Audycje z kategorii: Filozofia

Sortuj: kategoriami | alfabetycznie
Tygodniuffki to audycje, które zdobyły największą popularność w ubiegłym tygodniu. Ranking audycji tworzony jest automatycznie na podstawie zainteresowania użytkowników
opublikowany 4 dni temu
28 - Teoria kontra Praktyka
Witam już w 28 audycji podkastu “Zdrowy rozsądek”. Link do iTunes: [link] Link do RSSa: [link] Ten temat postanowiłem poruszyć zainspirowany podkastem Startup My Way, a szczególnie odcinkiem 6, w którym gościem Bogusza Pękalskiego był Vladimir Alekseichenko, a rozmowa dotyczyła sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego i tym podobnych rzeczy. Link do tej audycji będzie w notatkach. [link] Vladimir poruszył ciekawy temat czy warto poświęcać czas na teorię. Wspomniał, że teoretycy uczenia maszynowego są w tyle za praktykami. Inżynierowie próbują różne rzeczy i stosują te, które działają nie wiedząc do końca dlaczego działają. Później profesorowie budują teorie i wyjaśniają jak zastosowana technika działa. Zachodzi jednak pytanie - jeżeli wiesz, że coś działa, ale nie wiesz dlaczego, to czy warto zużyć czas na poznanie wyjaśnienia? Co ci da taka wiedza? Przecież od samego początku praktycznie wykazano, że coś działa. Ta dyskusja przypomniała mi fakt z historii rewolucji przemysłowej w Anglii. Budowa silników parowych oraz ich zastosowanie było całkowicie zasługą inżynierów budujących te maszyny i uczących się na swoich błędach. Dopiero gdy cały przemysł już działał przyszli naukowcy z królewskiego towarzystwa naukowego i wyjaśnili jak działają silniki parowe. Oczywiście wiedza jak coś działa może zostać wykorzystana praktycznie do jeszcze lepszego ulepszenia już działających maszyn. Czytając historię rewolucji przemysłowej myślałem, że my żyjemy w innych czasach, czasach, gdy inżynierowie robią to co naukowcy wymyślą. Jak się jednak okazuje inżynierowie dalej wyprzedają naukowców. Nie chcę oczywiście przez to powiedzieć, że naukowcy nie są potrzebni, albo, że bycie praktycznym inżynierem jest czymś lepszym niż bycie naukowcem budującym teorie wyjaśniające poznane fakty. Te dwie dziedziny praktyka i teoria przenikają się przecież od dawna. No bo nauka powstała aby wyjaśnić zaobserwowane fakty. Później jednak nauka była w stanie przewidzieć pewne rzeczy jak np. rozszczepienie atomu i zatrudnić inżynierów, aby tego spróbowali. Najlepiej więc chyba jak praktycy i teoretycy współpracują ze sobą dla dobra ludzkości i jej rozwoju. Dziękuję za wysłuchanie. Jeżeli wam się podobała ta audycja podzielcie się nią ze znajomymi. W notatkach jest też link do iTunes. Będę wdzięczny za komentarze i gwiazdki. Następny podkast powinien ukazać się za tydzień, a zatem do usłyszenia.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 11 dni temu
27 - Swoboda mowy
Witam już w 27 audycji podkastu “Zdrowy rozsądek”. Link do nowego serwera: [link] Link do iTunes: [link] Link do RSSa: [link] Dziś powiem trochę o “swobodzie mowy”. Czym jest “swoboda mowy” najłatwiej wyjaśnić na przykładzie. Masz dużą wiedzę na temat wychowania dzieci, ale twoje własne dzieci zeszły na złą drogę. Ludzie znający twoją sytuację prawdopodobne niezbyt chętnie przyjmą twoje argumenty choćby najlepsze. Tak samo może być jeżeli udzielasz rad rodzicom sam nie mając dzieci. Albo namawiasz ludzi do rzucenia palenia, samemu dalej paląc. Czym więc jest “swoboda mowy”? Masz ją gdy ludzie nie mogą wobec ciebie zastosować “argumentum ad hominem”. Sofizmat “argumentum ad hominem” wygląda w ten sposób, że ktoś zamiast atakować argumenty przytaczane przez drugą stronę atakuje osobę przytaczającą te argumenty. Inaczej mówiąc jeżeli nie masz swobody mowy oznacza to, że ludzie łatwo mogą wobec ciebie zastosować ten sofizmat czyli zły argument. Możesz mieć najlepsze dowody wspierające twoją tezę, ale nikt nie będzie cię słuchał. Innym przykładem może być ktoś otyły wykładający temat zdrowej diety. Otyłość może być spowodowana jakimś stanem chorobowym, ale większość słuchaczy od razu skojarzy ją z nadmiernym jedzeniem i nie posłucha choćby najlepszy rad od otyłego mówcy. Krótko mówiąc to czy masz swobodę mowy w jakimś temacie zależy od tego jak cię inni postrzegają i czy łatwo mogą zastosować sofizmat “argumentum ad hominem” wobec ciebie. Ludzie stosują tą technikę wobec ludzi nienależących do ich grupy. Np. mężczyzna nie będzie miał swobody mowy wobec feministek, biały wobec wojowniczo nastawionych czarnych. Choćby taka osoba przedstawiała najlepsze argumenty prawdopodobnie nikt nie podejmie nawet trudu aby ich posłuchać, bo brak swobody mowy oznacza, że ktoś z góry podjął decyzję, że dana osoba nie ma racji bo jest gruba, nie ma dzieci, albo jest białym mężczyzną. Inaczej mówiąc ludzie twierdzący, że ktoś nie ma swobody mowy są uprzedzeni. Co możemy zrobić? Po pierwsze przyjrzyjmy się sobie. Każdy z nas jest w ten sposób uprzedzony. Np. mężczyzna prawdopodobnie chętniej posłucha rady od innego mężczyzny. Podobnie kobieta. Nie przyjmiemy też pewnie rady od kogoś kto ma zupełnie inne warunki niż my, bo przecież ta osoba nie może zrozumieć jak my się czujemy. Jeżeli namawiałby nas do rzucenia palenia ktoś kto nigdy nie palił prawdopodobnie powiemy mu, ty nie rozumiesz jak silny to jest nałóg. Z drugiej strony chętnie posłuchamy takich samych słów od kogoś kto palił i rzucił to, bo on nas może zrozumieć. Po drugie jeżeli należysz do jakiejś grupy możesz wybrać osobę, która będzie miała swobodę mowy wobec takich uprzedzonych słuchaczy. Stosują to partie polityczne. Np. proszą jakąś swoją członkinię, aby przemówiła do kobiet. Tak samo czarny reprezentant partii będzie przemawiał do czarnych wyborców. Po trzecie możesz stosować argumenty osoby mającej swobodę mowy. Np. sam nie jesteś imigrantem, ale musisz przemówić do nich. Możesz zacytować imigranta. Najlepiej tej samej rasy i narodowości. Tą technikę stosują np. biali republikanie w USA, gdy rozmawiają o ekonomicznych problemach czarnych cytują Thomasa Sowella, czarnego pochodzącego z najbiedniejszych dzielnic, który został ekonomistą. Podsumowując. Jeżeli nie masz swobody mowy wobec jakiejś grupy oznacza to tyle, że ta grupa stosuje wobec ciebie sofizmat “argumentum ad hominem”, czyli błąd logiczny. Ta grupa ludzi jest uprzedzona wobec ciebie. Co możesz zrobić. Po pierwsze staraj się samemu nie odrzucać argumentów innych tylko dlatego, że uważasz, że nie mają swobody mowy. Oceniaj argumenty, a nie ludzi. Jeżeli oceniasz ludzi to sam stosujesz “argumentum ad hominem”. Po drugie możesz poprosić kogoś należącego do tej grupy, aby przedstawił argumenty zamiast ciebie, np. kobietę, aby przekazała je kobietą, imigranta, aby mówił do imigrantów. Po trzecie gdy sam musisz przemówić do ludzi, którzy uważają, że nie masz swobody mowy użyj argumentów kogoś z ich grupy. Nie będą w stanie zastosować wobec ciebie “ad hominem”, bo niejako będą dyskutować z cytatami kogoś spośród siebie. Dziękuję za wysłuchanie. Jeżeli wam się podobała ta audycja podzielcie się nią ze znajomymi. W notatkach jest też link do iTunes. Będę wdzięczny za komentarze i gwiazdki. Link do iTunes: [link] Następny podkast powinien ukazać się za tydzień, a zatem do usłyszenia.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 17 dni temu
26 - Szlachetny dzikus
Witam w 26 audycji podkastu “Zdrowy rozsądek”. Link do nowego serwera: [link] Link do iTunes: [link] Link do RSSa: [link] Zachęcam tutaj do używania logiki, którą z polska określa się mianem “zdrowego rozsądku”. Wytykam też tutaj sofizmaty i błędy w logice. Dziś będę mówił o micie, który ma duży wpływ na myślenie ludzi o przeszłości i odbierania dobrodziejstw teraźniejszości. Będę dzisiaj mówił o micie “szlachetnego dzikusa”. Jest to termin pochodzenia angielskiego i w tamtym języku znany jako “noble savage”. Ten mit idealizuje postać dzikusa nieskażonego cywilizacją. Zauważmy co wynika z tej definicji: “szlachetny dzikus jest czysty albo nieskażony cywilizacją”. Co wynika? Ci, którzy stworzyli ten mit byli niezadowoleni z okresu, w którym żyli i uważali, że w przeszłości ludzie byli szlachetni, bo nieskażeni cywilizacją. Dzisiaj taki sposób myślenia nie zawsze przejawia się w tym, że ludzie porzucają życie w miastach i udają się aby żyć w lesie. Widać taki sposób myślenia także w krytyce współczesnej medycyny i powrocie do znachorskich metod z przeszłości. Widać to w krytyce obecnego ustroju i twierdzeniu, że w czasach PRLu było lepiej. Widać to także w krytyce kapitalizmu i społeczeństwa konsumpcyjnego. Widać to w krytyce współczesnej rozrywki. Przykłady można mnożyć. Błędna argumentacja przebiega zwykle w ten sposób - współczesna medycyna ma wady, a więc wróćmy do znachora. Obecny ustruj ma wady, a więc wróćmy do tego co było w czasach PRLu. Gdzie jest błąd w takiej argumentacji? Jeżeli ktoś zauważy wady współczesnej medycyny to nie może tych wad użyć jako argumentu za używaniem medycyny ludowej. Proste porównanie śmiertelności w czasach, gdy nie było medycyny jaką znamy dowodzi, że jest ona zdecydowanie lepsza od tej ludowej. Oczywiście, że ma wady, ale wady medycyny ludowej były zdecydowanie większe. W przeszłości ludzie spędzali ze sobą więcej czasu, chodzili spać z kurami, jedli nieprzetworzoną żywność, nie marnowali czasu na rozrywkę itd. To prawda, ale ci ludzie nie robili tego bo nie mieli innego wyjścia. Oni nie podjęli decyzji o tym, żeby pójść spać z kurami. Po prostu słońce zaszło i w czasach, gdy nie było lamp nie było co robić. Te dzikusy, nasi przodkowie musieli spędzać niejednokrotnie całe dni na zdobywaniu