat omówiłem w odcinku 46 [link] Jak walczyć? Gdy idziemy do specjalisty lepiej nie sugerować mu co jest problemem, ale przedstawić całą sytuację i poprosić jego, specjalistę, o diagnozę i rozwiązanie. Np. pacjent zwraca się do terapełty z bolącym kolanem i prosi o ćwiczenia na ten problem. Dobry specjalista postara się wykryć dlaczego doszło do tego bólu i postara się usunąć przyczynę. Więcej na temat Problemu XY możesz przeczytać na blogu Kamila [link] Linki do strony Kamila Lelonka [link] [link]
pobierz 9.8 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 5 miesięcy temu
81 - Klątwa wiedzy
Klątwa wiedzy to brak wczucia się w sytuację osoby, która wie mniej od nas. Ten problem mogą mieć nauczyciele, rodzice, naukowcy czyli wszyscy ludzie, którzy wiedzą więcej od osób, którym starają się przekazać swoją wiedzę. To przeświadczenie (klątwa wiedzy) sprawia, że nie przekazujemy ważnych informacji uważając, że każdy to wie. Może to skutkować np. krótkim CV, albo słabym opisem produktu, który chcemy sprzedać. Audycję ponownie nagrałem wraz z Kamilem Lelonkiem. Linki do strony Kamila Lelonka [link] [link] Kurs: Zwiększ Swoją Wydajność i Polepsz Pracę swojego mózgu [link] Link do odcinka 74, o którym wspominaliśmy: [link]
pobierz 19.3 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 6 miesięcy temu
80 - Syndrom Oszusta
Syndrom Oszusta to nieuzasadnione poczucie winy z powodu sukcesu. Pierwszy raz ten syndrom zaobserwowoano w latach 70 u kobiet. Późniejsze badania z lat 90 dowiodły, że ten syndrom występuje także u mężczyzn. Czy sukces zachodnich krajów i poczucie winy, że to wynik kolonializmu oraz niewolnictwa jest także syndromem oszusta? Syndrom ten ma kilka powodów. Po osiągnięciu “sukcesu” wydaje nam się to tak łatwe, że przestajemy doceniać trudność drogi, którą do niego doszliśmy. Zapominamy o trudnościach w osiągnięciu celu. Tylko my znamy swoje wady, ale nie znamy wszystkich wad innych. Linki do strony Kamila Lelonka [link] [link] [link]
pobierz 15.2 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 6 miesięcy temu
79 - Efekt Dunninga-Krugera
Efekt Dunninga-Krugera polega na tym, że niewykwalifikowani przeceniają swoją wiedzę, a wykwalifikowani zaniżają. Przykładem pozytywnym jest Sokrates, który powiedzial: wiem, że nic nie wiem. Mądrzy ludzie są świadomi swoich braków. Można ten efekt wykorzystać w nauce języka. Przykładem tego efektu jest tz. Nobel disease czyli sofizmat noblisty - wiara w to, że jeżeli dostało się nobla w jakiejś dziedzinie to ma się ten sam autorytet w innych dziedzinach. W telewizjach śniadaniowych można usłyszeć jak wypowiadają się ludzie z innych dziedzin na temat dziedziny, w której nie są ekspertami. Inna definicja tego efektu to przysłowie: im głębiej w las tym więcej drzew - im więcej się uczę tym bardziej odkrywam ilu rzeczy jeszcze nie wiem. Z drugiej strony ignorant może powiedzieć: nie wiem, ale się wypowiem. Inaczej mówiąc im ktoś jest głośniejszy tym wie mniej, a im ktoś jest cichszy oznacza to, że wie więcej, bo świadomość niewiedzy jest właśnie oznaką wiedzy. Ten efekt pogłębia confirmation bias. Czy to nasze nagranie jest przykładem efektu Dunninga-Krugera? Linki do strony Kamila Lelonka [link] [link] [link]
pobierz 14.4 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 6 miesięcy temu
78 - Hejt
Dziś kilka słów o problemie hejtu w internecie. Nie będę jednak krytykował tego zjawiska, ale spróbuję je wyjaśnić. Zacznę może jednak od pisowni. W notatkach do tego podkastu będę stosował spolszczoną pisownię - słowo to chyba już weszło do słownika języka polskiego, a jeżeli nie to pewnie niedługo tak się stanie. Czym się różnią dyskusje w internecie od tych, które prowadzimy w realu? W internecie spotykamy ludzi spoza swojego środowiska. Spotykamy tam anonimowych ludzi, o których często nic nie wiemy. Gdy np. student spotka profesora w realu to prawdopodobnie będzie wiedział, że to profesor i zachowa się odpowiednio do sytuacji. Gdy jednak do takiej samej konfrontacji dojdzie w internecie student może potraktować profesora jak jednego ze swoich kolegów. Użyje może słów, które powiedziałby koledze. Starsza osoba w internecie może odebrać takie słowa jak hejt. W niektórych grupach normą jest obrażanie się nawzajem i jest to normalne dla takiej grupy. Ktoś, kto jest spoza grupy może to odebrać jak hejt. Drugą różnicą jest kwestia mimiki. Gdy w realu widzimy zapłakaną kobietę, która wyzywa wszystkich mężczyzn od oszustów prawdopodobnie się domyślimy co się stało. Wprawdzie jej słowa uderzają we wszystkich mężczyzn, ale prawdopodobnie nikt nie będzie jej korygował widząc jej stan. Gdy jednak takie same słowa zostaną opublikowane na Facebooku w formie postu to czytający nie widzą zapłakanych oczu. Nie zdają sobie sprawy z ogromu emocji i mogą to potraktować nie jako słowa wypowiedziane w gniewie, na które się nie zważa, ale zaproszenie do dyskusji. Tak więc osoba pisząca na Facebooku spodziewa się poklepania po plecach. Chciałaby się wyżalić, a zamiast wysłuchania dostaje krytykę, którą wielu nazywa hejtem. Gdy ja przyjechałem do Anglii to moją pierwszą pracą było składanie tłumików do Land Roverów. Pracowali tam sami Polacy. Gdy się wypowiadali to prawie co drugie słowo to było przekleństwo. Obrzucali się przekleństwami, ale nikt się z tego powodu nie obrażał. Mi się taka postawa nie podoba, ale gdyby któryś z nich zwrócił się w ten sposób do mnie to nie odebrałbym tych przekleństw osobiście. Oni tak po prostu mówią. Gdy więc w internecie spotykach niekulturalnych ludzi to się nie dziw - tacy ludzie istnieją, po prostu nie masz z nimi kontaktu w realu. Każdy z nas ma czasem potrzebę wyżalenia się. Ale Facebook raczej się do tego nie nadaje, no chyba, że zrobi się post skierowany tylko do najbliższych przyjaciół. Wtedy można np. poskarżyć się kumplom, że kobiety są okropne. W ten sposób powiadomimy przyjaciół o swoim stanie, z którego oni np. odczytają, że rzuciła nas właśnie dziewczyna. Taki post skierowany do przyjaciół zwróci ich uwagę, podczas gdy ten sam post opublikowany publicznie prawdopodobnie spowoduje dyskusję i kontrargumenty typu: faceci są jeszcze gorsi, albo nawet ataki na ciebie. Podsumowując. Nie nazywaj hejtem niekulturalnych wypowiedzi osób, które w ten sposób zwracają się do wszystkich. To po prostu taki dialekt i nie ma co tego brać sobie do serca. Po drugie gdy chcesz się wyżalić nie rób tego publicznie bo zamiast pocieszenia wywołasz dyskusję.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 6 miesięcy temu
77 - Obietnice wyborcze
Dziś chciałbym powiedzieć kilka słów na temat obietnic wyborczych. Jest ku temu okazja, abo w USA już rozpoczęły się spotkania z wyborcami przed wyborami w 2020 roku. Trump zapowiedział, że będzie kandydował ponownie, a jego przeciwnikiem prawdopodobnie będzie Jo Biden, który był już wiceprezydentem w latach 2009 to 2017 czyli podczas kadencji Obamy. We wtorek na wiecu wyborczym zwanym z angielska rally - Jo obiecał: “That's why I've worked so hard in my career to make sure that... I promise you if I'm elected president, you're going to see the single most important thing that changes America, we're gonna cure cancer”. Krótko mówiąc twierdzi, że jak zostanie wybrany na prezydenta to wyleczą raka. Co miał na myśli? Muszę powiedzieć, że tutaj mam problem. Obietnice wyborcze najczęściej nie mają wiele wspólnego z tym co się dzieje po wyborach. Czasami trudno winić polityka, bo jeżeli polityk obieca więcej pieniędzy na służbę zdrowia, ale dostanie tylko 30% głosów i będzie musiał rządzić w koalicji z partią, która jest temu przeciwna to raczej wyborcy nie mogą mieć do niego żalu. Nie rządzi sam, inaczej mówiąc robi co może, ale musi iść na kompromis z drugą partią, z którą rządzi w koalicji. Podobnie jest z prezydentami w USA. Oni dużo obiecują, ale potem muszą przekonać kongres aby dał na to pieniądze. Najlepszym przykładem jest mur Trumpa. To chyba najbardziej znana obietnica wyborcza, która nie została zrealizowana, bo nie ma na nią pieniędzy. Tym bardziej teraz gdy część władzy przejęli demokraci. Wróćmy jednak do Jo Bidena i jego obietnicy wyleczenia raka. Jego obietnica ma podłoże emocjonalne, bo jego starszy syn zmarł na raka mózgu. Gdy więc wyborcy słuchają Bidena pewnie także odbierają to emocjonalnie. Ale czy Biden może obiecać wyleczenie raka? Powiedział: “we’re gonna cure cancer”. Poprzedzone to jest słowami: Obiecuję, gdy zostanę wybrany zobaczycie rzecz, która zmieni Amerykę, zamierzamy wyleczyć raka. Czy takie coś można obiecać? Kandydat na prezydenta może obiecać, że da więcej pieniędzy na badania, ale nie może przewidzieć czy te badania zakończą się sukcesem. Wydaje mi się jednak, że przyszli wyborcy Bidena nie spodziewają się, że wyleczy on raka, ale że po prostu zrobi wszystko co może aby do tego doprowadzić, a jego prywatna tragedia dowodzi, że tak się naprawdę stanie. Co ciekawe takie wypowiedzi i obietnice wyborcze polityków są z reguły krytykowane przez stronę przeciwną. Politycy i dziennikarze z prawej strony sceny wyśmiewają się z Jo Bidena, który obiecuje wyleczyć raka. W tym samym czasie Jo Biden ma według sondaży większe poparcie od obecnego prezydenta. Wynika z tego, że wyborcy Bidena nie biorą dosłownie jego obietnicy, że wyleczy raka. Rozumieją ją, że zrobi wszystko aby do tego doprowadzić. Dokładnie tak samo jest w kwestii muru i Trumpa. Wyborcy Trumpa widzą, że zrobił wszystko aby mur wybudować i aby Meksyk za to zapłacił. Około tygodnia temu Trump wysunął wobec Meksyku ultimatum żądające, aby zrobili porządek z karawanami przechodzącymi przez Meksyk do USA. Trump obiecał, że co miesiąc będzie podnosił taryfy na produkty z Meksyku o 5%. Meksyk uległ i zobowiązał się do tego. Dodatkowo zgodzili się przyjąć nielegalnych imigrantów złapanych w USA i czekających na decyzję o azylu. Tak więc teraz gdy nielegalny imigrant zostanie złapany już w USA i poprosi o azyl to oczekiwać będzie nie w USA, ale w Meksyku. Jednak politycy i media z lewej strony sceny politycznej twierdzą, że Trump nie dotrzymał obietnic. Nie wygląda jednak, aby wyborcy Trumpa tak myśleli, ma on mniej więcej takie samo poparcie jak miał w 2016. Jak więc rozliczyć polityków z ich obietnic? Jest to możliwe chyba tylko wtedy, gdy taki polityk dostanie większość głosów i ma władzę nie tylko do rządzenia, ale także ustawodawczą. Bo większość rzeczy jednak zmienia się ustawami. Niestety dla polityków scena polityczna praktycznie wszędzie na świecie jest podzielona prawie po równo i raczej nieprędko jakaś partia będzie miała dużą przewagę. Wracając do obietnic wyborczych. Wyborcy słuchają swoich polityków i nie biorą ich słów dosłownie. Ci politycy często rzucają hasła, które z logicznego punktu widzenia są nieprawdziwe, albo niemożliwe do zrealizowania, ale wyborcy też o tym wiedzą i nie odbierają tego jako kłamstwo, ale obietnicę w stylu: w idealnym świecie, gdy będę miał całą władzę oraz dużo pieniędzy to zrobię to i to.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 6 miesięcy temu
76 - Męskość (polemika z MS)