pożywienia, którego często brakowało i przymierali głodem. Oczywiście raczej nie mieli współczesnych problemów z otyłością, ale nie dlatego, że zdecydowali się na zdrowy tryb życia, ale dlatego, że nie mieli innego wyjścia. My żyjemy dziś w czasach produkcji masowej. Produkowanie masowe jedzenia, ubrań itd. powoduje, że ich cena spada. Tak więc mamy więcej czasu, który możemy wykorzystać na rozwijanie zdrowego rozsądku. Nasi przodkowie nie mieli tej możliwości. Czy naprawdę chciałbyś drogi słuchaczu być takim “szlachetnym dzikusem”? Łatwo skrytykować dzisiejszą przetworzoną żywność, ale wyobraź sobie jak to było w czasach, gdy żywność zawierała pasożyty. Łatwo krytykować medycynę, ale wyobraź sobie jak to było w czasach, gdy nie było antybiotyków. Łatwo krytykować współczesną głupią rozrywkę, ale wyobraź sobie jak to było w czasach, gdy rozrywką był stary dziad, który przyszedł żebrać i w zamian opowiadał co się dzieje w sąsiednich wioskach. Na koniec wróćmy do przymiotnika “szlachetny”. Często to określenie “szlachetny dzikus” albo “noble sawage” odnosi się do indian z prerii Ameryki Północnej. Czy byli oni szlachetniejsi niż skażeni cywilizacją biali ludzie, którzy zabrali im ziemię? Plemiona indiańskie potrafiły wybić co do nogi konkurencyjne plemiona. Nie twierdzę, że każde plemię było takie, ale eksterminacja wrogów nie była czymś nieznanym. Podsumowując. Nasza cywilizacja nie jest doskonała i ma wady, ale nie daj sobie wmówić, że dzikusi byli szlachetni, albo, że w ich czasach żyło się lepiej. Dziś często jest tak, że najuboższy człowiek w krajach zachodnich żyje w lepszych warunkach niż król w średniowieczu. To samo odnosi się do cech ludzkich. Ludzie dzisiaj nie są idealni i dopuszczają się zbrodni - jednak jest to dość mały procent w porównaniu do tego co działo się w czasach naszych przodków. Mit “szlachetnego dzikusa” to jest po prostu mit, czyli nieprawda, oparta na błędnych założeniach. Dziękuję za wysłuchanie tego odcinka. Jeżeli ci się podobał wystaw proszę pozytywną opinię w iTunes albo udostępnij go znajomym. Link do iTunes: [link] Pozdrawiam i do usłyszenia za tydzień.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 23 dni temu
25 - Postęp w nauce
Zdrowy rozsądek 25 - Postęp w nauce na przykładzie ekonomi behawioralnej Link do nowego serwera: [link] Link do iTunes: itunes.apple.com/gb/podcast/zdrow…d1351763908?mt=2 Link do RSSa: [link] Teraz przejdźmy do tematu tego odcinka czyli postępu w nauce. Dzisiaj wiele osób traktuje naukę i naukowców jak nasi przodkowie traktowali religię i kapłanów. Kapłani byli jednak tylko ludźmi i tak samo jest z naukowcami. Powiedzmy, że ktoś został księdzem i po 10 latach usługiwania stracił wiarę. Co ma jednak zrobić przecież bycie księdzem to jego zawód i być może nie umie robić niczego innego. Tak więc mimo braku wiary kontynuuje odprawianie mszy itd. Podobnie jest z naukowcami. Powiedzmy, że jakiś naukowiec zaangażował się w jakąś dziedzinę nauki i poświęcił na studia, potem na pisanie pracy magisterskiej itd. całe lata. Teraz okazuje się, że cała ta wiedza jest nic niewarta. Co może zrobić taki naukowiec? Oczywiście mógłby się przekwalifikować, ale może też kontynuować pracę w swoim zawodzie mimo, że ktoś wykazał, że wiedza, którą np. przekazuje studentom jest nic nie warta. Jako przykład posłużę się ekonomią behawioralną, za którą Richard Thaler dostał w 2017 roku nobla z ekonomii. Jest on autorem książki “Misbehaving: The Making of Behavioral Economics”, która po polsku ukaże się w kwietniu 2018 roku jako “Zachowania niepoprawne. Tworzenie ekonomii behawioralnej”. Jest to ciekawa książka, która w pewnym sensie wyjaśnia czym jest ekonomia behawioralna, ale jest także biografią tej młodziej dziedziny ekonomii. W wielkim skrócie - ekonomiści w przeszłości twierdzili, że ludzie podejmują decyzje na podstawie racjonalnych przesłanek, z kolei ekonomia behawioralna twierdzi coś wręcz przeciwnego, że ludzie podejmują decyzje np. w sprawie zakupów pod wpływem emocji, impulsów, braku logiki itd. Kiedyś może nagram podkast poświęcony temu tematowi dziś jednak chciałem się posłużyć tym przykładem aby pokazać jak zachowują się naukowcy. W wywiadze Richard Thaler zapytany o to jak ekonomiści przyjęli te nowe tezy, które w zasadzie zaprzeczają wielu teoriom ekonomicznym z przeszłości powiedział, że nowe pokolenie przyjmuje to z otwartym umysłem, ale ci starsi ekonomiści twardo trzymają się starych teorii. Powiedział, że w takich kwestiach nie ma innego wyjścia jak poczekać, aż wymrze tamto pokolenie, które nie chce przyjąć nowych teorii naukowych. Moglibyśmy się tutaj posłużyć terminem, który w PRLu odnoszono do tych komunistów, którzy nie chcieli żadnych zmian - nazywano ich partyjnym betonem. Nic nie było w stanie ich przekonać, że nie mają racji. Podobnie jest z naukowcami, którzy przywiązali się do jakiejś teorii i nie chcą przyjąć nowej. Niektórzy podchodzą do takich teorii wręcz z religijnym uwielbieniem. Naukowcy mają swoich proroków, którzy ogłaszają jakieś teorie. Te teorie mają potem swoich wyznawców, którzy mimo kontrargumentów z religijną pasją wiernie pozostają wierni tym prorokom oraz ich nauczaniu. Gdy po iluś tam latach większość naukowców przechodzi na nowe teorie dziwią się tym ludziom, którzy tak dzielnie bronili błędnych tez. Jednak to nowe pokolenie wcale nie jest inne. Nie chcę oczywiście tutaj twierdzić, że wszyscy naukowcy są tacy, ale choćby ten przykład z ekonomii pokazuje, że nowe odkrycia niekoniecznie przemawiają do ludzi, którzy żyją z nauczania starych teorii. Tak jak ksiądz, który stracił wiarę, ale dalej naucza tak postępują także niektórzy naukowcy. Czy jest ich dużo czy mało nie jestem w stanie powiedzieć, ale warto o tym pamiętać. Z drugiej strony nie należy myśleć, że każda nowa teoria jest prawdziwa, a stary naukowy beton po prostu nie chce jej przyjąć. Należy do tych kwestii podejść ze zdrowym rozsądkiem.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 28 dni temu
24 - Deficyt handlowy
Dziś chciałbym się zająć kwestią deficytu handlowego, czyli czymś, co według polityków jest zawsze złe. Może na początek kilka definicji. Eksport to dobra i usługi, które sprzedajemy za granicę, a import to dobra i usługi, które kupujemy z zagranicy. Deficyt handlowy oznacza, że więcej kupujemy z zagranicy niż sprzedajemy. Gdyby było na odwrót, tz. więcej byśmy eksportowali niż importowali mielibyśmy nadwyżkę handlową. Z tego politycy zwykle się cieszą, tak więc my zajmiemy się ujemnym bilansem handlowym, który jest znany jako deficyt handlowy. Przy okazji będzie trzeba napomknąć o emigracji oraz o kosztach pracy. Ostatnio głośno było o decyzji prezydenta Trumpa w kwestii taryf na stal. Amerykańskie firmy kupują stal za granicą. Robią to z dwóch powodów. Za granicą stal jest tańsza, albo lepszej jakości. Może też być tak, że jest jednocześnie lepsza i tańsza. Oczywiście miejscowi producenci stali woleliby aby amerykańskie firmy kupowały u nich. Tacy ludzie naciskają na polityków, którzy jak prezydent Trump wprowadzają taryfy, czyli inaczej mówiąc podatki na zagraniczne towary. Tak więc tańsza stal zza granicy stanie się po dodaniu taryfy droższa i amerykańscy producenci zaczną kupować amerykańską stal, która jest droższa. Wyraźnie widać kto na tym zyska. Zyska amerykański producent stali, który dzięki taryfom będzie miał więcej klientów. Ale kto straci? Stracą Amerykanie, którzy będą musieli kupować produkty wyprodukowane z droższej stali, a więc będą kupować droższe produkty. Inaczej mówiąc takie prawo daje korzyści niewielkiej grupie produkującej stal, a niekorzystnie wpływa na resztę społeczeństwa. Zdrowy rozsądek podpowiada, że prawo powinno być korzystne dla większości, a prawa korzystne dla niewielkiego procenta, a szkodliwe dla reszty są po prostu złe. Tutaj jednak ludzie przytaczają inny argument. Jeżeli dany kraj kupuje za granicą, czyli importuje stal, gruszki, skarpetki oraz pomidory, a sprzedaje za granicę czyli eksportuje tylko długopisy to po podliczeniu wychodzi zwykle, że ma deficyt handlowy. Więcej kupuje od obcokrajowców niż oni od niego. Czy to źle? Nasuwa się tutaj czasami złe porównanie. Moglibyśmy chcieć patrzeć na państwa jak na rodziny. Jeżeli rodzina A kupuje dużo od rodziny B, a rodzina B kupuje od rodziny A mało albo prawie nic, to po jakimś czasie rodzina B będzie bardzo bogata, a rodzina A bardzo biedna. Dlaczego tak się stanie? Większość pieniędzy jeżeli nie wszystkie stanie się własnością rodziny B. Jednak między rodzinami a państwami jest pewna różnica. Rodziny, szczególnie te sąsiedzkie posługują się najczęściej jedną walutą. Z kolei prawie wszystkie kraje mają swoją walutę. Co się więc dzieje, gdy kraj A powiedzmy, że to USA kupuje dużo od kraju B, powiedzmy, że to Chiny. Z kolei Chiny kupują mało od USA, czyli mamy typowy deficyt handlowy. Oczywiście jest to deficyt handlowy dla USA, bo dla Chin, które sprzedają więcej niż kupują nazwiemy to nadwyżką handlową. Co się więc dzieje w takiej sytuacji? Amerykanie kupują towary w Chinach. Amerykanie mają dolary, a w Chinach trzeba płacić Juanami. Tak więc Amerykanie za dolary kupują Juany i potem nimi płacą. Wymieniający pieniądze ma dolary, Amerykanin ma chiński towar, a Chińczyk ma Juany. Tą sytuację można uprościć, bo może się zdarzyć, że Chińczyk zgodzi się przyjąć dolary. Tak więc Amerykanin po wymianie dostaje chiński towar, a Chińczyk dostaje dolary. Niezależnie od tego, czy dolary dostają się w ręce tego, który wymieniał walutę, czy w ręce Chińczyka, który sprzedawał