Dziś polemika z audycją “Męskie spotkania” z odcinkiem 8 o “męskości”. Jest kilka błędów, które popełnili dyskutujący. Większość błędów polega na pominięciu ważnych czynników, ale zacznijmy od definicji. Od samego początku zaczęli używać słowa stereotyp, mówiąc o dawnych wzorcach męskości. Dlaczego jest to problemem? Nie znam statystyk, ale powiedzmy, że 90% mężczyzn jest asertywnych. Wynikałoby z tego, że typowy, statystyczny mężczyzna jest asertywny. Czy to sprawia, że pozostałe 10% nie jest mężczyznami? Oczywiście, że są, ale nie typowymi. Ogół jest asertywny, a ta mała grupa nie. Jest to jednak uogólnienie, a więc stereotyp, bo stereotypowe patrzenie polega właśnie na uogólnieniu. Tak więc gdy ktoś chce unikać stereotypów to nie może niczego zdefiniować, bo jeżeli znajdzie się choć jeden mężczyzna, który ma inną cechę niż większość to określenie tej cechy, którą ma większość jako męskiej zostanie określone jako stereotypowe myślenie. Tak więc z góry cała dyskusja była skazana na niepowodzenie. Jeżeli nie wolno uogólniać czyli posługiwać się stereotypem to nie można zdefiniować niczego. Po drugie jeżeli jest błędem starty stereotyp męskości to jak nazwać nowe stereotypy? Np. dyskutanci twierdzą, że błędem jest twierdzenie, że mężczyzna nie płacze, ale sami wysuwają nowy stereotyp - prawdziwy mężczyzna okazuje uczucia. Inaczej mówić wpadają z jednej skrajności w drugą. Po trzecie prawie nic nie wspomniano o różnicach w biologii, a to przecież głównie to powoduje różnice między większością mężczyzn oraz kobiet. Mężczyźni mają hormon zwany testosteronem, który jest odpowiedzialny za większość typowo męskich zachowań. Po czwarte nie wspomnieli nic o rewolucji, która przewróciła cały system do góry nogami. W przeszłości umieralność dzieci dochodziła do 75% czyli przeżywało co 4 dziecko. Aby ludzkość przeżyła kobiety musiały rodzić dzieci. Umieralność podczas porodów dochodziła do 50%. Czy kobiety nie nadawały się na władców? Np. Jadwiga była lepiej wykształcona niż Jagiełło. Jadwiga umarła jednak podczas pierwszego porodu, a jej córka zmarła niecały miesiąc później. Jagiełło miał kilka żon tak jak typowy mężczyzna z jego czasów. Kobiety umierały bardzo często, podobnie dzieci. Dzisiaj sytuacja wygląda odwrotnie. W przeszłości mężczyźni żyli dłużej niż kobiety, dziś jest na odwrót. Nie ma też problemu z rodzeniem, wręcz przeciwnie jest przeludnienie. Kobiety nie muszą rodzić dzieci, aby ludzkość przeżyła. Do tego doszło odkrycie środków antykoncepcyjnych, wczesnoporonnych oraz bezpiecznych aborcji. Kobiety mogą dziś konkurować z mężczyznami w polityce, biznesie itd. Jaki to ma wpływ na mężczyzn? Wśród bezdomnych około 90% to mężczyźni. Liczba samobójstw mężczyzn przewyższa liczbę samobójstw kobiet prawie dwukrotnie. Być może właśnie te zmiany w oczekiwaniach wobec mężczyzn i kobiet doprowadziły do tego wzrostu bezdomności i liczby samobójstw. Podsumowując. Nie można zdefiniować męskości jeżeli nie zastosuje się uogólnienia. Nie można krytykować starych stereotypów, a propagować nowe. Nie można przy próbie definicji męskości pominąć tematu biologii oraz zmian w społeczeństwie, które nastąpiły w XX wieku. Na koniec moje osobiste zdanie. Żyjemy w okresie wielkiego eksperymentu. Tradycyjne normy i postawy są krytykowane. Ma to negatywny wpływ na wielu mężczyzn - wspomniana bezdomność i dwukrotnie większa liczba samobójstw, ale kobiety też chyba nie są szczęśliwsze. Tyle na dzisiaj. Wracając do podkastu “Męskie spotkania” - bardzo go lubię. Grupa mężczyzn w różnym wieku rozmawia na ciekawe tematy. Szczerze polecam, choć jak pewnie zauważyliście z tej audycji nie ze wszystkim się zgadzam. [link]
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 7 miesięcy temu
75 - Złudzenie planowania
Złudzenie planowania (ang. planning fallacy) jest tendencją do niedoceniania czasu potrzebnego na ukończenie zadania. Mamy taką tendencję do wybierania nieosiągalnych terminów (ang. deadline). Najczęściej powodem jest niedocenianie zewnętrznych problemów na drodze do wykonania zaplanowanego zadania.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 8 miesięcy temu
74 - Błędy przy sprzedaży mieszkania (wraz z Katarzyną Stachurską-Rexha)
Witam was w 74 odcinku podkastu “Zdrowy rozsądek”. Ja nazywam się Piotr Borowski i będę dzisiaj rozmawiał ze specjalistką od sprzedaży mieszkań. Oczywiście będziemy chcieli się zająć błędami logicznymi, które przy takiej transakcji popełniają sprzedający. Muszę powiedzieć, że dla mnie to była nowość. Jestem najczęściej kupującym i dość dobrze przemyślałem sobie wszystkie błędy, które może popełnić właśnie kupujący. Okazuje się jednak, że sprzedający nie tylko wykorzystują takie błędy, ale także sami je popełniają. Powiemy więc sobie o klątwie wiedzy, emocjach oraz wykorzystywaniu wielu sprzedawców. Dlaczego to są błędy oraz jak są one popełniane podczas sprzedaży mieszkania wyjaśni nam Katarzyna Stachurska-Rexha. Zapraszam was do wysłuchania waszej rozmowy. Dla mnie była to bardzo pouczająca rozmowa. Kiedy zakładałem ten podkast myślałem bardziej o dyskusjach naukowych, historycznych, politycznych, ekonomicznych itd. Inaczej mówiąc skupiałem się bardziej na wielkich kwestiach. Tymczasem logika przecież przydaje nam się w każdej dziedzinie naszego życia i w tej małej i w tej wielkiej. A sprzedaży mieszkania raczej nie można nazwać małą sprawą. Na pewno więc warto przemyśleć błędy o których wspomniała Kasia. Mówiła ona o braku dobrego opisu, co można nazwać klątwą wiedzy, bo my wiemy dużo o sprzedawanym mieszkaniu i wydaje nam się, że parę kiepskich zdjęć wystarczy. Kupujący jednak nie wie nic i tylko od nas zależy, a także od jakości zdjęć jaką wiedzę będzie on miał o naszym mieszkaniu. Druga sprawa to kwestia sprzedawania czegoś z czym jesteśmy emocjonalnie związani - może lepiej pozwolić komuś obcemu przeprowadzić sprzedaż. Na koniec kwestia zatrudniania wielu sprzedających do jednego mieszkania. Nie będzie im się opłacać zainwestować w przygotowanie go do pokazu, gdy będą mieli małą szansę na to, że to oni dokonają transakcji. Myślę, że to bardzo praktyczne rady. Ja jeszcze raz dziękuję Kasi za rozmowę. Poniżej link do kontaktu z Katarzyną Stachurską-Rexha: [link] Link do książki: [link] Link do strony: [link]