i tak muszą wrócić do USA. Dlaczego? Bo inne kraje mają swoją walutę, a dolarami płaci się w Ameryce. Tak więc właściciel dolarów, kimkolwiek on jest, wraca z tymi dolarami do USA i kupuje tam produkt, usługę, nieruchomość itd. Inaczej mówiąc jest to zero-sum game czyli gra o sumie zerowej. Tak naprawdę nie ma deficytu handlowego, bo dolary, z które kupiono chińskie produkty i tak wrócą do Ameryki. Gdybyśmy chcieli wrócić do przykładu rodzin musielibyśmy wprowadzić osobną walutę w każdym domu. Tak się dzieje gdy ludzie wymieniają się swoimi umiejętnościami, a płaci się roboczogodziną. Tak więc rodzina A może proponować strzyżenie włosów, a rodzina B pieczenie chleba. Jeżeli rodzina A zapłaci swoimi roboczogodzinami za chleby rodziny B, to po jakimś czasie rodzina B będzie w posiadaniu mnóstwa roboczogodzin rodziny A, które może wykorzystać tylko u rodziny A. Jeżeli rodzina B nie wykorzysta tych roboczogodzin to rodzina A będzie miała te chleby za darmo. Podsumujmy. Taryfy są złe, bo korzyści z nich odnosi mały procent ludzi, których chronią takie prawa, a reszta społeczeństwa traci płacąc wyższą cenę. Tak więc takie prawo jest z natury złe - daje korzyść mniejszości, a jest szkodliwe dla większości. Druga kwestia nawet jeżeli państwo w tej chwili ma deficyt handlowy to i tak ta różnica będzie musiała być wyrównana w czasie, bo handel przy pomocy walut krajowych jest grą o sumie zerowej, z angielskiego zero-sum game. Oczywiście moje wywody były uproszczone, bo przy okazji takiej wymiany dzieje się parę innych rzeczy. Gdy np. USA kupują dużo w Chinach to dolar traci na wartości, a Juan zyskuje. Jednocześnie taki kraj, którego waluta jest droga staje się celem emigrantów zarobkowych. Jednak te rzeczy może omówię przy innej okazji. Jeszcze raz tylko przypomnę, że taryfy szkodzą większości ludzi, a więc są złym prawem. Z kolei deficyt handlowy jest zwykle tymczasowym stanem, bo ostatecznie wszystko musi się wyrównać.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany ponad miesiąc temu
ZRp23 - Argumentum Ad Hitlerum
Link do iTunes: [link] Link do podkastu na nowym serwerze: [link] W tej audycji omawiam błąd logiczny znany jako Argumentum ad Hitlerum. Po angielsku Hitler fallacy. Na polski można to przetłumaczyć jako porównanie do Hitlera. Dlaczego jest to błędny argument oraz jak był używany na przykładzie kampanii prezydenckiej w USA w 2016 roku.
pobierz 3.8 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany ponad miesiąc temu
23 - Argumentum ad Hitlerum (porównanie do Hitlera, Hitler fallacy)
Link do iTunes: [link] W tej audycji omawiam błąd logiczny znany jako Argumentum ad Hitlerum. Po angielsku Hitler fallacy. Na polski można to przetłumaczyć jako porównanie do Hitlera. Dlaczego jest to błędny argument oraz jak był używany na przykładzie kampanii prezydenckiej w USA w 2016 roku.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany ponad miesiąc temu
22 - Kiedy wolno stosować błędy logiczne
Witam w 22 odcinku podkastu “Zdrowy rozsądek”. Zachęcam tutaj do dyskusji. Zniechęcam do używania błędów logicznych, które starożytni Grecy nazwali sofizmatami, bo tej techniki lubili używać greccy filozofowie zwani sofistami. Używam w tej audycji od czasu do czasu trudniejszego języka, ale moim celem jest wykazanie, że każdy może logicznie myśleć. Po polsku nazywamy to po prostu zdrowym rozsądkiem i stąd tytuł podkastu. Dziś zrobię coś na przekór. Jak już wspomniałem jednym z celów tego podkastu jest zniechęcanie do używania sofizmatów. Chodzi mi o błędy logiczne, które anglicy nazywają “fallacy”, co brzmi dość podobnie do słowa fałsz. Taki sofizmat albo fallasy jest błędnym argumentem. Może podam kilka przykładów. Takim błędnym argumentem jest np. argumentum ad numerum. Ten błędny argument sugeruje, że słuszność jakiegoś poglądu jest wprost proporcjonalna do liczby tych, którzy go popierają. Obalić ten sofizmat jest łatwo. Wystarczy przypomnieć, że większość ludzi w przeszłości wierzyła w to, że ziemia jest w centrum wszechświata. Trochę bliższy nam przykład to modele kosmosu. Przed odkryciem, że galaktyki się od siebie oddalają, którego dokonał Edwin Hubble - większość naukowców wierzyła, że wszechświat jest stały i trwał wiecznie niezmieniony. Jak wiemy po tym odkryciu wszystko się zmieniło i teraz większość (jeżeli nie wszyscy) naukowcy wierzą w teorię Wielkiego Wybuchu i tego, że wszechświat miał jednak początek. Tak więc te dwa przykłady dowodzą, że teorie, w które wierzy większość ludzi niekoniecznie muszą być prawdziwe. Tym argumentem posługują się dziś zwolennicy zmiany klimatu przez ludzi. Powołują się oni na liczbę naukowców, którzy wierzą, że zmiana klimatu jest spowodowana przez działalność człowieka. Jest to właśnie argumentum ad numerum. Jeżeli interesuje cię zmiana klimatu odsyłam do moich wcześniejszych podkastów. Warto także posłuchać ostatniego podkastu Borysa Kozielskiego z cyklu Nauka XX wieku. Trzeci odcinek z tego roku to rozmowa Borysa ze specjalistą w tej dziedzinie. My wróćmy do błędów logicznych. Innym błędem logicznym jest stosowanie zasady zwanej brzytwą Ockhama. Ta zasada twierdzi, że przy wyjaśnianiu zjawisk należy dążyć do prostoty i wybierać te wyjaśnienia, które opierają się na jak najmniejszej liczbie założeń. Jako przykład posłużmy się śmiercią żony. Statystyki pokazują, że zabójcą najczęściej jest mąż. Czy więc można przyjąć za pewnik, że mąż znaleziony nad zwłokami żony na pewno jest zabójcą? Jest to dość prawdopodobne, ale wcale nie pewne. Aby obalić ten argument wystarczy podać jeden przypadek, kiedy mąż okazał się niewinny. Może jeszcze jeden trzeci przykład - argumentum ad traditionem. Ten błędny argument sugeruje, że coś jest prawdą, ponieważ jest to coś uznane przez wszystkich od wieków. Aby obalić ten argument można ponownie przypomnieć w co wierzyli nasi przodkowie i jak okazało się to fałszem. Tyle może przykłady, ale tytuł tego odcinka to “Kiedy wolno popełniać błędy logiczne?”. Odpowiedzmy na to pytanie. Wyobraź sobie, że kierujesz armią. Docierają do ciebie informacje o przeciwniku. Nie masz jednak pewności czy te informacje są prawdziwe czy nie. Nie wiesz także czy te dane, które otrzymałeś są pełne. Jednak na podstawie tych informacji jako dowódca tej armii musisz podjąć jakąś decyzję. Twoi podwładni czekają. Czy już wiesz kiedy wolno popełnić błąd logiczny? Krótka odpowiedź brzmi: kiedy nie masz czasu na głębsze zbadanie sprawy, a musisz podjąć decyzję. Wróćmy więc do błędów logicznych, które tutaj przytoczyłem. Najpierw mówiłem o argumentu ad numerum oraz o tym, że używają go zwolennicy tego, że zmiana klimatu jest spowodowana przez człowieka. Popierają to błędnym argumentem, że większość naukowców popiera tą teorię. Nie masz czasu albo możliwości sprawdzenia czy mają rację to po prostu przyjmij to za “tymczasową” teorię, ale pamiętaj, że jest oparta na błędnym argumencie. Później mówiłem o brzytwie Ockhama i jej stosowaniu jako argumentu. Tego typu rozumowanie stosują sądy wojskowe. Muszą one podjąć szybkie decyzje np. podczas działań wojennych. Nie ma wtedy czasu na głębsze zbadanie, a decyzję trzeba podjąć. Wybiera się wtedy najprawdopodobniejsze rozwiązanie, które jednocześnie jest najprostszym rozwiązaniem. Ostatnim błędem, który wspomniałem jest argumentum ad traditionem. Ludzkość robiła różne rzeczy przez całe wieki. Żyjemy do dziś, tak więc te rzeczy były prawdopodobnie dobre, albo przynajmniej nie szkodziły za bardzo. Kiedy więc wolno popełniać błędy logiczne? Wtedy kiedy nie mamy czasu lub możliwości sprawdzenia jakichś teorii. Wszystkie te trzy błędy, które tutaj przytoczyłem nie dowodzą, że coś jest prawdą, ale pozwalają nam z dużym prawdopodobieństwem odgadnąć co jest prawdą. Inaczej mówiąc te argumenty to błędy logiczne, bo nie są one dowodami, ale z jakimś tam prawdopodobieństwem doprowadzają nas do prawdy. Pierwszy błędny argument czyli argumentum ad numerum przypomina jedno z kół ratunkowych z programu milionerzy, konkretnie pytanie do publiczności. Nie znasz odpowiedzi, a więc pytasz ludzi. Za prawdę uznajesz to na co zagłosuje większość. Tak więc użycie tego koła ratunkowego w programie Milionerzy jest zastosowaniem błędu logicznego zwanego argumentum ad numerum. Brzytwę Ochama warto stosować zawsze gdy nie ma czasu na dogłębne śledztwo, a potrzebny jest prawdopodobny wynik. Zastosowanie tej zasady nie daje pewności, że uczyniło się słusznie, ale daje dość duże prawdopodobieństwo. I na koniec argumentu ad traditionem. Nie mamy pewności czy nasi przodkowie robili dobrze albo czy mieli mądre pomysły, ale stosowano je przez wieki, a jak wiadomo zmiany na lepsze czasami są zmianami na gorsze. Takich argumentów, które dają prawdopodobną poprawną odpowiedź jest więcej. Stosuj je gdy nie masz czasu, ale tylko wtedy. Niestety czasami rozwija się w nas lenistwo. Łatwo nam znaleźć jakiś autorytet religijny, polityczny, naukowy i zacząć słuchać go we wszystkim. Jeżeli nie masz czasu, a ten autorytet sprawdził się w przeszłości to prawdopodobnie robisz dobrze słuchając go. Niemniej nie pozwól aby lenistwo sprawiło, że nie poddasz go próbie od czasu do czasu. Kiedy więc nie masz czasu zastosuj te błędy logiczne w swoim rozumowaniu. Nie doprowadzą cię do pewności, ale dadzą ci spore prawdopodobieństwo, że czynisz bądź rozumujesz słusznie. Czy jednak nie zaprzeczam tytułowi tej serii - Zdrowy rozsądek? Nie. Zdrowy rozsądek wymaga czasu na przemyślenie. Nigdy nie będzie go wystarczająco, aby poznać wszystkie fakty albo zgłębić wszystkie możliwości. Na pewno nie