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 9 miesięcy temu
73 - Dychotomia myślenia i Brexit
Dychotomia myślenia to błąd logiczny polegający na zauważaniu tylko dwóch możliwości podczas gdy istnieje ich więcej. Po angielsku używa się terminu “false dilemma” lub mówi się o “either/or” w polityce używany jest jako “TINA factor” (TINA to skrót od “There is no alternative” - hasło, którego używała Margaret Thatcher). Mówi się także o “Black and white fallacy”. W pewnym sensie używanie Hitler fallacy czyli określenie przeciwnika politycznego, że jest jak Hitler wskazuje właśnie na Dychotomię myślenia - bo jak ktoś nie jest z nami to musi być jak Hitler. Błędem jest więc mówienie, że są tylko dwie możliwości gdy tak naprawdę jest ich dużo więcej. Tak błąd często popełniają politycy. Np. Margaret Thatcher używała sloganu There is no alternative czyli tz. TINA factor. Ten slogan sugerował, że albo my albo będzie źle - czyli, że są tylko dwie możliwe drogi. Należy jednak pamiętać, że czasami polityk może mieć rację. Np. w najbliższych wyborach w USA w 2020 będzie startował Trump po stronie republikanów oraz jakiś demokrata jako jego przeciwnik. Jeszcze nie wiadomo kto. Oczywiście będą także inni kandydaci, nie mają oni jednak prawdopodobnie wielkich szans. Tak więc twierdzenie albo Trump albo jakiś demokrata nie będzie raczej błędem logicznym tylko po prostu faktem. Co jednak dychotomia myślenia ma wspólnego z Brexitem. Większość ludzi głosowała za wyjściem z UE. Alternatywą więc było pozostanie lub wyjście. Pamiętajmy jednak, że wyjście może oznaczać różne rzeczy. Brytyjski parlament odrzucił trzecie głosowanie za umową, którą ułożyła pani premier Theresa May. Wielu komentatorów twierdzi teraz, że Brytyjczycy sami nie wiedzą czego chcą. Chcieli wyjść, a teraz nie wychodzą. Zauważmy jednak, że pani premier zaproponowała parlamentowi właśnie wybór either/or czyli albo jej umowa albo pozostanie w UE. Przez parę lat konsultowała bez porozumienia się nawet z ludźmi z własnej partii i teraz nie ma poparcia, a termin się zbliża. Tak więc chociaż jest dużo możliwości tego jak będzie wyglądało wyjście z UE - Theresa May doprowadziła do tego, że w zasadzie nie ma teraz wielu logicznych możliwości. Tak właśnie czasem robią politycy. Czasami używają tego błędu logicznego aby oszukać ludzi, którym wmawiają, że albo my albo oni podczas gdy są jeszcze inne alternatywy. Czasami jednak doprowadzają do sytuacji, gdzie naprawdę pozostają tylko dwie możliwości. Chociaż wcześniej były inne możliwości oni wmanewrowali ludzi w sytuację, gdzie naprawdę są tylko dwie alternatywy. Podsumujmy. Dychotomia myślenia to błąd logiczny wmawiający, że są tylko dwie możliwości, podczas gdy jest ich więcej. Przykładem jest np. Brexit - wyjście UK z EU mogło wyglądać różnie. Theresa May postawiła jednak wszystkich w sytuacji, gdzie do wyboru w zasadzie jest tylko jej umowa. Oczywiście jest jeszcze trzecia możliwość - można prosić UE o przedłużenie negocjacji. To jednak nikogo nie zadowala. Ludzie, którzy chcieli wyjść, a była ich większość mają teraz tylko umowę pani May albo wyjście bez umowy.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 10 miesięcy temu
72 - Efekt czystej ekspozycji (wraz z Kamilem Lelonkiem)
Efekt czystej ekspozycji (z ang. mere-exposure effect) jest odpowiedzialny za to, że lubimy rzeczy, które znamy. Ten efekt wykorzystywany jest w reklamie, która sprawia, że zanim zobaczymy produkt w sklepie widzimy go wcześniej mnóstwo razy i wydaje nam się on znajomy. Z tym efektem są związane techniki sprzedaży, które polegają na tym, że ktoś najpierw się nam prezentuje aby stworzyć ten efekt, a dopiero potem przechodzi do nakłaniania nas do kupna swojego produktu. Jak się strzec przed tym? Czy każdy kto wykorzystuje ten efekt jest nieuczciwy? O tym rozmawiam wraz z Kamilem Lelonkiem programistą i dietetykiem. Ciekawe jest to, że obaj mamy dwa takie same talenty Gallupa w pierwszej piątce. Konkretnie analityka (analitical) oraz indywidualizację (individualization). Myślę, że to także słychać w naszej rozmowie. Zapraszam do wysłuchania audycji o efekcie czystej ekspozycji oraz o tym czy korelacja dowodzi przyczynowości. Linki do strony Kamila Lelonka [link] [link]
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 10 miesięcy temu
71 - Głosowanie nogami
Słucham ostatnio wykładów poświęconych porównaniu kapitalizmu z socjalizmem. Ten cykl składa się z 24 wykładów i jest zatytułowany: “Capitalism vs. Socialism: Comparing Economic Systems”. Już w pierwszym wykładzie profesor Professor Edward F. Stuart mówi o tym jakże trudno jest porównać dwa systemy. Przyrównuje to nawet do porównywania zdrowia dwóch osób. Jedna może np. szybciej biegać, ale druga będzie np. dłużej żyła i teraz pytanie, kto z nich miał lepsze zdrowie? Dodatkową trudnością jest fakt, że mimo tego, że np. socjalizm był ustrojem, który ma wielu krytyków, to dalej są tacy, którzy go chwalą. Z drugiej strony kapitalizm też przecież ma krytyków. Jak więc udowodnić, że jeden system jest lepszy od drugiego? Nie ma idealnej metody, ale moim zdaniem dość dobrą odpowiedź daje chęć emigracji ludzi do takiego kraju. Dobrą podpowiedzią jest też fakt, czy kraj