nazwalibyśmy rozsądnym człowieka, który przed każdą nawet najmniejszą decyzją sprawdzał wszystkie fakty. Np. idąc do supermarketu czytałby skład wszystkich mydeł półkach aby wybrać to najlepsze. Potem przeszedłby do półki z serami itd. Rozsądek nam podpowiada, że zabrakłoby nam na to wszystko życia. Dlatego większość decyzji podejmujemy opierając się na reklamach, tym co powie Goździkowa oraz na opinii naszego lekarza. Oczywiście zachęcam do znalezienia czasu na zastosowanie logiki i zdrowego rozsądku to tych większych kwestii. Na koniec może przestroga stosowanie tych argumentów nie doprowadza nas do prawdy, ale gdy nie mamy czasu istnieje prawdopodobieństwo, że ich zastosowanie doprowadzi nas do prawdy. Ich zastosowanie często nie będzie poprawne politycznie. Wyobraź sobie teraz, że moda kobieta idzie ciemną ulicą i ktoś za nią biegnie. Czy po prostu się spieszy czy chce napaść? Kobieta się obraca i rozpoznaje rasę biegnącego. Wie, że w tej okolicy ludzie tej rasy dopuszczają się większości rabunków i gwałtów. Nie ma pewności czy przebiegnie obok niej, czy może zaatakuje i musi teraz podjąć decyzję czy potraktować go gazem łzawiącym. Jeżeli tego nie zrobi może zostać obrabowana albo nawet zgwałcona. Jeżeli to zrobi zostanie określona jako rasistka. To taka przestroga - zastosowanie tych błędnych argumentów daje nam pewne prawdopodobieństwo, że mieliśmy rację, ale nigdy pewność i jak pokazuje ta historia wykorzystanie statystyki do przewidzenia co zrobi ktoś danej rasy spowoduje oskarżenie o rasizm.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
21 - Emocje w dyskusji (argumentum ad passiones)
Witam w 21 audycji podkastu “Zdrowy rozsądek”. Zachęcam tutaj do dyskutowania, wytykam błędy logiczne i promuję logiczne myślenie, które z polska można określić jako używanie zdrowego rozsądku. Dziś chciałbym pogadać o błędzie logicznym zwanym po łacinie argumentum ad passiones, czyli argumentu, który odwołuje się do uczuć. Aby unaocznić ten błąd posłużę się debatą w sprawie broni, która odbywa się właśnie w USA. Będę się tutaj posługiwał uproszczeniami. Debata jest bardzo skomplikowana i jest co najmniej kilka projektów rozwiązania problemu. Ja dla ułatwienia posłużę się uproszczeniem, że demokraci chcą zakazania posiadania broni, a republikanie się na to nie zgadzają zasłaniając się drugą poprawką do konstytucji. W mojej polemice będę krytykował głównie demokratów i ich argumenty w kwestii ograniczenia posiadania broni. Nie znaczy to jednak, że jestem przeciwko tej polityce. Moim celem jest po prostu wytknięcie błędnych argumentów, którymi się posługuje ta partia. Partia demokratyczna, która jest przeciwna posiadaniu broni i używa ostatniej tragedii w szkole na Florydzie, aby poprzeć swoje cele. Na czym polega błąd? Jest to właśnie argumentum ad passiones. Media popierające partię demokratyczną jak np. CNN przeprowadza wywiady z uczniami, którzy przeżyli tą tragedię i prosi ich o opinię. Oni pełni wzburzenia atakują obecnego prezydenta, partię republikańską oraz stowarzyszenia ludzi posiadających broń (np. NRA - National Rifle Association). Ten błąd logiczny, ten sofizmat jest bardzo trudny do odparcia, szczególnie jeżeli debata odbywa się wobec osób postronnych. Jeżeli twoim przeciwnikiem w dyskusji jest osoba poszkodowana, która właśnie przeżyła wielką tragedię, a ty zaczniesz odpierać jej argumenty wielu obserwatorów określi cię jako osobę bez serca. Jeżeli więc możesz zalecałbym unikanie dyskusji z kimś, kto przeżył tragedię. Poszedłbym nawet dalej. Każdy z nas gdy spotka go coś strasznego może przestać myśleć logicznie. Np. ktoś znany ci jako łagodna osoba może zupełnie zmienić charakter gdy doświadcza bólu. Prawdopodobnie każdy z nas przestałby panować nad sobą w podobnej sytuacji. Jeżeli jednak taka osoba naciska, aby omówić jakiś problem i nie ma wyjścia należałoby zacząć od warunku. Możemy porozmawiać, ale czy będzie panować nad swoimi emocjami. Po takim wstępie za każdym razem gdy taka osoba straci panowanie nad sobą, mamy wyjście. Możemy po prostu powiedzieć, przeżywasz okropny ból, myślę, że musimy przełożyć tą dyskusję na czas gdy będziemy mogli porozmawiać bez emocji. Wróćmy jednak do debaty w USA. Wykorzystanie tragedii do poparcia swojego stanowiska w jakiejś sprawie jest niemoralne. Nie oznacza to, że sama inicjatywa jest zła. Być może należałoby wprowadzić jakieś ograniczenia w dostępie do broni w USA, ale argument typu ad passiones jest błędem logicznym. Narracja jaką posługują się demokraci i popierające ich media jak np. CNN jest taka: obecny prezydent Trump miał poparcie zwolenników posiadania broni tak więc jest winny strzelaninie w szkole na Florydzie. Jedynym argumentem są słowa uczniów, którzy oskarżają Trumpa, republikanów oraz stowarzyszenia posiadaczy broni. Demokraci zorganizowali marsze pod hasłem “never again”. Tyle krótkiego wyjaśnienia co się dzieje w USA dla tych, co nie znają tamtejszej sytuacji. Przejdźmy teraz do błędów logicznych. 1 Pierwszym błędem jak już wspomniałem jest używanie argumentum ad passiones czyli odwoływaniem się do uczuć. Ale to nie jedyny błąd. 2 Drugim błędem jest zapominanie o tym, że partia demokratyczna też była u władzy i nic w tej sprawie nie zrobiła. Gdy prezydentem został Barak Obama miał on większość w senacie przez dwa pierwsze lata swojej kadencji. Jednak ten demokratyczny prezydent i demokratyczny kongres nic nie zrobili w sprawie ograniczeń w posiadaniu broni. Wręcz przeciwnie Obama stwierdził, że jest to niemożliwe. Do tej sprawy czyli do tego czy możliwe jest wprowadzenie takiego prawa wrócę później. 3 Trzecim błędem jest wyciąganie wniosków zanim się pozna wszystkie fakty. CNN zorganizowało debatę, na którą zaproszono młodzież i rodziców z tej szkoły na Florydzie. Podczas debaty szeryf odpowiedzialny za bezpieczeństwo atakował kobietę reprezentującą NRA. Zarzucał jej, podobnie zresztą jak tłum nastolatków, że ma krew na rękach. Jak się później okazało odpowiedzialny był właśnie ten szeryf, który dostał kilkadziesiąt zgłoszeń dotyczących tego mordercy i nic nie zrobił. Podobnie było z FBI. Na dobre trzeba policzyć CNN fakt, że gdy prawda wyszła na jaw ponownie przeprowadzili rozmowę z szeryfem tym razem mniej przyjazną. 4 Czwartym błędem jest nie branie pod uwagę poglądów wyborców. Czy to się komuś podoba czy nie większość Amerykanów jest za posiadaniem broni. Zebranie w jednym miejscu tłumu ludzi, którzy są przeciwni i transmitowanie tego wydarzenia nie zmieni faktu, że są oni mniejszością. Oczywiście mają prawo protestować, ale w demokracji decyzje podejmuje większość. 5 Piątym błędem jest nie zwracanie uwagi na bezpieczeństwo. Wprowadzenie w USA prawa jakie zwykle mają państwa w Europie oznaczałoby umowę z ludźmi. Wy nam oddajcie broń, a my będziemy was bronić. Co jednak może sobie pomyśleć wyborca, który usłyszał o tym, że podczas strzelaniny w szkole na zewnątrz przebywał uzbrojony zastępca szeryfa wraz z trójką innych policjantów i nic nie zrobili. Czy taki wyborca odda swoją broń i zawierzy swoje bezpieczeństwo policiji? To samo dotyczy FBI, które także parokrotnie dostało informację o niebezpieczeństwie związanym z tym psychicznie chorym młodym człowiekiem, który ma broń. 6 Szóstym błędem jest trudność we wprowadzeniu takiego prawa, które by zakazywało bądź ograniczało dostęp do broni. Jak już wspomniałem mówił o tym fakcie demokratyczny prezydent Obama. Jak trudne jest wprowadzenie takiego prawa pokazuje historia Australii, gdzie co parę lat państwo zachęca kolejna amnestią, aby ludzie w końcu oddali swoją broń. W USA dochodzi kwestia drugiej poprawki do konstytucji. Ta poprawka ta gwarantuje obywatelom amerykańskim prawo do posiadania i noszenia broni. Tak więc każde prawo, które by ograniczało dostęp do broni prawdopodobnie musiałoby się wiązać ze zmianą w konstytucji. 7 Siódmym błędem jest trudność w egzekwowaniu takiego prawa. Broń posiadają praworządni obywatele oraz przestępcy. Wprowadzenie takiego prawa spowoduje, że ci praworządni oddadzą broń, ale przecież przestępca z definicji jest osobą, która nie przestrzega prawa. Takie prawo mogłoby więc oznaczać rozbrojenie tych praworządnych i pozostawienie ich bezbronnych wobec uzbrojonych przestępców. 8 Ósmym błędem jest narracja typu: przestępca miał broń i doszło do tragedii. Taka narracja jest błędna bo równie dobrze można przeprowadzić takie rozumowanie: przestępca z bronią poszedł w miejsce, gdzie był jedynym posiadaczem broni, należy więc zezwolić na przynoszenie broni do szkoły, na uzbrojenie nauczycieli itd. Podsumujmy. Nie twierdzę, że wiem jak rozwiązać ten problem. Poza tym na szczęście mnie to nie dotyczy. Mieszkałem w Polsce, a teraz w Anglii i tutaj dostęp do broni jest mocno ograniczony. Problem z tego typu debatami jest brak zdrowego rozsądku. Tego typu dyskusje są pełne emocji, a brak w nich trzeźwego osądu. Nie chcę jednak krytykować tych ludzi za brak rozsądku. Każdego z nas mogą dopaść emocje i każdy z nas będzie wtedy mówił nielogiczne rzeczy. Czasami po prostu trzeba poczekać aż emocje opadną i wtedy podejść na chłodno do dyskusji. Na koniec kilka spraw porządkowych. Zmieniłem serwer. Początkowo wrzucałem kolejne odcinki na Soundcloud, ale skończył mi się wolny limit, tak więc przeniosłem podkast na Spreakera, gdzie mam mój inny podkast. Jeżeli więc ktoś chciałby mnie słuchać dalej zapraszam się do przeniesienia na spreakera. Najprościej oczywiście skorzystać z linku w iTunes, który skieruje was właśnie na nowy serwer czyli spreakera. Linki do podkastu będą w notatkach.
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
ZRp21 - Emocje W Dyskusji
Podkast został przeniesiony pod adres: [link] Witam w 21 audycji podkastu “Zdrowy rozsądek”. Zachęcam tutaj do dyskutowania, wytykam błędy logiczne i promuję logiczne myślenie, które z polska można określić jako używanie zdrowego rozsądku. Dziś chciałbym pogadać o błędzie logicznym zwanym po łacinie argumentum ad passiones, czyli argumentu, który odwołuje się do uczuć. Aby unaocznić ten błąd posłużę się debatą w sprawie broni, która odbywa się właśnie w USA. Będę się tutaj posługiwał uproszczeniami. Debata jest bardzo skomplikowana i jest co najmniej kilka projektów rozwiązania problemu. Ja dla ułatwienia posłużę się uproszczeniem, że demokraci chcą zakazania posiadania broni, a republikanie się na to nie zgadzają zasłaniając się drugą poprawką do konstytucji. W mojej polemice będę krytykował głównie demokratów i ich argumenty w kwestii ograniczenia posiadania broni. Nie znaczy to jednak, że jestem przeciwko tej polityce. Moim celem jest po prostu wytknięcie błędnych argumentów, którymi się posługuje ta partia. Partia demokratyczna, która jest przeciwna posiadaniu broni i używa ostatniej tragedii w szkole na Florydzie, aby poprzeć swoje cele. Na czym polega błąd? Jest to właśnie argumentum ad passiones. Media popierające partię demokratyczną jak np. CNN przeprowadza wywiady z uczniami, którzy przeżyli tą tragedię i prosi ich o opinię. Oni pełni wzburzenia atakują obecnego prezydenta, partię republikańską oraz stowarzyszenia ludzi posiadających broń (np. NRA - National Rifle Association). Ten błąd logiczny, ten sofizmat jest bardzo trudny do odparcia, szczególnie jeżeli debata odbywa się wobec osób postronnych. Jeżeli twoim przeciwnikiem w dyskusji jest osoba poszkodowana, która właśnie przeżyła wielką tragedię, a ty zaczniesz odpierać jej argumenty wielu obserwatorów określi cię jako osobę bez serca. Jeżeli więc możesz zalecałbym unikanie dyskusji z kimś, kto przeżył tragedię. Poszedłbym nawet dalej. Każdy z nas gdy spotka go coś strasznego może przestać myśleć logicznie. Np. ktoś znany ci jako łagodna osoba może zupełnie zmienić charakter gdy doświadcza bólu. Prawdopodobnie każdy z nas przestałby panować nad sobą w podobnej sytuacji. Jeżeli jednak taka osoba naciska, aby omówić jakiś problem i nie ma wyjścia należałoby zacząć od warunku. Możemy porozmawiać, ale czy będzie panować nad swoimi emocjami. Po takim wstępie za każdym razem gdy taka osoba straci panowanie nad sobą, mamy wyjście. Możemy po prostu powiedzieć, przeżywasz okropny ból, myślę, że musimy przełożyć tą dyskusję na czas gdy będziemy mogli porozmawiać bez emocji. Wróćmy jednak do debaty w USA. Wykorzystanie tragedii do poparcia swojego stanowiska w jakiejś sprawie jest niemoralne. Nie oznacza to, że sama inicjatywa jest zła. Być może należałoby wprowadzić jakieś ograniczenia w dostępie do broni w USA, ale argument typu ad passiones jest błędem logicznym. Narracja jaką posługują się demokraci i popierające ich media jak np. CNN jest taka: obecny prezydent Trump miał poparcie zwolenników posiadania broni tak więc jest winny strzelaninie w szkole na Florydzie. Jedynym argumentem są słowa uczniów, którzy oskarżają Trumpa, republikanów oraz stowarzyszenia posiadaczy broni. Demokraci zorganizowali marsze pod hasłem “never again”. Tyle krótkiego wyjaśnienia co się dzieje w USA dla tych, co nie znają tamtejszej sytuacji. Przejdźmy teraz do błędów logicznych. 1 Pierwszym błędem jak już wspomniałem jest używanie argumentum ad passiones czyli odwoływaniem się do uczuć. Ale to nie jedyny błąd.
pobierz 8.9 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
20 - Czy pozytywna dyskryminacja jest naprawdę pozytywna
Akcja afirmatywna (z ang. affirmative action) to w skrócie tz. “pozytywna dyskryminacja” (z ang. positive discrimination). Pozytywną dyskryminację definiuje się najczęściej jako praktykę faworyzowania jednostek należących do grupy, która była lub jest dyskryminowana. Tą definicję wziąłem ze słownika oksfordzkiego, gdzie czytamy: “positive discrimination - (in the context of the allocation of resources or employment) the practice or policy of favouring individuals belonging to groups known to have been discriminated against previously. North American term affirmative action“. [link] [link] Ta definicja pokazuje, że “akcja afirmatywna” oraz “pozytywna dyskryminacja” to w praktyce to samo. Będę więc tych dwu terminów używał zamiennie. Mamy tu kilka problemów. Po pierwsze czy jakakolwiek dyskryminacja może być pozytywna? Po drugie czy naprawdę istnieje problem? Po trzecie czy ma sens walczyć z dyskryminacją poprzez dyskryminację? Po czwarte dlaczego tego typu akcje przeprowadza się tylko dla elitarnych zawodów? Zajmijmy się pierwszą sprawą. Dyskryminacja to faworyzowanie osoby czy grupy. Dyskryminacja czy faworyzowanie jakiejś rasy jest rasizmem. Ktoś mógłby twierdzić, że przestępcy są dyskryminowani, ale zauważmy, że przestępca jest karany za czyn, a tutaj poruszamy kwestię dyskryminacji lub faworyzowania kogoś niezależnie od jego czynów. Wszystko zależy od grupy do której się należy, np. rasy. Tak więc z samej definicji dyskryminacja jest zawsze moralnie zła, a “pozytywna dyskryminacja” jest oksymoronem. Druga sprawa dotyczy problemu z którym chcą walczyć politycy promujący akcje afirmatywne lub pozytywne dyskryminacje. W czasach PRLu były w Polsce tz. punkty za pochodzenie, które ułatwiały dostanie się na studia osobom ze wsi. W USA jest teraz podobna akcja afirmatywna, która umożliwia czarnym studentom dostanie się na studia. Dostają niejako punkty za pochodzenie, które dają im miejsce przed bardziej zdolnymi studentami. Jak się jednak później okazuje spora ich część rezygnuje później ze studiów. Trzecia sprawa dotyczy znowu moralnego aspektu. Jeżeli ktoś zauważa problem i twierdzi, że jest spowodowany dyskryminacją, a potem jako lekarstwo zaleca inną dyskryminację jest hipokrytą. Czwarta sprawa dotyczy wybiórczości akcji afirmatywnych. Dlaczego np. twierdzi się, że powinno być więcej kobiet reżyserów, więcej czarnych dziennikarzy, a nie prowadzi się tego typu akcji aby było więcej kobiet hutników, oraz czarnych dentystów. To pytanie można też obrócić - dlaczego nikt nie walczy z dyskryminacją mężczyzn w takich zawodach jak nauczyciel czy pielęgniarz? Reasumując: 1. pozytywna dyskryminacja to oksymoron 2. nie ma pewności, że problem naprawdę istnieje 3. walka z dyskryminacją poprzez kolejną dyskryminację jest niemoralna 4. wybiórczość tych akcji pokazuje, że nie chodzi o równość, ale dostęp do tych lepszych zawodów Wrócę może na koniec do drugiego punktu bo to najsłabsze ogniwo w mojej argumentacji. Nie twierdzę, że problem nie istnieje. Po prostu nie ma na to dowodów. Ludzie, którzy twierdzą, że problem jest używają fałszywego argumentu zwanego po łacinie “post hoc ergo propter hoc”, co się na polski tłumaczy jako “po tym, więc wskutek tego”. Błąd logiczny polega na tym, że ktoś zauważa, że mało kobiet jest reżyserami, albo że mało czarnych studentów na matematyce i na podstawie tej obserwacji wyciąga wniosek, że to wynik dyskryminacji. Jest to błąd logiczny. [link]
pobierz odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
Podkast 19 - Polemika Z PLT 094