broni się przed zalewem ludzi z zewnątrz czy ucieczką ludzi z wewnątrz. Ci którzy pamiętają komunizm wiedzą, że bardzo trudno było wyjechać za granicę. Rządzący bali się, że takie osoby nie wrócą, co się często zdarzało. Z drugiej strony kraje takie jak USA wydają ogromne pieniądze na zatrzymanie fali imigrantów, którzy nielegalnie przekraczają granice. Taki imigrant niejako głosuje swoimi nogami w kwestii, który kraj jest lepszy. Nielegalny imigrant z Meksyku przechodząc przez granicę do USA pokazuje, że woli życie nielegalnego imigranta w obcym kraju niż życie obywatela w swoim kraju. Jeżeli więc weźmiemy dane statystyczne pokazujące, gdzie najwięcej ludzi chciałoby wyemigrować oraz dodamy do tego przybliżoną liczbę nielegalnych imigrantów otrzymamy dość dobrą odpowiedź na pytanie, jaki kraj ma najlepszy ustrój polityczny na świecie. Nie znaczy to wcale, że ten ustrój jest bez wad, ale znaczy to tyle, że inne kraje mają gorsze ustroje. Takie głosowanie odbywa się nie tylko pomiędzy krajami, ale także wewnętrznie. Np. w USA każdy stan ma inne prawo podatkowe. W tej chwili dużo ludzi ucieka z niebieskich stanów do tych czerwonych. Dla tych, którzy nie wiedzą niebieski oznacza demokratów, a czerwony republikanów. Dlaczego tak się dzieje. Demokraci są za większymi podatkami, a republikanie za mniejszymi. Tak więc wyprowadzka z demokratycznego stanu jakim jest Kalifornia do republikańskiego stanu jakim jest Texas oznacza mniejsze podatki. Co ciekawe wyprowadzają się także ludzie, którzy głosują na partie demokratyczną. I tutaj nasuwa mi się pytanie dlaczego? Jeżeli głosujesz na partię, która zwiększa podatki, to czy nie powinieneś wypić piwa, które naważyłeś? Ale tak to już jest - prawda wydaje się ukryta, bo społeczeństwo w USA jest podzielone prawie dokładnie w połowie. Jednak jak się patrzy na migrację z jednych stanów do drugich to wiadomo gdzie się żyje lepiej. Ktoś może twierdzić, że republikanie to zła partia, ale jeżeli w tym samym czasie wyprowadzi się z Kaliforni do Texasu to jego nogi opowiadają dokładnie odwrotną historię. Co ciekawe ludzie w takich stanach jak Texas wcale się nie cieszą z takiego dowodu lepszości nad Kalifornią. Oni się obawiają, że Texas także się zmieni w niebieski stan i podatki wzrosną gdy władzę przejmą demokracji. Jakiś czas temu wraz z chłopakami z Readers Initiative nagrywaliśmy podkast poświęcony zbiorowi klasycznych opowiadań sf. Było tam między innymi opowiadanie Jacka Finneya pt. “Zajmujący sąsiedzi”. Mówiło ono o ludziach z przyszłości, którzy przybyli do naszych czasów z powodu podatków. Cytat z książki: “większą część dochodu zjadać będą podatki”. Tak więc ci ludzie z przyszłości w tym opowiadaniu także zagłosowali nogami i uciekli z tej przyszłości z dużymi podatkami do przeszłości gdzie jeszcze nie było tak źle. Wniosek na koniec: nie patrz co ludzie mówią, patrz co robią. Gdy chwalą jakiś kraj, a inny ganią nie słuchaj ich - zobacz gdzie mieszkają, albo gdzie chcieliby mieszkać bo to więcej ci powie na temat tego co naprawdę myślą.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 10 miesięcy temu
70 - Efekt wspierania decyzji
My ludzie nie jesteśmy logicznymi stworzeniami. Nasze decyzje są często oparte na emocjach. Często ważniejsze od prawdy jest dla nas własne samopoczucie. Dziś pomówimy sobie właśnie o błędzie logicznym, który często popełniamy, ale dzięki temu psychicznie czujemy się dużo lepiej. Zachodzi więc pytanie czy walczyć z tym błędem? Tą decyzję pozostawiam wam. Pomysł na ten odcinek oraz część materiałów mam ponownie od Kamila Lelonka. Pomógł mi on już przy odcinku 63. Być może uda mi się namówić go do wzięcia udziału i podyskutujemy na temat np. błędów przy ocenianiu ekspertów w danej dziedzinie. Przejdźmy jednak do tematu. Czytałem kiedyś o takim eksperymencie. Ludziom dano do oceny 5 przedmiotów, które mieli ułożyć w kolejności tego jak bardzo by je chcieli mieć. Później dawano im pierwszy przedmiot z listy. Gdy po jakimś czasie ponownie ich badano kolejność przedmiotów na liście się nie różniła. Ale gdy dostawali drugi lub dalszy przedmiot z listy po jakimś czasie zmienili kolejność i ten przedmiot, który dostali szedł na przód listy, czasem nawet na pierwsze miejsce. Nazywa się to efektem wspierania decyzji, po angielsku choice-supportive bias. Objawia się to tym, że po jakimś czasie wydaje nam się, że podjeliśmy lepszą decyzję niż była ona w rzeczywistości. Ten efekt występuje także wtedy gdy ktoś inny podjął za nas tą decyzję. Np. rodzice wybrali religię, a politycy co zrobić z pieniędzmi z podatków. Od razu zaznaczę, że nie wszyscy ludzie mają ten efekt wspierania decyzji. Jak to działa? Z jednej strony nasz mózg chroni nasze ego podsuwając myśli, że to była dobra decyzja. Z drugiej strony dociera do nas coraz więcej informacji na temat dokonanego wyboru, podczas gdy nie mamy informacji na temat tych nie podjętych. Widać to w dyskusjach posiadaczy iPhone’òw i androidów. Jedni i drudzy mają wiedzę o posiadanym telefonie, ale najczęściej niewiele wiedzą o drugiej stronie. W ekonomii występuje tz. kwestia wybitej szyby. Ludzie, którzy widzieli, że chuligan wybił szybę u piekarza, a potem przyszedł szklarz i wstawił nową czasami twierdzą, że dzięki chuliganowi szklarz miał pracę, a więc to była dobra rzecz. Niektórzy posuwają się nawet do twierdzenia, że wojna jest dobra, bo dużo niszczy. Jest to ten sam błąd logiczny. Ludzie mają informacje o wstawionej szybie, bo ją widzą, a nie mają informacji o tym na co by piekarz wydał te pieniądze, gdyby nie musiał wstawić szyby. Być może kupiłby sobie garnitur. Tak więc chuligan wybijając szybę sprawił, że