Witam w audycji “Zdrowy rozsądek”, w której zachęcam do dyskusji. Takiej logicznej dyskusji bez błędów logicznych, które starożytni filozofowie nazywali sofizmatami. A nazwali je tak dlatego, że grupa filozofów zwanych sofistami lubiła ich używać. Dziś będzie dużo o filozofii. Będzie też trochę polemiki. Ale zdecydowanie mniej niż w poprzednich moich polemicznych podkastach. Przypomnę może, że w audcyji 10 wytknąłem błędy popełnione w podkaście “Więcej niż oszczędzanie pieniędzy”, w audycji 15 skrytykowałem błędne argumenty z podkastu “Kontestacja”, a ostatnio w audycji 17 ponownie wskazałem na sofizmaty w podkaście “Więcej niż zdrowe odżywianie”. Ktoś mógłby powiedzieć, że uwielbiam krytykować. Ja po prostu nie mogę milczeć, gdy ktoś popełnia błędy logiczne albo przekręca fakty. Aby jednak wykazać, że wcale nie jestem taki krytyczny dziś będzie dość łagodna (w porównaniu do tamtych) polemika. Bardzo podobają mi się podkasty “Lepiej teraz”, szczególnie te poświęcone filozofii stoickiej. Moja drobna polemika dotyczyła kilku kwestii: 1. sceptycznego podejścia do przeszłości, bo my zostaniemy prawdopodobnie tak samo potraktowani przez przyszłe pokolenie 2. wartości dyskutowania z każdym, oczywiście w miarę możliwości i czasu 3. błędnego porównania chrześcijan i chrześcijańskiej miłości do resentymentu i moralności niewolnika 4. krytyki ludzi mających inną życiową filozofię Może jeszcze tylko wyjaśnię, że mam do życia podobne podejście jak Łukasz - kwestionuję autorytety. Jednak inaczej niż oni nie uważam, że każdy powinien tak zrobić, a jeżeli podda się życiu to wcale nie uważam, że to musi dowodzi resentymentu. Dziękuję za wysłuchanie i jeszcze raz odsyłam do przesłuchania całego podkastu “Lepiej teraz” odcinka 94. Do usłyszenia za tydzień. [link]
pobierz 16.2 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 2 miesiące temu
Podkast 18 - Przegrana W Dyskusji
Witam w kolejnym już 18 audycji podkastu “Zdrowy rozsądek”. Zachęcam tutaj do dyskusji, do używania logicznych argumentów. Zniechęcam do używania sofizmatów czyli mówiąc po ludzku nielogicznych argumentów. Dziś powiem parę słów na temat przegranej w dyskusji. Potencjalna przegrana w dyskusji jest chyba głównym powodem strachu niektórych przed dyskutowanym. No bo przecież zaczniemy z kimś rozmawiać na temat, który jest dla nas ważny, a on czy ona obali nasze argumenty, zburzy nasz sposób widzenia świata i może jeszcze ośmieszy wobec ewentualnych świadków dyskusji. Jest prosty sposób aby się na to wszystko przygotować, a jest nim postawa pokornego sceptyka. Być może komuś się wyda, że te słowa sobie zaprzeczają, albo wręcz, że “pokorny sceptyk” to oksymoron. Chodzi jednak o to, aby podchodzić sceptycznie do każdego nieudowodnionego twierdzenie, ale pokornie przyjmować wszystkie te udowodnione. Taka postawa wymaga tego, aby nigdy nikomu nie zaprzeczać. Inaczej mówiąc nie należy atakować ani osoby wysuwającej twierdzenie, ani samego twierdzenia, ale słabe dowody. Np. ktoś twierdzi, że wczoraj kosmici wylądowali w jego ogródku i jako dowód przedstawia kiepskie zdjęcie jakichś niewyraźnych postaci. Nie należy komentować stanu umysłowego rozmówcy, samego faktu wylądowania, ale należy się skupić na dowodzie czyli zdjęciu. Takie jest moje stanowisko wobec “globalnego ocieplenia” zwanego ostatnio “zmianą klimatu”. Jestem wobec tej tezy pokornie sceptyczny. Jeżeli ktoś twierdzi, że za zmianę klimatu jest odpowiedzialny człowiek. Pytam go o dowody, a wtedy dostaje zwykle sofizmaty typu: “post hoc ergo propter hoc”, czyli “po tym, a więc wskutek tego”. Ten fałszywy argument brzmi tak, ponieważ w przeszłości była rewolucja przemysłowa, a teraz następuje ocieplenie dowodzi to tego, że ocieplenie jest wynikiem rewolucji przemysłowej. Argument jest błędny, bo jeżeli czarownik indiański odtańczy taniec deszczu, a potem rzeczywiście spadnie deszcz nie świadczy to wcale o tym, że taniec deszczu działa. Odrzucam więc ten argument, ale nie zaprzeczam teorii i gdy kiedyś ktoś przyjdzie z logicznym argumentem chętnie go przyjmę. Tyle może przydługiego wstępu. Teraz przejdźmy do rzeczy. Co zrobić jak przegramy w dyskusji. Mogą być dwa powody naszej przegranej. Po pierwsze możemy po prostu nie mieć racji, a po drugie nie byliśmy do dyskusji przygotowani. Zajmę się najpierw tym drugim powodem. Jeżeli często dyskutujesz z ludźmi na jakiś temat to najczęściej wiesz czego oczekiwać. Ludzie po przeciwnej stronie zwykle stosują te same argumenty tak więc po kilku dyskusjach będziesz wiedział dokładnie czego się spodziewać oraz jak odpowiedzieć. Potraktuj więc te pierwsze dyskusje jak sparingi początkującego boksera. Zanim staniesz się mistrzem musisz poznać jak przeciwnicy zadają ciosy i jakie bloki czy kontrataki wtedy stosować. Tak więc przegrana w pierwszej dyskusji niekoniecznie musi oznaczać, że nie miałeś racji. Spokojnie podziękuj za podane argumenty i powiedz, że potrzebujesz czasu, aby je przemyśleć. Taka przegrana jest czymś dobrym, bo twój przeciwnik pokazał ci braki w twojej wiedzy albo przemyśleniach. Teraz wiesz jak się przygotować i przegrana w następnej dyskusji jest już mniej prawdopodobna. Co jednak jeżeli przegrałeś dyskusję, bo nie miałeś racji? Jeżeli zastosowałeś podejście pokornego sceptyka to nie ma problemu. Nigdy nie negowałeś twierdzenia, ale tylko dowody. Gdy te okazały się prawdziwe po prostu możesz przyjąć twierdzenie za udowodnione. Pamiętaj, że przegrałeś dyskusję, ale to nie jest porażka. Jeżeli ktoś wykazał ci, że się myliłeś to tylko zysk dla ciebie. Znasz teraz prawdę w danej kwestii. Np. ktoś ci wykazał, że inwestycja, którą chciałeś zrobić jest oszustwem. Czyż w takim wypadku nie powinniśmy wręcz podziękować naszemu przeciwnikowi, że znalazł czas i obalił nasze argumenty przez co uchonił nas przed głupią decyzją finansową? Przegrana dyskusja to darmowa lekcja, którą na długo zapamiętasz.
pobierz 8.2 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 3 miesiące temu
Podkast 17 - Polemika Z WNZO 076
Witam w podkaście Zdrowy Rozsądek. Odcinek 17 ponownie będzie polemiką. Przypomnę może, że w odcinku 10 polemizowałem z podkastem “Więcej niż oszczędzanie pieniędzy”, a w odcinku 15 z podkastem “Kontestacja”. Celem mojego podkastu jest zachęta do używania zdrowego rozsądku w dyskusji. Podkasty są jednak dość jednostronne. Tz. przekaz jest często tylko w jedną stronę. Ktoś mówi, a inni go słuchają. Taka jest specyfika podkastów, że słucha się ich często w miejscach i sytuacjach, w których trudno jest skomentować usłyszany argument. W youtube jest inaczej, można przerwać oglądanie w połowie i skomentować błąd, który popełnił autor. Moja polemika ma wypełnić tą lukę i jednocześnie rozpoznawać błędne argumenty. Dziś zajmę się dietą bezglutenową. Zacznę może od mojego stanowiska w tej sprawie. Staram się jeść dość zdrowo, jem dużo warzyw, owoców, ale nie stronię od czasu do czasu od pizzy czy hamburgera w mcdonaldzie, szczególnie w sobotę. Lubię od czasu do czasu spagetii, lazanię itp. Jak na mój wiek, dobiegam 50-tki, jestem zdrowy, biegam maratony, ćwiczę codziennie. Gdy więc słyszę, że ktoś mi mówi, że mam przestać jeść gluten to nasuwa mi się pytanie dlaczego? A że jestem otwarty na logiczne argumenty chętnie słucham co inni mają do powiedzenia. Każdy z nas jest ekspertem w sprawie jedzenia. Nie mówię tego sarkastycznie. Codziennie karmimy się różnymi rzeczami, a potem obserwujemy jak te pokarmy na nas wpłynęły. Ci z nas, którzy są rodzicami mają tej wiedzy jeszcze więcej. Widzą np. po jakim pokarmie dzieci dostają wysypki itp. Każdy z nas, szczególnie ci, którzy obserwują wpływ pokarmów na nasze życie ma tą wiedzę. Jest to jednak wiedza ograniczona do nas samych i naszej rodziny, czyli ludzi o podobnym układzie pokarmowym i często mających te same, albo podobne problemy z trawieniem. Dziś chciałbym przeprowadzić polemikę z panią Kasią Gurbacką z bloga gurbacka.pl. Wywiad z nią przeprowadził Michał Jaworski z podkastu wiecejnizzdroweodzywianie.pl. Może wspomnę, że bardzo lubię ten podkast i np. ostatni odcinek o SuperFoods z naciskiem na polskie super jedzenie bardzo mi się podobał. Moja polemika będzie jednak dotyczyć podkastu nr 76 poświęconemu diecie bezglutenowej. Michał Jaworski przeprowadził w tym podkaście wywiad z Kasią Gurbacką.
pobierz 15.9 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 3 miesiące temu
Podkast 16 - Nierowność Płacowa (Pay Gap)
Najlepiej opłacani aktorzy zarabiają miliony za rolę w filmie, w którym inni grają za o wiele mniej. Nierówność płacowa jest ogromna, ale czy jest niesprawiedliwa? Zapraszam do wysłuchania podkastu 14 o nierówności płacowej. Kolejny raz będę mówił o ekonomii i wytykał błędy w argumentacji opartej na moralności. W poprzednim podkaście omawiałem podstawowy problem w takiej argumentacji. Argument moralny wymaga autorytetu, na który zgadzają się wszystkie strony dyskusji. Bo przecież chrześcijanin nie może wymuszać swojej moralności ateiście i na odwrót. Każdy z nas patrzy trochę inaczej na niesprawiedliwość. Niektórzy czują, że nierówność płacowa jest zła, niemoralna, niesprawiedliwa itd. Ale przecież aktor, który za grę w filmie dostaje okrągły milion jest najprawdopodobniej znanym aktorem, który samym nazwiskiem przyciągnie widzów. Tak więc dla producenta jest on inwestycją. Wprawdzie trzeba mu zapłacić milion, ale jego fani zwrócą te koszty płacąc za bilety. Tak więc w zasadzie to nie producent filmu popełnia niesprawiedliwość płacąc jednemu aktorowi krocie podczas gdy inni dostają mało - tą “niesprawiedliwość” popełniamy my widzowie chodząc na filmy tego aktora, a nie filmy mało znanych ludzi. Podobnie jest w sporcie, gdzie ludzi oglądają np. chętniej drużyny męskie niż kobiece w piłce nożnej. Czy jest to niesprawiedliwe? Drużyna kobieca może przecież grać lepiej od męskiej, a i tak mniej osób będzie ją oglądać. W wygrywającej drużynie kobiecej może być kilka równie dobrych sportsmenek, ale kontrakt z agencją reklamową dostanie nie najlepsza, ale najładniejsza. Czy to nie jest niesprawiedliwe? Tak mogłoby się wydawać, ale uroda jest dodatkowym atrybutem, który pomoże sprzedać produkt. Jeżeli nawet nazwiemy to niesprawiedliwością to popełnia ją nie pracodawca, np. agencja reklamowa, ale my ludzie. Te przykłady pokazują dlaczego występują nierówności płacowe. Producent filmowy płacąc aktorom inwestuje w nich, a znane nazwisko ma dla niego większą wartość. Nie jest on niesprawiedliwy - płaci aktorom nie tylko za grę, ale także za pomoc w sprzedaży filmu. Ludzie zwracają jednak uwagę na jeszcze coś innego - nierówność płacowa rośnie. Zwykle chodzi o to, że zarówno biedni jak i bogaci mają więcej niż mieli np. 10 lat temu, ale biedni mają tylko trochę więcej, a bogaci o wiele więcej. Tak więc różnica w zarobkach się zwiększa. Rozwiązaniem jest socjalizm, czyli wyrównanie wszystkich pensji. Niestety socjalizm sprowadza się zwykle do tego, że wszyscy są równie biedni. Tak więc czy lepiej jest, aby wszyscy byli równie biedni, czy żeby byli bogatsi, ale występowała nierówność płacowa? I tutaj w grę wchodzi zawiść jak w tym kawale o Polaku, który otrzymał możliwość spełnienia się jego każdego życzenia, ale pod tym warunkiem, że każdą rzecz, którą sobie zażyczy jego sąsiad dostanie podwójnie. Inaczej mówiąc, zarabiasz np. 1000 zł. Życzysz sobie podwyżki i dostajesz teraz 2000 zł, ale twój sąsiad dostaje 4000 zł. Zaczynaliście z tego samego poziomu mając dokładnie tyle samo, a teraz nierówność płacowa między wami to 2000 zł. Gdy poprosisz o kolejne podwojenie dostaniesz 4000, ale twój sąsiad 8000. Tak więc znowu masz więcej, ale nierówność płacowa znowu wzrosła. Czy będziesz zadowolony z tego, że masz więcej, czy zawistnie patrzył na jeszcze bogatszego sąsiada? Kończąc, nierówności płacowe to norma w świecie kapitalizmu. Aktor może dostać ogromne pieniądze za samo swoje nazwisko. Agencja reklamowa może zatrudnić nie najlepszą sportsmenkę, ale najładniejszą, bo jej uroda sprzeda lepiej produkt. Rozwiązać takie nierówności może tylko komunizm, ale jak pokazuje praktyka prowadzi to do tego, że wszyscy są równie biedni. Tak więc czy będziesz szczęśliwy z tego powodu, że jesteś bogatszy niż byłeś wczoraj, czy zły, że sąsiad, który był bogatszy teraz jest jeszcze bogatszy? Wszystko zależy od twojego nastawienia.
pobierz 4.8 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 3 miesiące temu
Podkast 15 - Polemika Z KS 5026
Witam w 15 podkaście “Zdrowy rozsądek”, w którym zachęcam do korzystania z logiki potocznie zwanej właśnie zdrowym rozsądkiem. Dzisiaj ponowenie będzie polemika. Może przypomnę, że w pokaście 10 polemizowalem z podkastem “Więcej niż oszczędzanie pieniędzy”. Dziś będzie polemika z podkastem “Kontestacja”. Od jakiegoś czasu zamierzałem zrobić podkast o bitcoinie i kryptowalutach. Tak się złozyło, że dziś podczas biegania słuchałem podkastu, który poruszył ten temat. Podkast ten to komentarz do politycznych i ekonomicznych wydarzeń. Mówiąc o fałszywym alarmie bombowym na Hawajach autorzy poruszyli temat tego jak plotka może wpłynąć na rynki finansowe, w tym na kryptowaluty. Muszę powiedzieć, że cały czas próbuję sobie wyrobić zdanie o kryptowalutach i raczej jestem na nie. Szczególnie po tego typu informacjach o tak dużych wahnięciach. Oznaczają one, że nie ma sensu używać kryptowaluty jako waluty, bo jej wartość się wciąż zmienia i to niekoniecznie w dobrą stronę. Jedyne sensowne wykorzystanie kryptowalut to inwestowanie, ale tutaj wchodzi w grę zarzut “bańki inwestycyjnej”. W tym podkaście poruszono ten temat i właśnie do tych argumentów chciałbym się ustosunkować. Uważam, że użyto sofizmatów, z angielskiego zwanych fallasy. Przejdźmy zatem do cytatów z tamtego podkastu i mojego komentarza do nich. Ograniczenie ilości kryptowaluty jest na pewno plusem. Tutaj jesteśmy zgodni. Ale już w następnym fragmencie słyszymy: Aby zastosować kryptowaluty jako waluty potrzebny byłby dość stały ich kurs. We wcześniejszym fragmencie słyszeliśmy jak poważne wahania ma kryptowaluta. Tak niestabilny pieniądz byłby kiepską walutą. Głównym problemem używania kryptowalut jako walut czy pieniądza jest ich niestabilność. W praktyce wyklucza to takie zastosowanie. Później przechodzą do kwestii inwestowania i tu mam kolejna uwagę: Po pierwsze inwestowanie w bitcoina opłaca się właśnie dlatego, że inni w niego inwestują. Tak więc jeżeli masz pewną informację, że dużo ludzi zainwestuje w bitcoina to kup, bo na pewno zarobisz. Z drugiej strony mamy tutaj złe porównanie - inwestycja w mieszkanie różni się diametralnie od inwestycji w bitcoina. Ostatecznie gdy nie uda mi się sprzedać mieszkania sam mogę z niego skorzystać, albo udostępnić je rodzinie, znajomym czy wręcz wynająć i czerpać z tego zyski. Poza tym prawie każdy jest w stanie ocenić wartość mieszkania lub wynająć specjalistę, który to dla nas zrobi. Co do kryptowalut nie ma żadnej metody sprawdzenia co się z nimi wydarzy w przyszłości. Jest to też tak nowy wynalazek, że nie ma sprawdzonych specjalistów, których można by zapytać. Później przechodzą do tematu bańki. Czy bitcoin jest bańką inwestycyjną? To argumenty typu słoń indyjski ma inny kształt ucha niż słoń afrykański, a więc nie jest słoniem. To czy coś jest bańką czy nie można stwierdzić dopiero wtedy gdy bańka pęknie. Tak będzie i z bitcoinem. Argumentem ma tutaj być ilość kryptowalut. Zupełnie tego nie rozumiem - jak ilość kryptowalut ma być dowodem na to, że ich wartość nie jest bańką spekulacyjną? To nie jest żaden argument. Potem argumentacja idzie chyba w kierunku teorii względności, czyli spadek wartości bitcoina niekoniecznie jest spadkiem, zależy do czego to porównamy. LOL Podsumowując autor, chyba Marcin używał błędnych argumentów twierdząc, że bitcoin nie jest bańką. Samo użycie przez niego takich sofizmatów nie oznacza jednak przeciwnej rzeczy, że bitcoin jest bańką, bo taki sposób rozumowania byłby tz. fallacy fallacy czyli twierdzeniem, że ponieważ ktoś użył błędnego argumentu to strona przeciwna ma rację. Jak już wspomniałem sam nie mam wyrobionego zdania, choć skłaniam się w kierunku tezy, że bitcoin to bańka spekulacyjna. W kwestii zastosowania jej jako waluty potrzebna jest umowa pomiędzy ludźmi - mówiłem o tym w podkaście 12 “Czym są pieniądze”. Inną moją polemikę można znaleźć w podkaście 10. Polemizowałam tam z podkastem “Więcej niż oszczędzanie pieniędzy”.
pobierz 11.6 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 3 miesiące temu
Podkast 14 - Definicje słów w dyskusji
Witam w podkaście “Zdrowy rozsądek”. Dziś powiem o tym dlaczego trzeba praktycznie zawsze zapytać rozmówcę o to jak rozumie używane przez siebie słowa. Zacznę może od historii angielskiego słowa “silly”. Dziś to słowo oznacza kogoś głupiego, niemądręgo bądź dziecinnego, ale nie zawsze tak było. Staroangielskiego słowo “seely” oznaczało coś wręcz przeciwnego. Tłumaczyło się je jako szczęśliwy lub błogosławiony. Później zmieniło znaczenie na kogoś niewinnego, kto zasługuje na współczucie. Dopiero potem przybrało znane nam dziś ośmieszające znaczenie kogoś głupawego bądź dziecinnego. Czemu o tym mówię. Chciałbym zwrócić uwagę na zmianę znaczenia słów poprzez wieki. Np. naśladowcy Jezusa w I wieku to chrześcijanie. Ludzie, którzy dziś chodzą do kościoła to także chrześcijanie, a przecież obie te grupy dzielą fundamentalne różnice. Podobnie jest w polityce. Faszyzm, który powstał w okresie międzywojennym był określeniem na partie narodowe, które były jednocześnie lewicowe. Bojówki faszystowskie w Niemczech walczyły z bojówkami komunistycznymi. Obie frakcje były na lewicy, różniło ich tylko podejście do kwestii narodowej - faszyści byli narodowcami, a komuniści wręcz przeciwnie. Dziś terminu faszyzm używa się zwykle wobec partii prawicowych, które są nacjonalistyczne. Ludzie zapomnieli o tym, że Hitler był narodowym socjalistą, czyli był lewicowym narodowcem. Pozostaje więc pytanie czy można prawicowego narodowca nazwać faszystą? Raczej nie, niestety ludzie tak często posługiwali się tym terminem wobec prawicowych narodowców, że takie rozumienie faszyzmu się przyjęło. Inną sprawą jest kwestia przynależności partyjnej ludzi. Pojedyńcze osoby zmieniają swoje poglądy i tak samo jest z partiami. Posłużę się przykładem partii republikańskiej i demokratycznej w USA. W skrócie demokraci to lewica, a republikanie to prawica. Republikańscy prezydenci tacy jak Ronald Regan i Donald Trump byli kiedyś demokratami, a potem zmienili partię. Regan powiedział, że to nie on opuścił partię demokratyczną, ale że ona opuściła jego. Twierdzi on, że nie zmienił swoich poglądów, ale że to partia zmieniła swój program. Porównując poglądy jednego z najbardziej znanych demokratycznych prezydentów USA - Kennedy’iego można dojść do wniosku, że być może dzisiaj byłby republikaninem. Tak więc gdy ktoś używa terminu demokrata lub republikanin w kontekście polityki USA należałoby go zapytać o który roku mu chodzi, bo obie te partie zmieniały swoje cele i poglądy. Podsumowując. Zanim zagłębisz się w dyskusję zapytaj o to jak twój rozmówca rozumie dane słowa. Może się okazać, że jesteście po tej samej stronie po prostu inaczej rozumiecie różne słowa. Słowa zmieniały swoje znaczenie, jak np. angielskie słowo “silly” kiedyś znaczyło “błogosławiony”, a dziś “głupawy”. Zmieniają się religie, np. kościół katolicki przeszedł wiele zmian, tak więc religijne terminy z przeszłości oznaczały coś innego niż to jak się je rozumie dziś. Np. do 7 wieku biskupi mogli mieć żony. Polityczne terminy nabierają innego znaczenia gdy wystarczająca duża grupa ludzi zaczyna ich błędnie używać - tak się stało z terminem faszyzm. A na koniec mówiliśmy o partiach politycznych. Tak jak ludzie zmieniają swoje przekonania tak samo dzieje się z partiami. Partia, która w przeszłości głosowała przeciw czemuś dziś może być za tym czymś. Zawsze więc pytaj jak twój rozmówca rozumie użyty przez siebie termin. Pozdrawiam i zachęcam do komentowania.