pieniądze piekarza dostał szklarz, a nie krawiec. Podobnie jest z podatkami. Politycy biorą pieniądze od ludzi, a potem wydają je i budują np. nowy most w nowym miejscu. Później wszyscy widzą ten most. Kolejny most w mieście oznacza, że są mniejsze korki na pozostałych mostach. Czego ludzie nie widzą to rzeczy, które ludzie kupiliby gdyby im nie zabrano tych podatków na most. Czego potrzebujemy aby przeciwdziałać temu efektowi? Nie występuje on w kolejkach do kas, bo tam dokładnie widzimy, czy decyzja aby stanąć w ogonku do tej kasy była słuszna czy też nie, bo w drugiej kasie wszystko idzie szybciej, a u nas kolejka stoi. Czego więc potrzebujemy? Informacji o tym jakie efekty przyniosłyby nam inne wybory. Pozostaje jednak pytanie czy nam taka wiedza jest potrzebna? Gdy kupiłeś samochód i będziesz nim jeździł przez najbliższe kilka lat. Samochód działa sprawnie i nie masz z nim większych problemów. Czy koniecznie musisz wiedzieć, że wybór innego samochodu byłby dla ciebie lepszy? Taka informacja nic nie zmieni w twoim życiu teraz. Może wpłynąć na wybór kolejnego samochodu za parę lat, ale teraz nic ci nie da. Może jednak zepsuć ci humor, bo będziesz musiał żyć z faktem, że nie podjąłeś najlepszej decyzji. Jak ten błąd logiczny wpływa na relacje międzyludzkie? Bardzo dobrze. Powiedzmy, że wybrałeś sobie partnerkę lub partnera. Mija jakiś czas poznajesz kogoś innego kto wydaje się być lepszym wyborem. Zmieniasz więc decyzję. Później spotykasz kogoś, kto wydaje się być jeszcze lepszym wyborem. Teraz wyobraź sobie, że to spotyka ciebie. Ktoś wybiera cię na partnera życiowego, a potem rzuca cię bo znajduje lepszy model. Gdy efekt wspierania decyzji ma zastosowanie w życiu osobistym jesteśmy zadowoleni z wyboru podjętego przed laty. Na tym chyba właśnie polega miłość, że gdy po latach ktoś nas zapyta, czy teraz wybralibyśmy kogoś innego odpowiadamy, że nie. Czy jest to odpowiedź logiczna? Nie, ale na pewno jest romantyczna. Podsumowując. Efekt wspierania decyzji to skłonność naszego mózgu do wspierania podjętych decyzji nawet gdy są błędne. Czy trzeba walczyć z tym efektem? Na pewno warto gdy podjęta decyzja była po prostu zła i mamy możliwość ją zmienić. Gdy jednak decyzja jest po prostu trochę gorsza od innej trochę lepszej to ten efekt zapewnia nam spokój umysłu. Uważaj jednak na argumenty polityków, którzy wskazują np. na zbudowany nowy most czyli coś co widzisz, bo nikt nie jest w stanie zobaczyć szpitala, który nie powstał, bo pieniądze poszły na most. Ten efekt występuje u nas też przy wyborze partnera. Gdy jednak chodzi o romantyczną miłość chyba nikt nie kieruje się przy tym logiką.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 11 miesięcy temu
69 - Mózg w robocie
Powieści sf mówią o przenoszeniu mózgu człowieka do innego ciała. Czy to możliwe? Jakie miałoby to skutki? Czy ludzki mózg w robocie dalej byłby człowiekiem? Wyobraź sobie, że twój mózg zostaje odłączony od twojego ciała. Dostajesz ciało robota, który żywi twój mózg. Mózg też się wprawdzie starzeje, ale załóżmy na czas tego eksperymentu, że taki mózg byłby nieśmiertelny. Maszyna dostarczałaby wszystkie potrzebne odżywki i tlen. Czy wyobrażasz sobie tą wolność? Wolność od bólu i cierpień. Wolność od potrzeb, np. potrzeby jedzenia, potrzeb seksualnych, wypróżniania się itd. Pomyśl też o ograniczeniach naszego ciała - np. widzimy tylko część widma świetlnego. W ciele robota mógłbyś zaopatrzyć się w kamery, które będą widzieć więcej, np. podczerwień. Będziesz mógł także słyszeć więcej. Zamontować sobie radar itd. Nie będą cię ograniczać wysokie i niskie temperatury. Oczywiście do pewnego stopnia, bo robot także jest zniszczalny, ale zakres możliwych temperatur byłby o wiele większy. Nie trzeba by wydawać pieniędzy na domy, ubrania, jedzenie itd. Rodzi się chłopiec. Odczuwa głód, dyskomfort, pragnienie, ból i wszystko przekazuje światu w postaci płaczu. Czy kontaktowałby się ze światem gdyby nie te potrzeby? Później ten chłopiec dorasta - zaczyna odczuwać potrzeby seksualne. Co wtedy robi? Szuka partnerki. Czy gdyby nie te potrzeby kiedykolwiek zacząłby się interesować kobietami? Dziś niektórzy mają pragnienia seksualne określane jako heteroseksualne, inni homoseksualne. Czy można by określić jaki pragnienia ma mózg, który byłby odłączony od ciała? Czy można by określić, że to mózg heteroseksualny, a może homoseksualny? Czy nasze ciało kształtuje to kim jesteśmy? Myślę, że do pewnego stopnia - tak. Pomyśl o mózgu kobiety w pięknym ciele. Reakcje otoczenia na jej wygląd będzie najprawdopodobniej miało wpływ na jej zachowanie. Teraz wyobraź sobie dokładnie ten sam mózg w brzydkim ciele. Mózg jest ten sam, ale reakcja otoczenia będzie zupełnie inna. W rezultacie to będą dwie różne kobiety. Podobnie jest z nami. Kobieta, która zrobi sobie makijaż zmienia to jak inni ją postrzegają. Co ważniejsze zmienia także to jak sama siebie postrzega. Podobnie mężczyzna, który zacznie ćwiczyć kulturystykę. Będzie wyglądał inaczej dla otoczenia i sam poczuje się pewniej. Jak ta wiedza pomaga nam w kontaktach z innymi? Gdy widzisz człowieka, który jest poirytowany, bo go np. boli ząb - to czy to wina tego człowieka, że jest poirytowany? Czy potrafiłbyś spojrzeć na niego i zobaczyć kim on jest naprawdę - jakby się zachowywał bez bólu zęba? A jak jest z tobą? Czy potrafisz do pewnego stopnia zapomnieć o sygnałach, które przychodzą do twojego mózgu? Jak by to było, gdyby nie było sygnałów mówiących o zimnie czy głodzie? Wraz z wiekiem rośnie krzywa szczęścia. Rodzimy się szczęśliwi i dużo radości najczęściej przeżywamy jako dzieci. Później przychodzi najtrudniejszy okres w życiu, kiedy w wieku produkcyjnym zabiegamy o partnera, środki do życia, uznanie innych ludzi itd. Później starzejemy się i te potrzeby często przestają mieć znaczenie. Np. z wiekiem potrzeby seksualne maleją, starzy ludzie też mniej dbają o to co inni o nich myślą. Dlatego zwykle krzywa szczęścia rośnie po 50 roku życia. Pozwala nam to spojrzeć trochę na to jakby się zachowywały mózgi odłączone od ciał. Wyobraź sobie, że odłączono cię od ciała i jesteś w ciele robota. Nie odczuwasz zimna, nie odczuwasz popędu seksualnego, nic cię nie boli. Oczywiście ten robot musiałby uzupełniać pokarm i tlen podawany do mózgu, ale jedzenie i oddychanie byłyby jedynymi potrzebami twojego mózgu. Ponieważ nie odczuwałbyś zimna nie miałbyś potrzeby budowania. Ponieważ nie odczuwałbyś popędu seksualnego nie szukałbyś towarzystwa kobiet. I teraz najważniejsze - wstawienie mózgów mężczyzn i kobiet do robotów wyzwoliłoby kobiety i zrównałoby je. Bo przecież jaka różnica byłaby pomiędzy męskim mózgiem w robocie, a żeńskim w takim samym robocie? Prawdopodobnie żadna - mieliby taką samą siłę, szybkość i wszystko inne. Kobiety byłyby wyzwolone od ciąży, klimakterium itd. Dodatkowo nie byłoby problemów, które mają transseksualiści - taki robot nie miałby przecież płci. A może uważacie, że mężczyźni brali by niebieskie modele robotów, a kobiety różowe? I na koniec najważniejsze pytania. Czy taki mózg tęskniłby za tym, aby zostać włożonym do ciała, które umiera? Bo przecież każdy z nas umiera - trwa to jakiś czas, ale jest nieuchronne. Czy więc będąc w robotach czy chcielibyśmy wrócić do ciał? Znowu odczuwać ciepło i zimno, głód i pragnienie, potrzeby seksualne itd. Czy taki mózg w ciele robota byłby dalej człowiekiem?
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 11 miesięcy temu
68 - Argumentum ad consequentiam
Dziś omówimy sofizmat Argumentum ad consequentiam, czyli argument odwołujący się do konsekwencji. Ktoś twierdzi, że konsekwencje czegoś są nie do przyjęcia, a więc to musi być nieprawda. Albo odwrotnie konsekwencje czegoś są dobre, a więc to musi być prawda. Tą drugą błędną argumentacją posługują się np. zwolennicy komunizmu, który w teorii brzmi tak dobrze, że to musi być prawda. Ja jednak chciałbym się dzisiaj skupić na tej negatywnej formie tego błędnego argumentu czyli na twierdzeniu, że coś jest nieprawdą, bo konsekwencje tego są nie do przyjęcia. Chodzi tutaj o postawę zaprzeczającą faktom. Np. ekonomista przedstawia politykowi fakty dotyczące nadchodzącego kryzysu, ale polityk je odrzuca, bo np. należy myśleć pozytywnie. Do rozważenia tego sofizmatu czyli argumentu odwołującego się do konsekwencji skłoniło mnie to co się stało z noblistą Jamesem Watsonem. Ten naukowiec jest jednym z tych, którzy pracowali przy odkrywaniu podwójnej helisy DNA. On też dostał nobla w 1962 roku. Znany jest z dość kontrowersyjnych wypowiedzi. Szczególnie ta z 14 października 2007 z wywiadu w The Sunday Times. W tym wywiadzie Watson wyraził on wątpliwości, co do rozwoju Afryki stwierdzając, że polityka społeczna w tej kwestii opiera się na przekonaniu, iż przedstawiciele rasy czarnej dorównują inteligencją przedstawicielom rasy białej. Tymczasem badania pokazują, że jest inaczej. Po tym wywiadzie został zawieszony w obowiązkach dyrektora. Odwołano też jego wykłady. Niedawno pozbawiono go kilku honorowych tytułów naukowych. Dlaczego uważam, że sprawa noblisty Jamesa Watsona nadaje się na przykład do omówienia Argumentum ad consequentiam. Ludzie odrzucają wyniki testów IQ na populacjach twierdząc, że te wyniki są rasistowskie. Nie wiem czy wiecie, ale testy IQ populacji ludzkich różnią się. Najwyższe wyniki mają Żydzi aszkenazyjscy, później Azjaci, potem Europejczycy, później Indianie, a na końcu Murzyni. Są to oczywiście statystyczne dane, które mówią, że poziom IQ przeciętnego Europejczyka jest wyższy niż przeciętnego Murzyna. To oczywiście nie znaczy, że nie ma Murzynów o wysokim IQ. Te dane pokazują, że takich osób jest mniej niż np. w populacji Azjatów. Aby wyrównać liczbę studentów w USA ogranicza się przyjmowanie Azjatów na studia, a zwiększa liczbę miejsc dla Murzynów. Wiele osób krytykuje testy IQ mówiąc, że zostały one przystosowane dla Europejczyków. Zauważmy jednak, że lepsze wyniki mają w tych testach Azjaci. Europejczycy są w tych testach gdzieś po środku. Poza tym zachodzi korelacja pomiędzy wynikiem IQ i radzeniem sobie w szkole. Chciałbym wyjaśnić, że moim celem nie jest udowodnienie, że test IQ podaje prawdziwe dane i dowodzi, że rasa czarna jest głupsza. Moim celem jest pokazanie, że nie można odrzucić wyników tylko dlatego, że się komuś nie podobają. Uważasz, że test IQ podaje błędne dane - ok, udowodnij to posługując się argumentami, a nie sofizmatami typu argument odwołujący się do konsekwencji. W tym wypadku konsekwencją jest stwierdzenie, że dane te pokazują wyższość inteligencji białych nad czarnymi. Przyznacie, że brzmi to tak jakby to powiedział jakiś biały nacjonalista. Przypominam jednak, że te dane pokazują wyższość Żydów i Azjatów, co raczej nie pasuje do twierdzeń białych nacjonalistów. Niestety w dzisiejszym świecie naukowcy boją się przedstawiać swoje odkrycia. Np. rozmowa o tym, że są dwa płci jest zakazana na niektórych uczelniach. Wiąże się to trochę z drugim błędem logicznym, którego nie będę dzisiaj rozważał, a tylko o nim wspomnę. Chodzi o Argumentum ad baculum czyli argument odwołujący się do kija. Uczelnie boją się przemocy oraz obmowy przez ludzi np. na twitterze. Boją się też cofnięcia wsparcia przez rządy, które nie będą finansować uczelni przedstawiających “rasistowskie fakty”. Ten