pobierz 4.8 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
Podkast 13 - Ekonomia i chciwość
Ekonomia i chciwość W dyskusjach politycznych bogatym ludziom często zarzuca się chciwość. Jest to dziwny zarzut z dwu powodów. Po pierwsze to argument moralny wymagający autorytetu moralnego. Np. chrześcijanin może swojemu współwyznawcy zarzucić chciwość i zacytować Pismo Święte aby wykazać, że naśladowca Jezusa nie może być chciwy. Jednak posługujący się tym argumentem ludzie nie powołują się na Boga. Kto więc jest tym autorytetem określający kto jest chciwy, a kto nie? Często wypowiadający ten zarzut siebie samego stawia w tej pozycji. Innym razem ma na myśli jakąś grupę ludzi. Jeżeli zarzucający chciwość siebie stawia w pozycji autorytetu nasuwa się pytanie kto go tam postawił? Unaocznijmy to przykładem. Powiedzmy więc, że dobrowolnie oddajesz 10% swojego dochodu na organizacje charytatywne. Przychodzi ktoś kto oddaje 20% i nazywa ciebie chciwcem, bo dajesz za mało. Wtedy przychodzi osoba oddająca 30% i krytykuje tamtego. Czy więc musimy oddawać pieniądze, a jeżeli tak to ile? Oraz ważniejsze pytanie - kto ma o tym decydować. Z drugiej strony ktoś może zarzucać chciwość opierając się na autorytecie jakiejś grupy. Np. wszyscy ludzie należący do partii A uważają, że trzeba oddawać 30% podatków. Nasuwa się jednak pytanie. Czemu członkowie partii B mieliby słuchać jako autorytetu członków partii A? Podsumowując pierwszym problemem jest autorytet, albo inaczej mówiąc jego brak. Po drugie dlaczego o chciwość oskarża się tylko bogatych. Czyżby to była cecha rosła wraz ze wzrostem majątku? Inaczej mówiąc czy biedacy nie mogą być chciwi? A co jeżeli biedak dostanie dużą sumę pieniędzy w spadku, czy automatycznie stanie się chciwy? Gdy ktoś sprzedaje produkt chce dostać jak najwięcej. Można to nazwać chciwością, ale przecież w tym samym czasie kupujący chce zapłacić jak najmniej, co także można określić jako chciwość. W państwach demokratycznych większość stanowią biedacy. Partie zabiegając o ich głosy obiecują większe wpływy na pomoce socjalne i aby to sfinansować obiecują podniesienie podatków najbogatszym. Inaczej mówiąc biedacy głosują na partie obiecujące zabrać pieniądze bogatym i rozdać je biednym w postaci np. darmowej opieki medycznej. Czy chęć zabrania pieniędzy innym ludziom, aby je wydać dla siebie nie jest chciwością? Podsumowując chciwość jest cechą charakteru, którą mamy wszyscy niezależnie od naszego stanu majątkowego. Słowo to ma negatywny wydźwięk - lepiej więc użyć określenia oszczędny - dla kogoś, kto zbiera pieniądze na koncie, albo pracowity - dla kogoś kto pracuje po 20 godzin na dobę, aby zapewnić sobie i rodzinie wyższą stopę życiową, albo zaradny - dla kogoś, kto umiejętnie wykorzysta sytuację na rynku, aby zarobić dużo pieniędzy. Jeżeli jednak ktoś chce używać określenia chciwy i chciwość powinien konsekwentnie używać go wobec wszystkich ludzi: zarówno bogaty i biednych. Zatytułowałem ten odcinek “ekonomia i chciwość”. Dlaczego? Chciwość jest cechą, która często jest potępiana moralnie, np. przez autorytety religijne. Niemniej to właśnie ta cecha odpowiada za produkcję dóbr. Większość ludzi pracuje w zawodach, które nie są przyjemne same w sobie. Jednak każdy z tych ludzi jest nagradzany za swoją pracę pieniędzmi. Gdyby nie było tej nagrody prawdopodobnie większość z nich nie pracowałaby. To samo można powiedzieć o innowacjach - są napędzane chęcią zysku, którą ktoś mógłby nazwać chciwością. Gdy więc usłyszysz polityka, który zarzuca bogatym chciwość zdaj sobie sprawę, że ten polityk apeluje do chciwości biedaków, aby na niego zagłosowali i wspólnie opodatkowali tego złego i chciwego bogacza.
pobierz 4.8 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
Podkast 12 - Czym są pieniądze?
Wyobraź sobie wyspę i na niej rozbitka jak Robinson Crusoe. Jego bogactwo to rzeczy, które wyłowił z morza, ubranie oraz zebrane jedzenie. Nie potrzebuje on pieniędzy, bo jest sam. Po jakimś czasie dołącza do niego Piętaszek. Wspólnie mogą zebrać więcej jedzenia, lepiej podzielić pracę, ale dalej nie potrzebują pieniędzy. Wyobraźmy sobie jednak, że na wyspie pojawiło się kilka rodzin. Każda zbudowała sobie chatę, które utworzyły mała wioskę. Jeden z jej mieszkańców zna się na kowalstwie. Oznacza to, że najlepiej i najszybciej może np. podkuć konia czy wykuć jakieś narzędzie. Być może inny mieszkaniec wyspy wyspecjalizuje się w rybołóstwie, a jeszcze inny w rolnictwie. Jakieś kobiety może zajmą się szyciem ubrań. Mam nadzieję, że nie obraziłem feministek. Zawsze można sobie wyobrazić kobietę kowala i mężczyznę szyjącego ubrania jeżeli ktoś woli. Zmierzam do tego, że w tym momencie zaczynaja im być potrzebne pieniądze. Wprawdzie jakiś czas można prowadzić handel wymienny, ale na dłuższą metę będzie to trudne, no bo ile ryb kosztują spodnie, albo za ile chlebów można podkuć konia? Wyobraźmy więc sobie dalej, że mieszkańcy wykorzystają jakieś rzadkie muszle, być może muszle koloru zielonego, aby nimi płacić za różne rzeczy. Czy wartość muszli wzrosła? Jej wartość polega na umowie - rozbitkowie umówili się, że będą z nich korzystać, aby ułatwić handel. Co się jednak stanie, gdy przybędzie statek, aby uratować rozbitków? Czy któryś z nich zabierze zgromadzone w muszlach bogactwo do swojego kraju? Nie, bo tam te muszle będą bezwartościowe. Inaczej mówiąc muszla ma wartość tylko w miejscu i czasie, kiedy większość ludzi uznaje jej wartość. Ile więc jest warta jedna muszla? Jej wartość to suma całego majątku wyspy podzielona przez liczbę muszli. Np. w danym dniu piekarz upiecze 100 bochenków chleba, rybak złapie 50 ryb, a krawcowa uszyje dwie pary spodni. Wszystkie te rzeczy zsumowane są równe wartości wszystkich muszli. W tym uproszczonym przykładzie mówię tylko o rzeczach jako o bogactwie, w rzeczywistości zaliczają się do niego także wszystkie usługi. Powiedzmy więc, że muszli jest 1000 i że są równomiernie rozdzielone pomiędzy mieszkańców. Każdy z nich idąc do piekarza czy rybaka negocjuje cenę i za jakiś czas pojawia się cena bochenka chleba czy ryby, na którą większość się zgadza. Powiedzmy, że za bochek trzeba zapłacić 10 muszli, a za rybę 20. Gdyby jednak następnego dnia piekarz zachorował w południe i zdąrzył upiec tylko 50 bohenków, a tymczasem rybak złowiłby dwa razy więcej ryb czyli 100 to cena bochenków wzrośnie, a ryb spadnie. Proste prawo popytu i podaży mówi, że duża ilość produktu sprawia, że maleje jego cena, a z kolei mała ilość powoduje wzrost cen. Powiedzmy jednak, że mamy normalny dzień - piekarz piecze 100 bochenków, rybak łowi 50 ryb. Jest to wystarczająca ilość, aby wyżywić wszystkich ludzi w wiosce. Wyobraźmy sobie, że z sąsiedniej wyspy przybywają ludzie, którzy uciekli przed wybuchem wulkanu albo ludożercami. W każdym bądź razie nie mają ze sobą żywności. Czy pomogłoby to gdyby przywieźli ze sobą swoje muszle? Przypomnę, że na naszej wyspie jest 1000 muszli, chleb kosztuje 10 muszli, a ryba 20. Imigranci przywożą swoje muszle w liczbie kolejnego 1000. Co się stanie z ceną chleba? Wzrośnie dwukrotnie, podobnie cena ryby. Dlaczego? Teraz sumę wszystkich produktów na naszej wyspie trzeba podzielić na 2000 muszli. To jest najważniejsza rzecz do zapamiętania - muszle nie są bogactwem, ale umownym wyrazem tego bogactwa. Dodatkowa liczba muszli w niczym nie pomaga - liczba chlebów pozostaje taka sama.
pobierz 6.8 MB odcinki RSS iTunes www
opublikowany 4 miesiące temu
LTS 015: Duchowy proces podporządkowania, ego i guru rozmowa ze Swami Revatikaanta
Czym jest duchowy proces podporządkowania Dlaczego istnieje ego Kim jest guru i jaka jest jego rola Dzisiaj po raz drugi moim gościem jest Swami Revatikaanta z Bhakti Marga. Poprzednia rozmowę możesz wysłuchać w 12. odcinku podcastu Lotos Twojego Serca  Rozmawiamy m. in. o tym czym jest duchowy proces podporządkowania. W Bhagawadgicie dwa razy wymieniony jest termin określający duchowe podporządkowanie, wymienione są dwa terminy, prapannam i śarana, znany jest też termin śaranagati. Rozmawialiśmy także o tym czym jest ego oraz kim jest guru i jaka jest jego rola, czy zadanie które wypełnia. Rozmowa została nagrana w trakcie Just Love Festival w lipcu 2017 roku w Niemczech. Zapraszam do wysłuchania naszej rozmowy. Hari Om Tat Sat Kryszna Kirtan
pobierz 22.0 MB odcinki RSS iTunes www
Starsze >
>>
miodek