błędny argument omówię kiedyś dokładniej. Na dzisiaj to by było tyle. Argumentum ad consequentiam to argument odwołujący się do konsekwencji. Ten błędny argument ma dwie wersje pozytywną i negatywną. Pozytywna twierdzi, że coś ma tak dobre konsekwencje, że musi być prawdą, a negatywna, że coś ma złe konsekwencje, a więc musi być fałszem. Przykładem są badania pokazujące średnie IQ dla różnych ras i grup narodowościowych. Te badania mogą być nieprawdziwe, ale aby to udowodnić trzeba podać fakty, albo wykazać błędy w przeprowadzeniu badań. Nie można użyć argumentum ad consequentiam aby obalić twarde dane. Na koniec wspomnę, że sam próbowałem dyskutować z moim znajomymi na ten temat. Po prostu pytałem co myślą na ten temat. Okazywało się, że nikt nie ma problemów z poglądami typu pies rasy border collie jest mądrzejszy od pudla. Jednak gdy rozmowa przechodziła na rasy ludzkie - ludzie albo nie zgadzali się z wynikami badań twierdząc, że to nie może być prawda, bo to rasistowskie, albo po prostu odmawiają rozmowy na ten temat. Dziękuję wam za wysłuchanie do końca tego kontrowersyjnego tematu. Chętnie usłyszę wasze zdanie. Napiszcie mi w komentarzu co myślicie, albo nagrajcie i podeślijcie to dołączę do mojej audycji.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 11 miesięcy temu
67 - Inteligencja wyborców
Jedną z rzeczy, które warto przemyśleć jest demokracja i prawa wyborcze dla wszystkich obywateli. W zasadzie chyba wszyscy politycy w krajach demokratycznych są demokratami. Tak przynajmniej twierdzą. Jednak czasem ich wypowiedzi zdają się świadczyć o czymś innym. Nagrywam ten odcinek tuż przed decyzją o tym czy brytyjski parlament przyjmie deal jaki uzgodniła Theresa May. Wielu uważa ten deal za najgorszy możliwy. Mówi się też o tym, że będzie kolejne głosowanie. Tak więc jest możliwe, że UK ponownie przyłączy się do Unii Europejskiej. Ja jednak chciałbym mówić o wypowiedziach polityków oraz dziennikarzy głównego nurtu. Chodzi mi np. o dziennikarzy BBC. Tuż po referendum w sprawie Brexitu dało się słyszeć głosy o tym, że wyborcy zostali oszukani albo wręcz o tym, że ludzie głosujący za Brexitem tak naprawdę nie wiedzieli za czym głosują. Do dziś stosuje się tego typu argumenty aby przekonać do kolejnego głosowania. Narracja idzie mniej więcej tak - ludzie zostali oszukani, albo ludzie nie wiedzieli co to jest Brexit - teraz już wiedzą i trzeba ponownie zagłosować. Zauważmy co stoi za tymi słowami. Po pierwsze jest to hipokryzja, czyli cecha, które wg mnie jest jedną z najgorszych cech jakie mogą przejawiać ludzie. No bo przecież gdyby ludzie zagłosowali przeciwko Brexitowi i za pozostaniem w Unii to nikt by dzisiaj nie mówił, że ci ludzie nie wiedzieli co to Brexit albo, że zostali oszukani. Politycy i dziennikarze głównego nurtu przyjęliby tą decyzję i nawet chwalili by ludzi za mądrość i dalekowzroczność. Ja jednak nie będę dziś mówił o hipokryzji. Chciałbym po prostu zauważyć, że takie słowa typu: “ludzie nie wiedzieli” albo “ludzie zostali oszukani” świadczą o tym jak politycy oceniają inteligencję wyborców. Za tymi słowami kryje się myśl: “gdyby byli inteligentni to wybraliby pozostanie w Unii”. To samo dotyczy późniejszych wyborów w USA. Tam również oskarżono Donalda Trumpa o populizm. Innym powodem wygranej tego kandydata miały być posty na facebooku, które oszukały ludzi. Zauważmy, że i w tym wypadku oskarżanie Trumpa o populizm świadczy o tym co ci oskarżający myślą o inteligencji wyborców. Są tak głupi, że dali się złapać na populizm Trumpa. To samo dotyczy rosyjskich botów i facebooka. Jeżeli wyborców dało się tak oszukać to są krótko mówiąc mało inteligentni. Tutaj dochodzimy do sedna. Jeżeli jakiś polityk twierdzi, że jest demokratą, ale jednocześnie krytykuje wybór dokonany przez ludzi to sam sobie zaprzecza. Bo albo pozwalamy ludziom wybierać i przyjmujemy do wiadomości ich decyzję, czyli decyzję większości albo trzeba zmienić ustrój. Nie można akceptować wyboru ludzi, gdy nam się on podoba i krytykować gdy ludzie zdecydują coś innego niż my byśmy chcieli. Demokracja polega na tym, że akceptuje się wybór większości. Oznacza to, że istnieje jakaś mniejszość, która chciała czegoś wręcz przeciwnego. Ta mniejszość to może być nawet 49% czyli całkiem sporo. Problem wydaje mi się leży gdzie indziej. Internet sprawił, że np. film o tym jak Hillary Clinton zemdlała i musiała być podtrzymywana przez ochroniarzy obiegł świat w ciągu paru minut od opublikowania. Nikt nie był w stanie tego zatrzymać. Politycy często sami oszukiwali ludzi. Np. zatopienie przez Niemców statku Lusitania miało swoje powody - statek ten przewoził broń do Anglii. Ta informacja została jednak przed ludźmi ukryta, gdy przekonywano społeczeństwo USA do przystąpienia do I wojny światowej. Podobnie można powiedzieć o twierdzeniach, że Saddam Hussein robi bombę atomową i trzeba go ponownie zaatakować. Ludzie poparli tamte wojny będąc oszukani. Czy więc trzeba anulować tamte wybory? Demokracja nie działa wstecz. Politycy są jednak karani za kłamstwa - w kolejnych wyborach ludzie głosują na opozycję. Podsumowując - demokrata akceptuje wolę większości, bo na tym polega demokracja. Jeżeli krytykujesz taką decyzję wyborców to nie jesteś demokratą. Oczywiście demokracja ma wiele wad, a jedną z nich jest właśnie to, że taki sam głos ma osoba bardzo inteligentna oraz taka z niskim IQ. Być może ustrój, gdzie decydowali by ludzie np. o poziomie IQ wyższym niż 120. Ale oczywiście nigdy do tego nie dojdzie, bo ta reszta by się na to nie zgodziła. Przy okazji ja nie wiem jaki mam poziom IQ.
pobierz odcinki RSS iTunes www
Starsze
»
miodek